Według źródeł branżowych, ruch przeciwko japońskim lekom rozpoczął się w północnej prowincji Jeolla w połowie lipca. Następnie rozprzestrzenił się na prowincję Gyeongsang Południowy i miasto Busan. Lokalne apteki ogłosiły swoje decyzje argumentując je ochroną narodowych interesów Korei przed nowo wprowadzonymi restrykcjami handlowymi Japonii.
Jak tłumaczy Rafał Tomański w Business Insider Polska, niedawno Tokio uznało Seul za niewiarygodnego partnera w interesach. Japonia zapowiedziała, że 2 sierpnia najprawdopodobniej wykreśli Koreańczyków z preferencyjnej listy krajów uznawanych za najbardziej wiarygodne do prowadzenia interesów (biała lista). Japończycy twierdzą, iż sprzedawane Korei Południowej substancje wykorzystywane do produkcji urządzeń elektronicznych (jak np. fluorowodór, w którego produkcji Tokio pozostaje praktycznie światowym monopolistą) mogą trafiać także na Północ, do reżimu Kim Dzong Una (czytaj również: Farmacja na świecie: Indonezja).
– Seul z kolei uważa, że obostrzenia ze strony Tokio są zemstą za to, że koreańskie sądy domagają się od japońskich koncernów odszkodowań dla osób zmuszanych do pracy przymusowej podczas II wojny – pisze dziennikarz Business Insider.
Japonia po kolejnym niekorzystnym dla siebie wyroku miała stracić cierpliwość i zdecydowała się na zaostrzenie polityki wobec Seulu. To spotkało się z reakcją Koreańczyków – również na szczeblach lokalnych.
Farmaceuci nawołują do bojkotu japońskich leków
Stowarzyszenie farmaceutów North Jeolla ogłosiło 18 lipca, że wzywa wszystkich swoich członków do powstrzymania się od sprzedaży japońskich leków w świetle rozwijającego się sporu handlowego. W ich ślady następnego dnia poszło stowarzyszenie w Południowym Gyeongsang, wzywając Japonię do zaprzestania mściwych restrykcji handlowych, jednocześnie nakłaniając swoich członków do nawet ograniczenia osobistych podróży do Japonii. Farmaceuci w Busan wezwali także japońskiego premiera Shinzo Abe do przeprosin dla koreańskich ofiar niewolnictwa w czasie II wojny światowej i pracy przymusowej (czytaj również: Farmacja w służbie aliantom).
– Podobnie jak wielu Koreańczyków, farmaceuci również uważają, że japońskie restrykcje handlowe są skandalicznie niesprawiedliwe – powiedział Seo Yong-hoon, szef stowarzyszenia farmaceutów North Jeolla.
Do stowarzyszenia należy około 1300 farmaceutów. Kolejne 2000 należy do oddziału Gyeongsang Południowy.
– Zwykle dostępny jest produkt wyprodukowany lokalnie, który może zastąpić japoński lek OTC. Opracowujemy odpowiednią listę, tak aby kiedy farmaceuta członkowski wiedział, jaką alternatywę może dać pacjentowi żeby zaoferować natychmiastową pomoc – powiedział Choi Jong-seok, szef stowarzyszenia farmaceutów z południowego Gyeongsang.
Sami farmaceuci różnie reagują na nawoływania do bojkotu. Część podkreśla, że większość sprzedawanych w koreańskich aptekach leków, to preparaty przepisywane na receptach przez lekarzy (czytaj również: Generyk, odpowiednik czy zamiennik? Która nazwa jest prawidłowa?).
– Sprzedajemy to, co przepisują lekarze, a nie my decydujemy, czy pacjent powinien przyjmować leki japońskie czy koreańskie – powiedziała The Korea Herald farmaceutka. W jej aptece półki z produktami OTC z Japonii, oznakowane są jako zagraniczne towary importowane z wyższymi cenami.
Źródło: ŁW/The Korea Herald/Business Insider Polska










