REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 7 kwietnia 2021, 15:42

Farmaceuta w smoczej łodzi

Długa na ponad 12 metrów łódź z zawrotną prędkością tnie taflę jeziora. Po wodzie niesie się rytmiczny dźwięk bębna uderzanego przez dobosza. Na dziobie widnieje rozdziawiona paszcza smoka. Łódź napędza wyłącznie siła 20 osób, które w idealnej harmonii i porozumieniu zanurzają w wodzie swoje wiosła. Są wśród nich kobiety, mężczyźni, młodzi i trochę starsi. Wszyscy połączeni jedną pasją. A wśród nich Bartosz Wiechecki – farmaceuta z Iławy.

Częste treningi niełatwo pogodzić z pracą farmaceuty. Jak przyznaje Bartosz, bywa z tym ciężko (Fot. TOMCOLOR)
Częste treningi niełatwo pogodzić z pracą farmaceuty. Jak przyznaje Bartosz, bywa z tym ciężko (Fot. TOMCOLOR)

REKLAMA

– Sport ten polega przede wszystkim na wiosłowaniu. Wiem, że to brzmi banalnie, ale żeby dobrze wiosłować, to trzeba się tego nauczyć – mówi Bartosz i podkreśla, że wioślarze, płynący na jednej łodzi, stanowią jedność. Treningi na wodzie uczą synchronizacji, siły i wytrzymałości. – Istotne jest jednoczesne zawiosłowanie, które pcha łódź do przodu. Gdyby wioślarze wiosłowali nierówno, to łódź stałaby w miejscu – tłumaczy Wiechecki.

Najczęstsze dystanse, na jakich organizowane są zawody, to 200, 500 i 1000 metrów. Ale zdarzają się też dłuższe, nawet do 5000 metrów. – Sami widzicie, że i siła, i wytrzymałość mają duże znaczenie. Sezon wioślarski trwa w zasadzie od lodu do lodu, czyli od wiosny do późnej jesieni. Zimą ćwiczymy formę na siłowni – mówi farmaceuta. Jednocześnie przekonuje, że jest to sport dla każdego i nie istnieją ograniczenia wiekowe czy też dotyczące płci. – Razem ze mną na łodzi pływają księgowe, nauczyciele, fizjoterapeuci, strażnicy więzienni – słowem: pełen przekrój społeczeństwa. Na łodzi najważniejsza jest praca zespołowa. Tworzymy drużynę – przekonuje Bartosz i dodaje, że jedynym ograniczeniem jest zdrowie człowieka. Drużyna liczy obecnie około 50 członków.

Rywalizacja i dobra zabawa

Na całym świecie organizowane są zawody smoczych łodzi. W Polsce również. Trzeba dodać, że podobnie jak w innych dyscyplinach, istnieje podział na sportowe i amatorskie. – Moja drużyna reprezentuje nurt amatorski, tzw. FAN. I podobnie daje nam dużo zabawy i satysfakcji. Z drużyną bierzemy udział w zawodach organizowanych przez inne kluby w Polsce. Jeździmy na zawody basenowe w Olsztynie – przeciąganie smoczych łodzi, na zawody do Wrocławia – Tumski Cup. Sami również organizujemy zawody o Złote Wiosło Jezioraka. W tym roku to będzie siódma edycja. Jest to jedna z największych imprez w kraju. Wtedy do Iławy przyjeżdża blisko 400 osób – chwali się Bartosz.

Warto w tym miejscu wyjaśnić, że wspomniane „przeciąganie smoczych łodzi” to całkowicie polska odmiana zawodów smoczych łodzi, która zrodziła się w Olsztynie. Zawody odbywają się na basenie. Dwie sześcioosobowe drużyny siadają naprzeciwko siebie i starają się przepchać łódź za linię środkową. – Drużyna, której się to uda, wygrywa. I tu odwrotnie niż na wyścigach: zawodnicy najmasywniejsi zawsze mają przewagę – mówi z uśmiechem farmaceuta.

Osada, której jest członkiem, startowała przez ostatnie osiem lat w wielu zawodach, reprezentując Iławę zarówno w kraju, jak i za granią (np. w Berlinie). – Jeśli chodzi o sukcesy sportowe, to jak w sporcie: raz na pudle, raz poza nim. W tym roku na zawodach we Włocławku nasze trzy osady zdobyły brąz w kategorii „Woman”, złoto w kategorii „Amator Mixt” i brąz w kategorii „Sport”. Jesteśmy drużyną amatorską FAN, często otrzymujemy dyplomy uczestnictwa, chociaż patrząc na wyniki, dorównujemy drużynom sportowym. Ideą FAN jest przede wszystkim dobra zabawa i rekreacja – przekonuje farmaceuta, choć dodaje, że mimo to rywalizacja bywa zacięta. – Na zawodach smoczych łodzi często padają wyniki, które różnią się o setne sekund – dosłownie o krótki łeb smoka na dziobie – mówi.

REKLAMA
REKLAMA

W 2017 roku jego drużyna brała udział w paru imprezach, ale najbardziej zapamiętał ostatnie – długodystansowe zawody smoczych łodzi w Lidzbarku. – Pierwszy raz pływałem na dystansie 2300 m i to na łodzi dziesięcioosobowej. Na trzynaście osad mieliśmy ósmy czas. Jestem bardzo zadowolony z takiego wyniku, tym bardziej że trzon załogi stanowiły kobiety i płynęliśmy w dziewięć osób. Inne osady miały zdecydowanie męską załogę. To było całkiem nowe doświadczenie – wspomina farmaceuta. Jednocześnie dodaje, że jego marzeniem jest wzięcie udziału w Mistrzostwach Świata Smoczych Łodzi.

Profesjonalni amatorzy

Chociaż to drużyna amatorska, to treningi odbywają się co kilka dni. Sezon na smocze łodzie trwa praktycznie od marca do listopada. W tym czasie „Drākens Iława” pływają praktycznie dwa lub trzy razy w tygodniu. – W okresie zimowym szlifujemy formę, „przerzucając żelazo” na siłowni trzy razy w tygodniu. Możecie mi nie wierzyć, ale po przepłynięciu dystansu nawet dwustu metrów czuć potworne zmęczenie, dlatego trening siłowy jest bardzo ważny. Z kolei, jak tylko puszczą lody, zaczynamy treningi na wodzie, gdzie wyrabiamy wytrzymałość, koordynację i synchronizację – zgrywamy się jako drużyna – mówi farmaceuta. Dzięki znajomości z innymi drużynami uczą się nowych technik i poprawiają swoje wyniki na zawodach.

Częste treningi niełatwo pogodzić z pracą farmaceuty. Jak przyznaje Bartosz, bywa z tym ciężko. – Tym bardziej że dojeżdżam i pracuję w systemie zmianowym. Jeśli nie uda mi się być na treningu, wówczas staram się pójść na basen lub pobiegać. Teraz w większości miast europejskich pojawiła się ciekawa inicjatywa pod nazwą PARKRUN, polegająca na bieganiu masowym na dystansie pięciu kilometrów. Jest to impreza cykliczna odbywająca się co sobotę w godzinach porannych. Cieszy się dużym powodzeniem – mówi farmaceuta.

Nie samą pracą człowiek żyje, a stara łacińska maksyma głosi, że „Mens sana in corpore sano”(„W zdrowym ciele zdrowy duch”) – zdaniem Bartosza te dwie mądrości w naszych zabieganych czasach są często lekceważone. – My, farmaceuci, jesteśmy narażeni na choroby, stres i wypalenie zawodowe. Zamykamy za sobą drzwi apteki i nie mamy siły na nic. Wracamy do domów, siadamy na kanapie i włączamy telewizor, bezmyślnie przerzucając kanały. Resetujemy się przed następnym dniem, przed kolejną walką z pacjentami, hurtowniami i przeciwnościami dnia. I tak w kółko – mówi farmaceuta i podkreśla, że choćby z tego powodu każdy potrzebuje jakiejś pasji lub hobby, które pozwoli naładować baterie.

– Czytając MGR.FARM, stwierdzam, że farmaceuci to grupa zawodowa o wszechstronnych zainteresowaniach. Są wśród nas zapaleni strzelcy wyborowi, zacni ogrodnicy, znawcy trunków, biegacze, rowerzyści, pszczelarze, pisarze i wielu innych. Nasza praca jest wyczerpująca i wymaga dużego wydatku umysłowego. Sam, na swoim przykładzie, zaobserwowałem, że wysiłek fizyczny pozwala odpocząć głowie. Nawet jeśli bolą mięśnie, to mózg lepiej pracuje. A któż, jak nie my, lepiej potrafi poradzić sobie z bolącymi mięśniami – mówi Bartosz. – Zatem, Farmaceuci, do wioseł! Cóż lepiej odpręża niż szum wody i wiatr we włosach. A jakie muskuły można sobie wyrobić – zachęca.


Zacytuj ten artykuł jako:

  • Łukasz Waligórski, Farmaceuta w smoczej łodzi, MGR.FARM, nr 1/2020 (29), str. L4-L9
REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA