Sprawę opisuje portal wielun.naszemiasto.pl. 2 lutego 78-letni mieszkaniec Wielunia poczuł się źle. Wezwano kartekę, która przyjechała do niego o godzinie 18. Okazało się, że mężczyzna miał hipoglikemię. Nie zdecydowano się zabrać go do szpitala. Kilka godzin później 78-latek dostał wysokiej temperatury i dreszczy. Jego córka próbowała wezwać kolejny raz karetkę. Po długim oczekiwaniu otrzymała jednak informację, że ta nie przyjedzie.
Dopiero po godzinie 22. do pacjenta przyjechała lekarka z Nocnej i Świątecznej Pomocy Medycznej. Stwierdziła zapalenie płuc i przepisała antybiotyk. Lek trzeba było podać natychmiast. Okazało się, że o tej godzinie nie działa w Wieluniu żadna apteka. Córka pacjenta nie posiadając samochodu, wynajęła taksówkę, którą zjeździła całe miasto w poszukiwaniu otwartej apteki. Dopiero policja poinformowała ją, że najbliższa apteka działająca w nocy jest w oddalonym o 40 km Pajęcznie (czytaj również: Radni powiatowi w Wieluniu debatują na temat dyżurów aptek).
– Dotarcie do niej i z powrotem do domu kosztowało mnie 350 zł, ale nie liczą się koszty, tylko zdrowie mojego taty. Natomiast to jest nie do pomyślenia, żeby żadna apteka nie była w nocy czynna w Wieluniu – bulwersuje się pani Monika.
Jak wskazuje portal naszemiasto.pl, problem zamkniętych w nocy aptek „męczy powiat wieluński od długiego czasu”.
– Właściciele aptek tłumaczą się obecnie brakiem personelu, COVID-19, zakażeniami itd.. Wysłaliśmy już kilka pism do nadzoru lekarskiego. Wicestarosta jeździ też kontroluje, czy apteki pełnią dyżury tak jak powinny. Problem jest generalnie ogólnokrajowy i jeśli odgórne przepisy tego nie zmienią, my mamy związane ręce – tłumaczy Marek Kieler, starosta powiatu.
Źródło: ŁW/wielun.naszemiasto.pl










