Natomiast, jeśli chodzi o farmację kliniczną – zawsze chciałam być bliżej pacjenta i rozwiązywać z nim wspólnie jego problemy zdrowotne. Farmacja kliniczna po części na to pozwala. Dlatego postanowiłam zrobić z tego specjalizację we Wrocławiu. A na zajęciach znów spotkałam kolejną pasjonatkę, tym razem z farmacji klinicznej – profesor Annę Wiela-Hojeńską.
Powiedziała Pani „zawsze chciałam być bliżej pacjenta”. Skąd wzięło się u Pani takie podejście?
Z dawnych czasów, ze szkoły średniej. Skończyłam Liceum Medyczne. Tam nauczyłam się rozmawiać z pacjentem, pielęgnować go, a przede wszystkim odczytywać jego potrzeby.
Chciałbym jeszcze dopytać o drobną rzecz. Kolejny raz wspomina Pani o osobie z pasją. Czy otaczanie się takimi ludźmi miało na Panią jakiś wpływ?
Tak, mogę powiedzieć, że takie osoby miały na mnie duży wpływ. Jeżeli przyjrzymy się człowiekowi, który ma pasję, hobby czy zamiłowanie do czegoś, nagle ta osoba może zacząć nas fascynować – to jaka jest, co robi w życiu, jakie ma zainteresowania. W jakiś sposób jesteśmy zainspirowani, efektem czego sami próbujemy, szukamy i w końcu znajdujemy w sobie pasję. Zaczynamy na wzór pasjonatów rozwijać i pielęgnować rzeczy, które dają nam poczucie sensu.
Wracając do opieki farmaceutycznej. Prowadzi Pani zajęcia z tego przedmiotu. Na co kładzie Pani nacisk, edukując studentów?
Jestem osobą, która przede wszystkim chce nauczyć studentów myślenia o chorym pacjencie jak o całym, indywidualnym człowieku – a nie tylko o jego „kawałku” lub chorobie jako takiej. Wydaje mi się, że studenci nawet śmieją się z tego, że ciągle powtarzam: „nie leczymy choroby, ale leczymy konkretnego Pana Kowalskiego, chorego na…, który…” i tutaj wymieniam najważniejsze informacje o pacjencie. Prowadząc zajęcia z opieki farmaceutycznej moim celem jest także pokazać studentom, że wiedza, którą zdobyli na tak wielu, różnych przedmiotach – łączy się w całość, rozwiązując problemy lekowe indywidualnego pacjenta. Chcę nauczyć ich korzystać z tej wiedzy.
Czy Pani zdaniem absolwenci farmacji tuż po zakończeniu studiów są w stanie samodzielnie wykonać przeglądy lekowe?
Tak. Uważam, że moi studenci są w stanie wykonać przegląd lekowy. Chociaż, moim zdaniem nie wszyscy – zarówno studenci, jak i farmaceuci – mają do tego predyspozycje. Chodzi głównie o posiadanie i wykorzystywanie umiejętności miękkich, np. otwartości na drugiego człowieka, szczególnie jeżeli ten człowiek jest chory, starszy i potrzebuje pomocy; umiejętności rozmowy z pacjentem; umiejętności rozmowy z lekarzem czy umiejętności analitycznego myślenia.
Przez jakiś czas pracowała Pani również w aptece szpitalnej. Czy wówczas miała Pani okazję rozwiązywać problemy lekowe?
Tak, wielokrotnie. Podam kilka przykładów takich problemów, to m.in. rozkruszanie tabletek o przedłużonym uwalnianiu przez pielęgniarki, zlecanie podawania mieszanki żywienia pozajelitowego RTU dłużej niż 24 godziny od podłączania, zlecanie podawania IPP w innej objętości rozpuszczalnika niż zaleca producent, użycie przez pielęgniarkę innego rozpuszczalnika do leku niż zalecany, itp. Nie będę opisywać rozwiązań, moim zdaniem każdy farmaceuta powinien wiedzieć, jak postępować w tego typu sytuacjach. Jeśli rozwiązywała Pani różne problemy lekowe i udzielała porad czy wskazówek, na pewno miała Pani też kontakt z lekarzami.
Proszę powiedzieć, jaki był ich odbiór na Pani pracę i działania?
Różnie z tym było. Najczęściej, jednak ten odbiór wydawał się pozytywny. Miałam raz dość niezręczną, a zarazem śmieszną sytuację, gdy musiałam zwrócić uwagę na temat błędnego stosowania leku u pacjenta Ordynatorowi Oddziału. To był mały szpital. Początkowo pani doktor nie chciała mnie słuchać. Dopiero, gdy zobaczyła na moim identyfikatorze “dr n. farm.” wzięła moje zdanie pod uwagę i… zaczęła mnie przepraszać za swój błąd. Później dzwoniła do mnie, gdy miała wątpliwości w ustaleniu farmakoterapii. Nie będę ukrywać, że czułam z tego niesamowitą satysfakcję. Jak często zdarza się, aby lekarze zwracali się o pomoc do farmaceuty szpitalnego w ustaleniu farmakoterapii? W tym małym szpitalu – żeby nie przesadzić, to kilka razy w tygodniu.
A czy doświadczyła Pani jakiejś szczególnie ciekawej sytuacji wychodząc na oddział?
O, takich sytuacji było wiele. Jednak najbardziej satysfakcjonuje mnie jeden z ostatnich problemów, który rozwiązałam, pracując w aptece szpitalnej. Nie była to wizyta na oddziale, ale rozpoczęło się od rozmowy telefonicznej. Do apteki zadzwoniła lekarka z pytaniem, jakimi antybiotykami dysponujemy. Podczas rozmowy powiedziała, że na oddziale jest pacjentka w podeszłym wieku z wieloma chorobami przewlekłymi, która ma wrzodziejące zapalenie jamy ustnej. Powstałe rany utrudniały tej pani spożywanie pokarmów wszystkie dostępne preparaty gotowe, również antybiotyki ogólnoustrojowe. Mimo to, zapalenie nadal nie mijało. Wykonano posiew i określono antybiogram. Lekarze planowali podanie kolejnego antybiotyku. Wówczas zaproponowałam, że przygotujemy w aptece indywidualny lek recepturowy, do pędzlowania jamy ustnej. Opracowałam recepturę, a jedna z moich pracownic wykonała ten lek. Jak okazało się – po kilku dniach wyleczyliśmy powstałe rany w jamie ustnej pacjentki. Pani doktor dziękowała za lek i obiecała, że z kolejnymi problemami będzie się do mnie zwracać. Niestety, nie wiem czy dzwoniła, ponieważ w niedługim czasie zwolniłam się z apteki. Bywa, że lekarze traktują farmaceutów szpitalnych jako „magazynierów wydających leki”.










