– Reklamy suplementów diety bywają wyjątkowo bezczelne, a same produkty mogą nie być obojętne dla zdrowia pacjentów. Część suplementów zawiera bowiem albo substancje o bardzo niskiej jakości, albo odwrotnie – substancje czynne w stężeniu wielokrotnie większym niż niektóre leki – mówi Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. Potwierdza, że część pacjentów kupuje suplementy zamiast medykamentów, bo uważają, że one leczą. Nie zwracają jednak uwagi lub nie wiedzą o tym, że niektóre suplementy mogą wchodzić w negatywne interakcje z przyjmowanymi lekami. A producenci suplementów o tym nie informują, gdyż nie mają takiego obowiązku (czytaj również: Od 1 stycznia zmiany w reklamach telewizyjnych suplementów diety). Zdaniem prof. Zbigniewa Fijałka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, dyrektora Narodowego Instytutu Leków w latach 2005–2015, producenci zabrnęli daleko w manipulacji przekazem i trudno im będzie wrócić do normalności, tym bardziej że taki przekaz okazywał się tak bardzo skuteczny.
Najnowsza regulacja
Pojawił się zatem pomysł stworzenia samoregulacji – donosi DGP. Dnia 25 listopada 2019 r. w siedzibie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zostało podpisane porozumienie, które wypracowali wspólnie nadawcy telewizyjni prowadzący działalność reklamową na rzecz kanałów własnych i reprezentowanych oraz organizacje zrzeszające producentów suplementów diety. Samoregulacja weszła w życie 1 grudnia 2019 r. i dotyczyć ma wszystkich reklam suplementów diety emitowanych od 1 stycznia 2020 r. (czytaj więcej: KRRiT walczy z reklamami suplementów diety).
Producenci zgodzili się m.in., że reklama suplementów diety nie może:
- wprowadzać odbiorców w błąd poprzez wskazywanie na właściwości lecznicze lub jakiekolwiek zastosowanie lecznicze;
- odnosić się do nazw chorób, które w rzeczywistości nie istnieją;
- sugerować możliwości zastąpienia konsultacji z przedstawicielem zawodu medycznego lub leczenia;
- sugerować możliwości zastosowania suplementu diety zamiast produktu leczniczego lub wyrobu medycznego;
- być łączona w jednym spocie reklamowym z reklamą produktu leczniczego lub wyrobu medycznego;
- przedstawiać wizerunku osób rzeczywistych i fikcyjnych, które są lub mogą być odebrane jako przedstawiciele zawodów medycznych, ani nie mogą pojawiać się w niej przedmioty oraz miejsca budzące skojarzenia z wykonywaniem zawodów medycznych, działalnością leczniczą lub rehabilitacyjną;
- być nadawana w programie w bloku reklamowym bezpośrednio przed i po audycji dla dzieci;
- być reklamą skierowaną do dzieci;
- odnosić się do wyników badań bez wyraźnego wskazania źródła ich pochodzenia.
Reklama taka musi zostać oznaczona informacją graficzną z tekstem: „Suplement diety. Zawiera składniki, które wspomagają funkcje organizmu poprzez uzupełnienie normalnej diety. Nie ma właściwości leczniczych”. Producenci suplementów zobowiązali się nie przygotowywać reklam z nieetycznym przekazem. Ponadto nadawcy zadeklarowali, że nie będą przyjmować reklam niespełniających uzgodnionych wspólnie wymogów.
Najważniejsze medium pominięto
Pomimo podpisania porozumienia, zdecydowana większość ekspertów, którzy rozmawiali z DGP, uważa, że to nie poprawi sytuacji. Ich zdaniem branży raczej chodzi o wywołanie pozytywnego
wrażenia oraz zniechęcenie ustawodawcy do zajęcia się regulowaniem rynku suplementów, nie zaś o realną zmianę. Założenie samoregulacji jest takie, że sygnatariusze porozumienia będą wzajemnie się kontrolować. Zatem może być tak, że pojawią spory interpretacyjne, których nikt nie będzie rozstrzygał (czytaj również: UOKiK: reklama suplementów diety – czy możliwa jest samoregulacja?). Paweł Bernat, prezes Stowarzyszenia „Leki Tylko z Apteki” podkreśla, że każdy krok w kierunku uporządkowania zasad panujących na rynku suplementów diety to krok do przodu. Jednak sądzi on, że pozorne rozwiązanie problemu odwróci uwagę od istniejących i niekontrolowanych przez nikogo zagrożeń.
Chodzi o to, że samoregulacja dotyczy tylko części przekazów medialnych, czyli reklamy telewizyjnej. A przecież coraz popularniejszym kanałem reklamy staje się internet. Według badania agencji mediowej Starcom udział wydatków na internet w torcie reklamowym przekroczył 43 proc. Telewizja zaś pozyskała 40 proc. rynku. – Samoregulacja dotyczy zatem tylko części, a nie większości rynku reklamowego. Oznacza to, że poza jakąkolwiek kontrolą, bez jakichkolwiek zasad będą nadal działać reklamodawcy suplementów diety w internecie. Tam mamy obecnie do czynienia z wolnoamerykanką. Łamane są wszelkie zasady przyzwoitości, w tym także prawo – zaznacza Paweł Bernat.
Jeden projekt już poległ
Dziennikarze Gazety Prawnej przypominają, że już kiedyś podjęto próbę uregulowania działań branży suplementów. W 2017 roku powstał bardzo restrykcyjny projekt. Przedsiębiorcy obawiali się, że wielu z nich zniknie z rynku (czytaj więcej: Zakaz reklamy leków i suplementów spowoduje ogromne straty). W projekcie wpisano nakaz odpowiedniego oznaczania produktów (aby każdy pacjent w aptece mógł odróżnić suplement od leku), ograniczenia w reklamie, a także opłaty za rejestrację nowych produktów, z których pieniądze miały być spożytkowane na kontrolę jakości już istniejących. W projekcie pojawiły się także kary za nieprzestrzeganie przepisów – nawet do 20 mln zł. Marek Tomków uważa, że kara musi być adekwatna nie tylko do przewinienia, lecz także do możliwości finansowych sprawcy. Skoro zaś wiele nieetycznie reklamujących swoje produkty firm wydaje na reklamę setki miliony złotych rocznie, to obecna kara liczona w maksimum tysiącach złotych ich nie odstraszy.
Projekt ustawy jednak utknął w konsultacjach. Okazało się, że zbyt wiele podmiotów, włącznie z członkami rządu, przeciwko niemu protestowało. Kampanię za koniecznością wprowadzenia zmian legislacyjnych od kilku lat prowadzi stowarzyszenie „Leki Tylko z Apteki”. Jego prezes mówi, że potrzebne jest m.in. zaostrzenie kar pieniężnych za reklamę środków spożywczych i produktów leczniczych (zwłaszcza za reklamę wprowadzającą w błąd), wprowadzenie innego rodzaju restrykcji niż kary pieniężne oraz procedur współpracy pomiędzy poszczególnymi organami na polu ścigania treści reklamowych (szczególnie tych wprowadzających w błąd). Ponadto instytucje państwowe – UOKiK, GIF i wojewódzcy inspektorzy sanitarni – muszą zyskać nowe uprawnienia, dodatkową obsadę, ale też narzędzia do ścigania tych, którzy łamią prawo.
Brakuje konkretów
Zdaniem Łukasza Waligórskiego, redaktora naczelnego portalu MGR.FARM obecnie potrzebne są konkretne wytyczne na temat tego, co może, a co nie może znaleźć się w reklamie lub na opakowaniu oraz określenie konkretnych kar za przewinienia. – Obecnie procedowany jest projekt ustawy o wyrobach medycznych, który również zawiera duże ograniczenia dotyczące reklamy tego typu produktów. Zapisanie obowiązków wytwórców w przepisach prawa ma jedną prostą zasadę – sprawia, że regulacje te dotyczą wszystkich. Zarówno dużych producentów, jak i tych najmniejszych, którzy często nieuczciwie walczą o swoje miejsce na rynku. Stworzenie podobnej regulacji dla suplementów diety wydaje się naturalną koleją rzeczy – mówi farmaceuta.
Zdaniem Waligórskiego nowa samoregulacja nie ma szans zniwelować patologii na rynku suplementów. – Po pierwsze dlatego, że podpisane porozumienie dotyczy tylko reklam telewizyjnych, a pomija zupełnie internet. Po drugie dotyczy wyłącznie suplementów diety, podczas gdy ostatnio coraz bardziej kontrowersyjne są wyroby medyczne. Po trzecie porozumienie obowiązuje tylko jego sygnatariuszy, do których należy wyłącznie część nadawców i wytwórców. Po czwarte wspomniana samoregulacja nie przewiduje żadnych dotkliwych kar za nierealizowanie jego założeń. Innymi słowy, zarówno nadawcom, jak i wytwórcom praktycznie nic nie grozi za dalsze postępowanie wbrew treści porozumienia. Po piąte, już kilka lat temu niemal ci sami przedstawiciele wytwórców suplementów diety stworzyli Kodeks dobrych praktyk reklamy suplementów diety, który obowiązuje ich od 2016 r. Stworzenie nowej samoregulacji można odczytać jako niepowodzenie pierwszej. A skoro pierwsza okazała się porażką, to dlaczego druga miałaby coś zmienić – wyjaśnia ekspert.
Źródło: IK/DGP










