REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
śr. 12 lutego 2020, 09:34

Maciej Kurłowicz: Latający aptekarz

Zastanawialiście się, jak pachną chmury? Jak by to było poczuć na twarzy ich dotyk? Te niezwykłe doznania, które skrywa niebo nad naszymi głowami, dostępne są tylko dla nielicznych. Jednym z nich jest pewien farmaceuta z Drezdenka. Maciej Kurłowicz swoimi podniebnymi doświadczeniami dzieli się z innymi. I to w niezwykły sposób…

Połączenie pasji do latania i fotografowania dało w przypadku Macieja Kurłowicza niezwykłe efekty (fot. Maciej Kurłowicz)
Połączenie pasji do latania i fotografowania dało w przypadku Macieja Kurłowicza niezwykłe efekty (fot. Maciej Kurłowicz)

REKLAMA

Czy paralotniarstwo to drogie hobby? Na to pytanie można odpowiedzieć nieco przewrotnie, stwierdzając, że paralotnia jest najtańszym statkiem powietrznym, dzięki któremu można szybować w chmurach. Koszt podstawowy, tzn. skrzydło, silnik, osprzęt, nie jest jednak taki mały i wynosi około 15 tys. zł. Cena może się wahać w zależności, czy jest to sprzęt używany czy nowy.

Nie można też przemilczeć ryzyka związanego z paralotniarstwem. Wznosząc się na tak duże wysokości, każdy błąd lub awaria sprzętu mogą skończyć się tragicznie. Nie bez powodu zresztą paralotniarstwo uznawane jest za jeden ze sportów ekstremalnych. To ryzyko doskonale rozumie i zna też Maciej Kurłowicz. – Nie znam paralotniarza, który nie miałby choć jednego wypadku lub niebezpiecznej przygody. Sam nigdy nie startuję bez dodatkowego spadochronu – przyznaje farmaceuta i dodaje, że sam miał trzy poważne awarie w trakcie swoich lotów. – Każdy paralotniarz, jeśli przestrzega wszelkich reguł i zasad, a przy tym kocha życie i rodzinę, to uważam z pełnym przekonaniem, że jest to bezpieczny sport, mimo że ekstremalny.

No właśnie. A co na to rodzina farmaceuty? – Jeśli chodzi o rodziców, udawało mi się ukrywać przed nimi to, że latam na paralotni, przez jakieś dwa lata – mówi z uśmiechem Kurłowicz. – Mama często odwiedzając mnie, dziwiła się, co to za namiot leży i suszy się u mnie w salonie… Jeśli chodzi natomiast o moją żonę i dzieci, to zawsze z podziwem, choć z zaciśniętymi kciukami i zębami wypatrują mnie na niebie – przekonuje latający aptekarz.

„To zmienia człowieka”

Chyba każdy kiedyś marzył o tym, aby wznieść się w powietrze i latać bez żadnych ograniczeń. Nie w samolocie lub innym statku powietrznym, ale tak po prostu – czując pęd powietrza i otaczającą przestrzeń. Latanie na paralotni jest zdecydowanie najbliższe tego dziecięcego snu. Daje możliwość samotnego wzbicia się w powietrze i decydowania o kierunku czy wysokości lotu. Jak Maciej Kurłowicz sam przyznaje, takie doświadczenie zmienia człowieka i dostarcza niesamowitych wrażeń. – Początkowo jest to zachwyt na skutek wyrzutu dużej ilości endorfin i ogromu informacji, jakie docierają do naszego mózgu podczas lotu, w którym praktycznie od nas samych wszystko zależy…dalej to możliwość rozładowania stresów i napięcia życia codziennego czy wreszcie poczucie ogromnej wolności… to zmienia człowieka – opowiada farmaceuta.

Połączenie pasji do latania i fotografowania dało w przypadku Macieja Kurłowicza niezwykłe efekty. Na swoim koncie ma już kilkanaście wystaw swoich prac. Współpracuje też z Urzędem Miasta Drezdenka, który czasem wykorzystuje jego zdjęcia z lotów w różnych materiałach promocyjnych. Ostatnio przy współudziale władz miasta wydał też album „W obłokach Drezdenka”, który cieszy się bardzo dużym uznaniem i popularnością. Jego zdjęcia ukazują się też w różnych czasopismach lokalnych i ogólnopolskich.

REKLAMA
REKLAMA

Jak przyznaje farmaceuta, w przypadku pasji najważniejszą walutą jest satysfakcja. Żadnej z nich nie traktuje więc jako źródła dodatkowego zarobku. Wręcz przeciwnie – często dzięki niej może pomóc innym. Właśnie tak było w minionym roku podczas wernisażu zdjęć Kurłowicza pokazujących Drezdenko z lotu ptaka. Wystawa odbyła się w Bibliotece Publicznej przy wsparciu lokalnej prasy i telewizji. – Początkowo miała ona mieć charakter pewnego rodzaju podsumowania moich kilku lat wznoszenia się w przestworzach. Ale na wieść o ciężko chorej znajomej postanowiłem dorobić kilkanaście prac (fotoobrazy na płótnie) i już w trakcie wernisażu sprzedawać je wprost ze ścian. Akcja odpowiednio zareklamowana przyniosła bardzo pozytywny odzew i wymierny skutek – opowiada Maciej Kurłowicz. – Pomaganie może być naprawdę fajne… – przekonuje.

Farmacja pełna wyzwań

I doskonale wie, co mówi, bo w końcu niemal codziennie pomaga pacjentom jako farmaceuta. Jak sam przyznaje, ta praca, mimo nieustannych zawirowań i narastających trudności, nadal go pociąga i daje satysfakcję. – Lubię kontakt z pacjentem, możliwość pomocy często mocno schorowanym ludziom – przyznaje Kurłowicz. – Nie cierpię natomiast, jak chyba większość farmaceutów, całej tej biurokracji w aptece oraz nieustannie zmieniających się przepisów…

Co ciekawe, w trakcie swojej kariery zawodowej farmaceuta sprawdził się też w roli… nauczyciela. – Uczyłem Technologii Postaci Leków w Medycznym Studium Zawodowym w Gorzowie Wielkopolskim – zdradza Maciej Kurłowicz. – Aktualnie kierunek kształcenia na technika farmaceutycznego już tam nie istnieje, ale mam naprawdę co wspominać. Zatrudniłem się tam zupełnie przypadkowo, bardziej z czystej ciekawości, jak to naprawdę jest z tej „drugiej strony”, zza dziennika lekcyjnego, początkowo na jeden rok. I tak zostałem tam 5 lat… – opowiada farmaceuta.

Obecnie już nie uczy przyszłych techników farmaceutycznych. Z satysfakcją opowiada jednak o pewnym swoim osiągnięciu z tamtego okresu. – Jednym z praktycznych i namacalnych aspektów z tamtej pracy jest errata dawkowania pewnej substancji w Farmakopei Polskiej – zdradza Kurłowicz i dodaje, że odbyło się to dużym kosztem jego walki z uznaniem błędu przez Centralną Komisję Egzaminacyjną w testach zawodowych. Błędu, w wyniku którego ok. 50% osób zdających w całej Polsce nie zaliczyła egzaminu. – To coś, z czego będę miał satysfakcję jeszcze przez długi czas – przyznaje farmaceuta.

Praca nie przeszkadza mu w realizowaniu swoich pasji. Fotografia daje ogromną satysfakcję, a latanie sprawia ogromną frajdę, dlatego poświęca im każdą wolną chwilę. Pomagają w tym na pewno wyrozumiali współpracownicy i szefowa. A co rodzina sądzi o jego absorbujących „zajęciach dodatkowych”? – Myślę, że rodzina woli mnie właśnie takiego uśmiechniętego i szczęśliwego z powodu tych pasji niż sfrustrowanego szarym życiem codziennym… – podsumowuje Kurłowicz. – Cóż byłoby warte takie życie bez ciekawego i w pełni pochłaniającego hobby? Poza tym mam jeszcze kilka marzeń do zrealizowania. Jednym z nich jest lot na paralotni wzdłuż linii brzegowej Bałtyku. Jest też kilka takich fotograficznych, które sprawią, że… jeszcze o mnie usłyszycie – mówi zagadkowo farmaceuta.


Zacytuj ten artykuł jako:

  • Łukasz Waligórski, Latający aptekarz, MGR.FARM, nr 1/2019 (23), str. L4-L9
REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA