Załóżmy teraz sytuację, że rynkiem warsztatów samochodowych rządzi zasada WdM (Warsztat dla Mechanika) i obwarowania geograficzne/demograficzne (GEO/DEMO). Jestem w stanie zrozumieć to, że mechanik powinien być właścicielem warsztatu, ale nawet jeśli będzie rozchwytywanym fachowcem ograniczenia lokalizacyjne czy populacyjne nie pozwolą mu otworzyć nowego punktu, konkurującego z nielubianym warsztatem?! Czy wierzycie, że w takiej sytuacji jakość usług „kiepskiego” mechanika, który pozostanie sam na rynku ulegnie poprawie? W wyniku zamknięcia mojego ulubionego warsztatu pracę straciło dwóch dobrych mechaników. Jeden musiał wyjechać, a drugiego zatrudnił warsztat, który pozostał. Czy sądzicie, że stawka jaką nowy pracodawca zaproponował pracownikowi, który ze względu na sytuację rodzinną nie mógł zmienić miejsca zamieszkania, była atrakcyjna? Czy wizja tego, że ten pracownik najprawdopodobniej nie otworzy nigdy warsztatu w miejscu, w którym chciałby to zrobić, sprawia, że zawód mechanika jest atrakcyjniejszy i przyciąga ambitnych młodych ludzi? Czy może jest odwrotnie?
Pacjent decyduje, która apteka jest lepsza
Jako konsument wolę rynek, na którym jest wybór, a konkurencja na nim wymaga od podmiotów „walki” o moje uznanie. W przypadku aptek to wybór Pacjenta decyduje o tym, która apteka jest lepsza. To Pacjent jest sędzią rozstrzygającym „konkurencyjne spory” między placówkami aptecznymi. Warto przy tym pamiętać, że apteki to nie „dyskonty”, gdzie liczy się wyłącznie najniższa cena. Oczywiście jest ona ważna, ale największe znaczenie ma JAKOŚĆ – zatrudniony fachowy personel, udzielanie porad farmaceutycznych, życzliwość, chęć pomocy, szeroki asortyment produktów. Niedługo do tego wszystkiego dojdzie jeszcze jakość usług świadczonych w ramach Opieki Farmaceutycznej. Każda apteka, nawet ta niemająca jeszcze dużej „siły zakupowej”, pozwalającej utrzymać niskie ceny, może korzystać z bogatego oręża, by stanąć w szranki konkurencyjne z wydawałoby się silniejszymi podmiotami aptecznymi. Nikt nie jest na straconej pozycji i bardzo wiele zależy od chęci oraz umiejętności zarządzania i rozwijania przedsiębiorstwa.
Odważę się na stwierdzenie, że zamrożenie rynku aptecznego ograniczeniami GEO/DEMO, to nic innego jak tylko chęć niedopuszczenia nowych przedsiębiorców aptecznych do rynku i wyeliminowania z niego części niewygodnej konkurencji. To jest droga do bylejakości. Raz jeszcze zapytam – komu więc ograniczenia geograficzne i demograficzne zawarte w ustawie Apteka dla Aptekarza mają tak naprawdę przynieść korzyści? Według mnie nie jest to społeczeństwo, nie są to Pacjenci, nie jest to gospodarka i ostatecznie nie jest to ogół farmaceutów czy kandydatów do bycia nimi. Jak się okazuje z tych ograniczeń korzysta głównie garstka przedsiębiorców aptecznych, próbująca przy okazji stymulować proces zamykania kolejnych aptek np. poprzez pełne obłudy donosy, nadinterpretowanie przepisów prawa czy blokowanie rozwoju niewygodnych programów franczyzowych.
Na rynku aptecznym jesteśmy obecnie świadkami intensywnej walki antykonkurencyjnej. Nie powinniśmy dopuszczać do spadku konkurencyjności w celu promowania i wzmacniania podmiotów, które są z jakichś powodów rzadziej przez pacjentów wybierane.
Czasem w mediach społecznościowych możemy przeczytać komentarze właścicieli aptek, przypisujących winę za własne niepowodzenia podmiotom konkurencyjnym. Jednocześnie ci sami właściciele potrafią przyznać się do tego, że nie mają pojęcia o marżach, o przecenach leków refundowanych czy o retaksacji recept, bo tym się nie zajmują…
Kilka lat temu byłem na rozmowie w sprawie pracy u pewnego indywidualnego aptekarza, mocno przekonanego o swojej wyjątkowości. Zapytałem, jak radzi sobie z dostępnością do leków deficytowych. Odpowiedział mi, że on się „nie bawi” w ich zamawianie i „jakieś tam programy:”; to za dużo roboty, zamieszania i mały zarobek. Niech pacjent idzie do „sieciówki”. Dzisiaj ten sam, aptekarz jest jednym z głośniejszych poszkodowanych przez „sieci” – biznes podupada, bo na rynku jest konkurencja…
Wzrostu jakości na rynku aptecznym na pewno nie osiągniemy poprzez wprowadzanie ograniczeń i stagnację. Jedyną drogą jest rozwój aptek, wprowadzanie nowych usług, modernizacje i inwestycje. Poprawę zaczynajmy jednak zawsze od siebie. Nie bójmy się przy tym konkurencji, bo to ona jest naturalnym impulsem do doskonalenia jakości. Jeżeli zarządzanie apteką jest zbyt dużym wyzwaniem można korzystać z pomocy i dostępnych narzędzi, np. franczyzy. Aptek mamy wiele, ale w interesie wszystkich powinno być, by nie było ich coraz mniej.










