REKLAMA
Magazyn mgr.farm
śr. 18 sierpnia 2021, 12:58

Wszystkie kłamstwa onkologicznego celebryty

Już w latach dziewięćdziesiątych masową wyobraźnię rozpalały możliwości związane z eksploracją ludzkiego genomu. Mieliśmy tam znaleźć odpowiedzi na wiele pytań. Skąd pochodzimy? Skąd biorą się nowotwory? Jak rozpoznać chorobę, zanim zacznie dawać jawne klinicznie objawy? Czy jedzenie mięsa mamy zapisane w helisie DNA? Słowo „genom”, odmieniane przez wszystkie przypadki, nie schodzi ze szczytów medycznej popularności. W naukowym harmidrze nietrudno jednak o fałszywe tropy i nadzieje. Czasem są one dziełem przypadku, innym razem pomaga im człowiek…

W 2015 roku, dziewięć lat po tym, kiedy po raz pierwszy zadano pytania dotyczące pracy Anila Pottiego z Duke University, urzędnicy federalni uznali Pottiego za winnego niewłaściwego prowadzenia badań (fot. Shutterstock)
W 2015 roku, dziewięć lat po tym, kiedy po raz pierwszy zadano pytania dotyczące pracy Anila Pottiego z Duke University, urzędnicy federalni uznali Pottiego za winnego niewłaściwego prowadzenia badań (fot. Shutterstock)

Temat został podjęty następnie przez „The Cancer Letter” – przedziwne czasopismo medyczne, wydawane de facto przez dwie osoby, które bez skrupułów śledzą i opisują ważne, ale i kontrowersyjne tematy w onkologii. „The Cancer Letter” otrzymał wiele nagród za zgłaszanie różnych kwestii, takich jak kontrowersje wokół mammografii jako badania przesiewowego, suplementy diety, konflikty interesów w branży, zagrożenia związane z urządzeniami medycznymi czy ostatnio ujawnienie – ku wielkiemu zażenowaniu urzędników American Cancer Society – że nieświadomie wynajęli dwie firmy public relations powiązane z przemysłem tytoniowym.

REKLAMA

Fałszywy życiorys i unieważnione publikacje

To właśnie Paul Goldberg – redaktor „The Cancer Letter”, ale również utalentowany dziennikarz śledczy – ujawnił, że życiorys Anila Pottiego ma, delikatnie rzecz ujmując, kilka wątpliwych punktów. Doktor Potti nigdy nie otrzymał prestiżowego stypendium Fundacji Rhodesa w Londynie, nie pracował również w australijskim Queensland Institute of Medical Research. Tylko te dane wystarczyły, by American Cancer Society wycofało olbrzymi grant naukowy, który został przyznany w oparciu o sfałszowany życiorys naukowca.

REKLAMA

W 2010 roku Duke University umieścił Pottiego na urlopie administracyjnym i zawiesił trzy badania kliniczne opierające się na jego pracy. Potti zrezygnował kilka miesięcy później. Prestiżowe czasopisma medyczne, na łamach których publikował wcześniej badacz, kolejno zamieszczały noty retrakcyjne (unieważniające). Współautorzy prac pisali: „Wyników nie dało się powtórzyć, ale nadal wierzymy, że ten kierunek badań ma dużą przyszłość”.

Możliwe. Im dalej brnięto jednak w prace Pottiego, tym bardziej szokujące fakty wychodziły na jaw. Nie mogło być mowy o przypadkowych pomyłkach lub zaniechaniu niektórych procedur, które skutkowałyby błędami. Dane fałszowano celowo: tworzono nieistniejące grupy badawcze, zwiększano liczebność tych istniejących, podawano zawyżone liczby chorych, którzy odpowiedzieli na leczenie. Przedstawione skany tomografii komputerowej, mające stanowić dowód na remisję choroby, były de facto wynikami badań pacjentów sprzed lat, zanim doszło do rozwoju nowotworu. Wybór konkretnego leku, reklamowany jako zindywidualizowana terapia genomowa, w rzeczywistości nie różnił się od skuteczności losowo wybranej chemioterapii.

Nie bez winy pozostawała jednak macierzysta uczelnia Pottiego, która – wydawać by się mogło – nie chciała dostrzec tlących się niepewności. „The Cancer Letter” donosił, że Bradford Perez, student trzeciego roku medycyny, który pracował z Pottim w laboratorium Nevinsa, bardzo zaniepokoił się metodologią i rzetelnością badań. Podzielił się tymi obawami w szczegółowej notatce z Pottim, Nevinsem i władzami administracyjnymi Duke University wiosną 2008 roku. Oprócz podania szczegółowych informacji na temat szeregu istotnych czynników, poprosił o usunięcie jego nazwiska z czterech artykułów opartych na pracy, do której się przyczynił, w tym z artykułu przesłanego do „Journal of Clinical Oncology”, i opuścił laboratorium Nevinsa i Pottiego.

Zamiast przeprowadzenia niezależnej oceny poważnych obaw wyrażonych przez Pereza co do jakości badań, władze uniwersytetu odesłały studenta ponownie do laboratorium, które opuścił. Nevins i Potti zobowiązali się do ponownej walidacji całej swojej pracy, ale wydaje się, że tak się nie stało. Perez opuścił laboratorium Nevinsa, wiedząc, że powtórzy rok swojej edukacji medycznej, „aby zdobyć bardziej znaczące doświadczenie badawcze”, jak sam przyznał. Arthur Caplan, dyrektor Wydziału Etyki Lekarskiej w NYU Langone Medical Center, którego poproszono o komentarz w sprawie Pereza, powiedział: „To był akt odwagi. Perez może spojrzeć na siebie w lustrze. Codziennie. Ale zapłacił za to wysoką cenę”.

REKLAMA

Uznany za winnego…

W 2015 roku, dziewięć lat po tym, kiedy po raz pierwszy zadano pytania dotyczące pracy Anila Pottiego z Duke University, urzędnicy federalni uznali Pottiego za winnego niewłaściwego prowadzenia badań. Opierając się na dochodzeniu Duke’a i przeglądzie ORI (Office of Research Integrity), urzędnicy doszli do wniosku, że Potti zawarł fałszywe dane badawcze we wniosku o grant, przesłanym manuskrypcie i dziewięciu artykułach badawczych. Potti zmienił między innymi zbiory danych, aby predyktory reakcji na leki wyglądały dokładniej. W ramach dobrowolnej ugody Potti „ani nie przyznaje, ani nie zaprzecza ustaleniom ORI dotyczącym niewłaściwego prowadzenia badań”. Jeśli ponownie wystąpi o fundusze federalne, jego badania będą musiały być nadzorowane przez pięć lat. Wyrok ten zamknął jeden z najbardziej skandalicznych przypadków wykroczeń naukowych w USA w ostatnich latach.

Historia Anila Pottiego to świetny dowód na to, że nawet naukowcy nie są w stanie oprzeć się pokusie. Szybki i medialny wynik pociąga dużo bardziej niż żmudna praca w laboratorium, która nie dostarcza jednoznacznych wyników. Sytuacja komplikuje się, gdy na określony test lub lek czeka cały świat. I choć wydawałoby się, że właśnie wtedy badania będą szczególnie rzetelne, nic bardziej mylnego. Wystarczy jeden Anil Potti, by nauka dała się zapędzić w ślepą uliczkę. Bądźmy czujni.


Zacytuj ten artykuł jako:

  • Sylwia Ziółkowska, Wszystkie kłamstwa onkologicznego celebryty, MGR.FARM, nr 5/2020 (33), str. L8-L11
REKLAMA
REKLAMA

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

1 komentarz Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Jak czytam artykuły Pani Dr to gęsiej skórki dostaję : ( : ) Czuwam, czuwam, nawet na emeryturze : )