Polski system służby zdrowia nigdy nie będzie odzwierciedleniem żadnego ze znanych nam i podziwianych systemów Zachodu. A wynika to z uwarunkowań historycznych, socjoekonomicznych i politycznych. Jednakże w obecnej chwili ma miejsce niezwykła ewolucja idei kompleksowej opieki nad pacjentem. Co ciekawe na przód wysuwają się w niej pielęgniarki. Tymczasem farmaceuci tracą wszystko, o czym mówią od co najmniej kilkunastu lat jako o swoistym celu. Wzajemne niechęci z pewnością nie pomagają odnaleźć się nam w całej sytuacji. I choć nie czujemy wsparcia ze strony bliźniaczych środowisk, nie mamy na swoją obronę zbyt wiele. W moim odczuciu sami się pozbawiamy kolejnych szans, czekając na raj, który nigdy nie nadejdzie.
Opieka farmaceutyczna jest przedmiotem akademickim od kilkunastu lat. Kształcimy farmaceutów z niej w ramach kursów specjalistycznych na farmaceutów klinicznych. Ostatecznie wszyscy, po całej ścieżce edukacji, kończymy z niespełnionymi ambicjami, w aptekach ogólnodostępnych bądź szpitalnych. Ale widzimy tą opiekę zdaje się totalnie wybiórczo. Najchętniej usiedlibyśmy w czystym kitlu za biurkiem, i zza niego informowalibyśmy naszych drogich pacjentów co i jak należy począć z ich farmakoterapią. Tyle w temacie. No i oczywiście poczekamy z realizacją do czasu, gdy będziemy „odpowiednio opłacani”. A co robią inni? Biorą to, co nasze.
Pielęgniarki jednomyślne… a farmaceuci?
Nie po to przywołuję po raz wtóry uprawienia, jakie w ciągu ostatniego półrocza zaproponowano pielęgniarkom, by się kłócić z ich środowiskiem. Chcę jedynie wskazać, że to nie system jest przeszkodą, ale chyba sami farmaceuci. W czerwcu pojawiła się propozycja porady pielęgniarskiej (czytaj więcej: Kto ma sprawować opiekę?), kilka dni temu kolejna idea poszerzenia kompetencji środowiska pielęgniarskiego o możliwość poszerzenia listy leków, jakie mogą przepisywać, a konkretniej o rozważenie umieszczenia na liście także najsilniejszych leków przeciwbólowych (czytaj więcej: Pielęgniarki będą przepisywać leki opioidowe?). Sześć miesięcy, dwie znaczące propozycje. Co w tym wszystkim z mojego punktu widzenia jest najważniejsze? Brak rozłamu wśród pielęgniarek.
Nie mam w pamięci sprzecznych deklaracji ze strony środowiska pielęgniarskiego. Nie był ich gdy rozważano możliwość przyjmowania pacjentów, gdy ci przychodzą w celu przedłużenia recepty, uzyskania skierowania na badania, czy kontroli ciśnienia lub poziomu cukru we krwi. Takie kompetencje nie były uwzględnione w ramowym programie kształcenia. Wobec tego pielęgniarki decydując się na swój zawód wcale nie godziły się na dodatkowe obciążenie, odpowiedzialność. A co robimy my, farmaceuci? Gdy atakują nas z zewnątrz w kontekście zwiększenia uprawnień w kwestii szczepień profilaktycznych (czytaj więcej: Miejsce pielęgniarek jest przy pacjentach, a nie przy lekach), my zastanawiamy się, czy w ogóle chcielibyśmy korzystać z takiego przywileju…
Kto nie chce szczepień w aptekach?
Zasmucił mnie fakt, że farmaceuci – jeśli w końcu wywalczyliby sobie możliwość szczepienia pacjentów w aptekach – wcale nie są skorzy do skorzystania z tej możliwości. Jako kontrargumenty pojawiają się obawy o swoje zdrowie i mnożenie przywilejów. Problemem ma być też multizadaniowość, która nie powinna mieć miejsca w aptece, a także przeciążenie dodatkowymi obowiązkami. Skoro nie chcemy tego robić, nie róbmy. Ale jak widać, jeśli nie zaczniemy przyjmować nowych możliwości jako szans rozwoju i wzmocnienia pozycji naszego zawodu, inne grupy z powodzeniem odbiorą nam to, co już mamy albo o co walczymy i zostaniemy z niczym. Zamiast więc kłócić się ze wszystkimi kto ma rację, zacznijmy chcieć robić więcej.










