REKLAMA
wt. 9 marca 2021, 14:28

OPINIA: Jak w czasach AdA ogranicza się konkurencje na rynku aptecznym?

Jako środowisko powinniśmy dobrze się zastanowić, czy chcemy oddawać swój los w ręce konkurentów, których drażni możliwość odniesienia przez nas sukcesu? Być może, dzisiaj większość z Was tego nie dostrzega, ale przyjdzie czas gdy „czyjaś” apteka będzie dla Was „za ciasna” i zapragniecie poprowadzić własną.

Kierowniczka kontrolowanej apteki przyznała, że gdyby nie "tajemniczy pacjent" i narzucone schematy sprzedaży pacjentom rekomendowałaby inne leki (fot. Shutterstock)
Gdy otwierałem jedną z aptek, zamówiłem swoim pracownikom tort z nazwą apteki. Myślałem, że to miły gest. Ktoś doniósł na mnie, że to niedozwolona reklama (fot. Shutterstock)

„Władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie” – te znane słowa filozofa Johna Actona powinny, moim zdaniem, stać się ważną przestrogą dla podmiotów funkcjonujących na polskim rynku aptek. Mam wrażenie, że struktury i powiązania, które powstały, zamiast stymulować rozwój z myślą o pacjentach – sprzyjają mechanizmom patologicznym i realizacji celów wpływowych interesariuszy. Szczególny niepokój budzą zachowania pewnej grupy przedsiębiorców oraz organizacji, które konsekwentnie dążą do blokowania wzrostu rynku aptecznego i znacznego obniżenia liczby placówek aptecznych. Świadczyć o tym może lawina donosów na podmioty prowadzące apteki, rozsiewanie fali hejtu wokół branży, konsekwentne budowanie negatywnego obrazu wybranych firm w mediach, a także wpływanie na decyzje Inspektorów Farmaceutycznych poprzez rozszerzeniowe interpretowanie prawa.

Podwójny standard

Co znamienne, konsekwencja w działaniu na rzecz eliminowania konkurencji nie przekłada się na spójność w przestrzeganiu zasad. Jesteśmy bowiem świadkami podwójnych standardów, gdzie za te same przewinienia karane są tylko wybrane podmioty. Inne zaś funkcjonują jakby pod parasolem ochronnym środowiska, które, kiedy trzeba potrafi przymykać oko na uchybienia, jednocześnie uderzając gdy niewygodnemu konkurentowi delikatnie powinie się noga. Niedozwolona reklama apteki, sprzedaż wątpliwej jakości suplementów, brak fachowego personelu na zmianie, niezrozumiałe działania na istniejącym zezwoleniu na prowadzenie apteki, programy odsprzedażowe narzucone przez hurtownie farmaceutyczną. O tym wszystkim słyszymy tylko jeżeli problem uwidacznia się w przypadku określonej grupy przedsiębiorców. Śmiem jednak twierdzić, że te problemy są uniwersalne i powinniśmy z nimi walczyć jako całe środowisko i w odniesieniu do wszystkich podmiotów działających na rynku. Tymczasem w walce antykonkurencyjnej na rynku aptecznym jesteśmy świadkami prawdziwej „Moralności Kaliego”.

Farmaceuci bez głosu

Blokada rynku już teraz skutkuje gwałtownym spadkiem liczby aptek oraz odejściem z zawodu wielu farmaceutów, którzy nie widzą dla siebie przyszłości. Mniejsza liczba placówek aptecznych oznacza spadek konkurencyjności i pogarsza dostęp pacjentów do leków. Niestety działania na rzecz ograniczenia konkurencji na rynku przynoszą widoczne efekty. Niekoniecznie te, o które chodzi pacjentom i szerokiej grupie zawodowej, chcącej im pomagać. Niepokojące jest wrażenie, że Samorząd Aptekarski, wykorzystując swoją pozycję, działa na szkodę wybranych, niewygodnych przedsiębiorców aptecznych. Z pewnością zaś obawy powinien budzić fakt, że zasiadają w nim także osoby, które same będąc właścicielami aptek mogą decydować o losie konkurentów. Czy danie możliwości wpływania na kształt rynku przedsiębiorcom z niego korzystającym jest dobrym rozwiązaniem? Czy nie grozi „szyciem” pod siebie? Na te pytania warto sobie odpowiedzieć z myślą o przyszłości – rynku, obecnych na nim farmaceutów, a także pacjentów, korzystających z ich usług.

„System” do naprawy

Skoro w pierwszym felietonie w zobrazowaniu sytuacji pomógł mi przykład warsztatów samochodowych, pozostanę przy nim. Wyobraźmy sobie, że rynkiem Warsztatów Samochodowych rządzi zasada WdM (Warsztat dla Mechanika). W moim miasteczku są dwa zakłady zajmujące się naprawą samochodów. Warsztat numer jeden z prężnie działającym właścicielem, zatrudniającym kilku mechaników, działaczem Samorządu Zawodowego Mechaników Samochodowych (Izba Mechaników) oraz warsztat numer dwa , którego właściciel jest w wieku przedemerytalnym, nie zawsze nadąża za trendami rynkowymi, ale całe życie pracował na swój biznes i chciałby go teraz sprzedać. Okazuje się, że najlepszy z pracowników z zakładu numer jeden zawsze marzył o swoim warsztacie i chciałby odkupić podupadający podmiot numer dwa. W tym celu zaciąga kredyt i planuje wejść we współpracę franczyzową ze znaną ogólnokrajową siecią warsztatów. Niestety przepisy wymagają, by młody przedsiębiorca uzyskał od swojego Samorządu Zawodowego (Izby Mechaników) pozytywną opinię (rękojmię?) dot. prowadzenia własnej działalności. Opinia ta jak opinia – może być w pełni „uznaniowa”. Obecny szef, będący członkiem Prezydium Izby i mający w jej strukturach wielu znajomych, nie za bardzo chce, by odszedł od niego najlepszy pracownik. Jednocześnie nie ma zamiaru go zatrzymać np. wyższą pensją czy udziałami w swojej Firmie.

Jakie zatem są szanse, że obecny pracodawca wyda pozytywną opinię swojemu pracownikowi i tym samym spowoduje pojawienie się silnej konkurencji po przeciwnej stronie ulicy? Czy w ogóle dopuści do tego, by stary mechanik mógł sprzedać komukolwiek zakład? A może będzie się starał tak wpłynąć na rozwój wydarzeń, by w okolicy pozostał tylko jego własny warsztat numer jeden? Jak brak konkurencji wpłynie na społeczeństwo mojej miejscowości? Skoro rynek warsztatów samochodowych reguluje zasada „Warsztat dla Mechanika” to warto też zastanowić się nad tym czy przystąpienie do sieci franczyzowej i zaciągnięcie kredytu byłoby dla młodego przedsiębiorcy bezpiecznym rozwiązaniem? Czy „ktoś” nie zarzuciłby mu przynależności do jednej grupy kapitałowej z franczyzodawcą, albo bankiem, który kredytu mu udzielił, wykorzystując przy tym wszelkie możliwe luki prawne?

Nie tak daleka analogia…

Opisane przeze mnie sytuacje: donos w pierwszym felietonie, a w drugim – wpływanie na wydanie rękojmi prowadzenia przedsiębiorstwa czy szukanie „kruczków prawnych”, by zablokować powstanie konkurencyjnego podmiotu wydają się być abstrakcyjne w świecie mechaników samochodowych. Niestety w przypadku aptek takie działania są spotykane. Dotykają one nie tylko młodych przedsiębiorców chcących rozpocząć własną działalność, ale też dojrzałe firmy prowadzące więcej lub mniej aptek, wobec których próbuje się zmienić interpretacje przepisów tak, by jak najwięcej punktów zamknąć. Każdy zbyt dynamicznie rozwijający się podmiot na rynku jest obecnie zagrożony. Trwa polowanie na zezwolenia. W ostatnim czasie mam wrażenie, że część środowiska interesuje się bardziej aptekami konkurencyjnymi niż własnymi. Donosy do instytucji branżowych, dziwne telefony, gdzie próbuje się manipulować rozmową tak, by pracownik powiedział coś nieodpowiedniego, ”wywiad gospodarczy” w zakresie cen i usług, zatrudnianie się „sabotażystów i szpiegów”, robienie zdjęć w aptece i wulgarne zwracanie się do personelu, prowokacyjne wszczynanie postępowań przeciwko wybranym podmiotom – to tylko niektóre praktyki, o których słyszę od nękanych nimi przedsiębiorców.

Gdy otwierałem jedną z aptek, zamówiłem swoim pracownikom tort z nazwą apteki. Myślałem, że to miły gest. Ktoś doniósł na mnie, że to niedozwolona reklama. Do drugiej mojej apteki pierwszego dnia przyszedł konkurent i zwyzywał personel, krzycząc, że „wszystkich pozamyka!!!”. Na jedną ze znanych mi aptek „sąsiad” doniósł, że pracuje tam osoba zakażona „koronawirusem” – pech chciał, że donosząc na policję nie zastrzegł numeru, więc stróżowie prawa po zbadaniu sytuacji udali się prosto do donosiciela. Ile podobnych rzeczy, o których nie wiemy, dzieje się za kulisami? W mediach społecznościowych byłem świadkiem zabawy w „szubienicę”, która uderzała w koleżankę prowadzącą apteki franczyzowe. Co jeszcze może przyjść do głowy wrogo nastawionym ludziom, by zastraszyć konkurentów i pozbyć się ich z rynku?

Gra warta świeczki?

Powyższe pokazuje, że decyzja o posiadaniu własnej apteki to olbrzymie ryzyko inwestycyjne, ale i wizerunkowe. To czy środowisko nas zaakceptuje zależy od tego gdzie chcemy otworzyć swoją placówkę oraz kim jesteśmy. Chęć wejścia we współpracę franczyzową może oznaczać, że będziemy zbyt silnymi konkurentami, a tacy też nie są mile widziani. Obecnie nie jesteśmy równi wobec prawa. Dążenie części naszego środowiska do posiadania władzy absolutnej we wpływaniu na strukturę rynku stwarza potężne zagrożenie dla niewygodnych im podmiotów.

Na koniec: jako środowisko powinniśmy dobrze się zastanowić, czy chcemy oddawać swój los w ręce konkurentów, których drażni możliwość odniesienia przez nas sukcesu? Być może, dzisiaj większość z Was tego nie dostrzega, ale przyjdzie czas gdy „czyjaś” apteka będzie dla Was „za ciasna” i zapragniecie poprowadzić własną. Okaże się wtedy, że na nic Wasze chęci i doświadczenie, na nic Wasze umiejętności i na nic prawo – ktoś zdecyduje za Was czy powinniście stać się przedsiębiorcami. Chęć zablokowania Waszego działania odbędzie się przy tym wszystkimi możliwymi sposobami. Sytuacja promująca i chroniąca przed konkurencją wybrane placówki apteczne jest niekorzystna z punktu widzenia przedsiębiorców, nas farmaceutów ale i pacjentów, których sztuczne kształtowanie rynku już dotyka, a w przyszłości niestety dotknie jeszcze bardziej.

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

5 komentarzy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Panie Mariuszu, o wyborach to za 2-3 lata...
A, że tak zapytam, Pan był na ostatnim zjeździe wyborczym ? Ja akurat byłam ;)
I nie, nie pytam żeby dosadzić standardową odpowiedź. (Nudne są te sztandarowe interpretacje; nie byłeś a narzekasz, sam sobie jesteś winien). Raczej należałoby się zastanowić na co chciałby Pan/ktoś zmienić to co jest.
Myślę, że Autor demonizuje zarówno postać Prezesa, jak i obraz konkurencji między farmaceutami, a przepraszam, mechanikami samochodowymi. Felieton daje do tego prawo, owszem, ale w rzeczywistości tak nie jest. Chociażby z tego powodu, że nad lokalnym Prezesem jest Najwyższa Rada Krajowa Mechaników Samochodowych, potem sądy administracyjne i jeżeli opinia tego złego Prezesa jest krzywdząca, może się młody ambitny od niej odwołać. Zresztą Zły Prezes przecież nie podejmuje decyzji samodzielnie. To nie jest tak, że lokalną izbą mechaników rządzi klika. W praktyce reprezentowani są w samorządzie rozmaici ludzie: i ci z małego warsztaciku na prowincji, i ci z dużego zakładu w centrum miasta, i ci z sieci "Superwarsztaty", i ci, co zaopatrują warsztaty w części, i ci, co pracują w warsztatach "zamkniętych". Powiem więcej - równowaga z roku na rok przesuwa się w stronę pracowników, a nie właścicieli. Tych niestety jest coraz mniej. A dlaczego niestety? Częściowo opisałem to w komentarzu do poprzedniego felietonu, teraz uzupełnię. Niezbyt duże firmy, będące własnością konkretnego człowieka są chyba najlepszą formą własności (patrz A.Smith). Nie mają korporacyjnych zwyczajów, nie pracują na premię dla menedżera, są elastyczne - łatwiej i szybciej reagują na sygnały z rynku. A przynajmniej powinny. I w tym miejscu zaczynam zbliżać się z moim osądem do opinii Autora. Pokazał On kilka przykładów, w których dotychczasowi posiadacze warsztatów będą za wszelką cenę blokować jakąkolwiek konkurencję. Może tak być, niestety mamy takie właśnie narodowe przywary. Jak sąsiad ma dwie krowy a ja jedną, to się pomodlę nie o drugą dla siebie, tylko żeby sąsiadowi ta druga zdechła... Rzeczywiście, jeden czy drugi może w ten sposób się zachować. Ale to raczej wyjątek, niż reguła. Tylko czy w obecnej sytuacji leseferyzm pomoże? Czy swobodne otwieranie kolejnych warsztatów poprawi sytuację? Wątpię. Rynek jest zepsuty przez głupią konkurencję cenową (dumping cen niektórych części zamiennych), nierównomierne rozmieszczenie warsztatów na terenie kraju, podkupowanie personelu (bo jest go za mało), złą politykę samochodową państwa. O szczęśliwie przerwanych ustawowo w 2012 r. akcjach typu "patelnia za punkty" zamilczę, bo to żenujące było. O tych mechanizmach i przyczynach możnaby długo i namiętnie dyskutować. Autor ma rację, że patologie w celu ograniczenia konkurencji mogą się zdarzać, nie wierzę jednak, by były aż tak rażące i częste, jak pisze. Franczyza? Pomysł na działalność dość dobry, ale nie raz i nie dwa wypaczany. Zamiast umowy franczyzowej mamy coś w rodzaju stryczka na szyję, żeby trzymać się przykładu Autora, kiedy to "franczyzobiorca" poddaje się dobrowolnie takim rygorom, że tylko iść i się powiesić, jak coś nie pójdzie dobrze. Albo ktoś firmuje czyjąś działalność, a to już jest przestępstwo gospodarcze, a nie franczyza. I nie ma się co dziwić, że tak jest postrzegana ta forma działaności, skoro obrosła tak dużymi negatywnymi konotacjami. I na sam koniec powrócę do wrednego prezesa i kliki władającej niepodzielnie izbą. Każdy mechanik ma prawo, ale i obowiązek, uczestniczyć w pracach swojego samorządu. Jeśli tego nie robi, to znaczy, że albo jest mu wszystko jedno, albo zgadza się z "linią władzy". Co roku są zjazdy sprawozdawcze, można w czasie obrad takiego zjazdu wnieść wniosek, zadać pytanie, zaproponować treść uchwały, zobowiązać izbę do podjęcia jakiś działań. Niestety, nie ma chętnych. I proszę mi nie przedstawiać jakiś makiawelicznych wizji, że klika nie pozwoli, wykreśli z protokołu itd. To jest na prawdę niemożliwe. Tym bardziej, że jak wspomniałem wyżej, skład izby mechaników jest dość zróżnicowany i nie zawsze wszyscy sobie spijają z dzióbków.
Apteka dla aptekarza wydaje się najprostszym rozwiązaniem wielu problemów. Alternatywa: - odległość zakładanej lub przenoszonej apteki od innej apteki: co najmniej 1 km w każdym przypadku, - właścicielem apteki może zostać tylko niekarana osoba fizyczna, lub spółka cywilna, spełniająca wiele innych wymogów co do nieskazitelności, ale nie ma ona prawa wstępu na zaplecze apteki bez kierownika apteki - kierownik apteki musi być specjalistą lub w trakcie specjalizacji finansowanej przez właściciela apteki - jedna osoba może założyć lub nabyć co najwyżej 8 aptek, ale każda musi znajdować się w innej gminie - wszelkie umowy i polecenia naruszające bezpośrednio lub pośrednio niezależność apteki i jej pracowników, jeśli chodzi o rodzaj i ilość polecanych/sprzedawanych produktów, z wyjątkiem generyków, są ustawowo nieważne w tym zakresie, w którym naruszają niezależność -tylko kierownik apteki jest odpowiedzialny prawnie za obrót lekami i nie podlega służbowo właścicielowi apteki pod tym względem -właściciel apteki jest zobowiązany zapewnić budżet na finansowanie odpowiedzialnego obrotu lekami, którego kierownik apteki jest zobowiązany przestrzegać, o ile jest realny -właściciel apteki zawsze musi też zatrudnić zastępcę kierownika apteki -kierownika apteki można zwolnić z pracy tylko, jeśli uzyska się zgodę izby aptekarskiej lub sądu z powodu poważnego lub wielokrotnego naruszenia prawa lub kodeksu etyki, lub z powodu znacznego i niewątpliwie zależnego tylko od kierownika apteki nieprzestrzegania budżetu apteki - wszystkie dokumenty obrotu lekami w aptece muszą być niezwłocznie autoryzowane przez farmaceutą obecnego w aptece w czasie wykonywania autoryzowanej czynności (np. wydania leku, przyjęcia towaru)