Potrzeba było jednak jeszcze stu lat i dwóch ochoczych śmiałków, którzy w akcie desperacji połknęli zawiesinę bakteryjną, by niedowierzającemu środowisku medycznemu udowodnić, że te same patogeny odpowiedzialne są za rozwój stanów zapalnych żołądka i predysponują do wystąpienia choroby wrzodowej, a nawet raka żołądka. Dwaj australijscy lekarze Barry Marshall i Robin Warren za swoje niezwykłe poświęcenie naukowe, a tym samym odkrycie chorobotwórczego potencjału Helicobacter pylori, zostali w 2005 roku uhonorowani medyczną Nagrodą Nobla.
Znać przeciwnika to jednak tylko początek drogi, trzeba jeszcze odkryć jego słabe strony. Szybko okazało się, że nie uda się pozbyć (eradykacja) H. pylori z przewodu pokarmowego za pomocą jednego antybiotyku. Stosowano zatem schematy trójlekowe, a w obliczu rosnącej oporności nowych szczepów bakteryjnych zaczęto poszukiwania innych, mniej standardowych rozwiązań. W ten sposób na medyczne salony powrócił bizmut, dołączony jako czwarty składnik terapii eradykacyjnej – początkowo było to jedynie leczenie drugiego rzutu. Obecnie bizmut w połączeniu z antybiotykami i IPP może być stosowany jako terapia pierwszego rzutu.
Związki bizmutu potrafią bezpośrednio niszczyć komórki Helicobacter pylori. Opłaszczają one od zewnątrz bakterie, a po przeniknięciu ściany komórkowej tworzą depozyty również wewnątrz ściany komórki. Unieczynnione zostają w ten sposób mechanizmy adhezji H. pylori do komórek nabłonka odźwiernika. Zaburzenia metabolizmu bakterii powodowane przez bizmut doprowadzają in vitro do lizy ich komórek w przeciągu 30–90 minut, na drodze zaburzeń w funkcjonowaniu błony komórkowej oraz blokowania syntezy białek, składników ściany komórkowej i ATP.
Ostatnia deska ratunku
W obliczu rosnącej oporności bakterii na stosowane w leczeniu antybiotyki bezwarunkowa skuteczność bizmutu wydaje się błogosławieństwem, z którego medycyna będzie jeszcze długo korzystać. Ale wykorzystanie bizmutu może być o wiele szersze, niż dziś nam się wydaje. Związki bizmutu są rozpatrywane jako metody chemioterapii nowotworów. Po sukcesie terapeutycznym platyny liczne metale próbowano wprowadzić do lecznictwa w postaci bionieorganicznych kompleksów. Silne działanie przeciwnowotworowe wykazują połączenia związków bizmutu z przeciwciałami monoklonalnymi. Cechowały się one wysoką cytotoksycznością w badaniach przeciwko m.in. białaczce i chłoniakom. Zaproponowano również, że bizmut mógłby być wykorzystywany w celowanej radioterapii jako radionuklid. Wszystkie z tych kierunków badawczych wymagają jednak bardziej szczegółowych analiz.
W sytuacji, gdy zawiodą znane antybiotyki, właściwości bizmutu mogą okazać się ostatnią deską ratunku w terapii zakażeń bakteriami wielolekoopornymi, które już dziś sieją postrach w szpitalach. Połączenia bizmutu i fluorochinolonów działają hamująco nie tylko na Helicobacter pylori, ale też na Escherichia coli, Staphylococcus aureus, Staphylococcus epidermidis, Bacilllus pumilus. Z kolei połączenia bizmutu oraz niesteroidowych leków przeciwzapalnych wykazują aktywność przeciwpasożytniczą w lejszmaniozie. Co dalej z tym bizmutem? Pewne jest jedno – wiele mu zawdzięczamy, a dług stale rośnie.

©MGR.FARM
Zacytuj ten artykuł jako:
- Sylwia Ziółkowskia, Historia pewnego leku: nieznane oblicze bizmutu, MGR.FARM, nr 4/2019 (26), str.70-72










