Bartosz Wiechecki pracuje w niewielkiej aptece w Lidzbarku. – Jestem takim małomiasteczkowym kierownikiem – mówi o sobie. Farmację ukończył w 2000 roku na ówczesnej Akademii Medycznej w Białymstoku. Pochodzi z Kętrzyna, ale obecnie mieszka w Iławie. W swojej karierze zawodowej widział już chyba wszystko. Wielu farmaceutów na pewno kojarzy go z mediów społecznościowych i portali branżowych. Swoim doświadczeniem i przemyśleniami na temat farmacji często dzieli się w felietonach na stronach MGR.FARM oraz Facebooku, Twitterze i Instagramie. Tam też ujawnia sekrety swojej nietypowej pasji, którą są… smocze łodzie.
– Swoją przygodę ze smoczymi łodziami zacząłem blisko osiem lat temu. Do uprawiania tej dyscypliny namówiła mnie koleżanka – lekarz medycyny. Na studiach w Gdańsku pływała smoczą łodzią. Po ukończeniu studiów wróciła do Iławy i z kierownikiem przychodni zrobiła interes. Ona przyjdzie do pracy w zamian za smoczą łódź. Udało się zebrać grupkę pasjonatów i rozpoczęły się treningi – wspomina Bartosz. Jego drużyna nazywa się „Drākens Iława”. Nazwa pochodzi z języka staropruskiego i w dialekcie pomezańskim oznacza smoka.
Początkowo liczba zawodników była niewielka, ale z czasem zaczęło ich przybywać. – Pojawienie się tak oryginalnej jednostki pływającej na Małym i Wielkim Jezioraku budziło zainteresowanie i sympatię wśród mieszkańców Iławy. Zaczęliśmy być identyfikowalni – wspomina farmaceuta.
Historia smoczych łodzi zaczyna się na Dalekim Wschodzie. Co roku w Chinach na brzegach rzeki Jangcy, u progu pory gorącej, kiedy to ludność trapiły susze i epidemie, odbywały się obrzędy przebudzenia śpiącego dotąd boga – Smoka. Ów władca rzek i mórz sprowadzać miał zbawienne deszcze, dzięki którym obfite plony oddalały widmo głodu i chorób. Obrzędy, w formie zmagań zdobnych łodzi, pociągały za sobą liczne utonięcia, co traktowano jednak jako konieczną ofiarę dla bóstwa.
Istnieje też inna wersja historii smoczych łodzi. To legenda związana z postacią żyjącego na przełomie IV i III wieku p.n.e. poety Qu Yuana. W proteście przeciw niesprawiedliwości społecznej Qu popełnił samobójstwo, rzucając się w odmęty rzeki Miluo. Okoliczna ludność próbowała go ratować, spławiając swoje łodzie. Choć poeta utonął, na pamiątkę tego wydarzenia co roku w dzień jego śmierci obchodzone jest święto Duanwujie, podczas którego urządzane są wyścigi łodzi.
Smocze łodzie po polsku…
Od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku sport ten rozprzestrzenił się po całym świecie. – Do Polski dotarł w roku 1997, gdy w Gdańsku odbyły się pierwsze zawody smoczych łodzi. Od tej pory w zasadzie w każdym zakątku kraju zaczęły powstawać drużyny smoczych łodzi – mówi Bartosz.
Smocze łodzie (z ang. dragon boat) to sport drużynowy. Osada składa się najczęściej z dziesięciu lub dwudziestu wioślarzy, sternika i dobosza. – Najczęściej, bo spotyka się też łodzie pięćdziesięcio- i stuosobowe. Standardowa smocza łódź ma długość około 12,5 metra. W czasie zawodów na dziobie mocuje się bogato zdobioną głowę smoka, a na rufie ogon. Wioślarze siedzą parami na ławeczkach obok siebie – wyjaśnia farmaceuta. Pierwszą parę nazywa się szlakowymi. To oni nadają tempo wiosłowania. Ich ruch pozostałym zawodnikom przekazuje dobosz, wybijając na bębnie rytm. Na rufie stoi sternik, który długim, trzymetrowym wiosłem steruje łodzią. Wiosło sterowe ma długość około trzech metrów i zamocowane jest luźno linami, aby można było nim swobodnie manewrować. Dwudziestoosobowa łódź z pełną załogą waży około dwóch ton i rozwija prędkość do 18 km/h na dystansie 200 metrów.










