Zerhau przyznał, że ze względu na to, że jest przewodniczącym Delegatury Ostrołęckiej Izby Aptekarskiej i zna też realia szpitali w całej Polsce, wie o bardzo dużych problemach związanych z dostępnością podstawowych produktów. Dodał, że problemem niekoniecznie są braki w dostępności, a raczej ceny. Te po wybuchu pandemii eksplodowały w górę (czytaj również: Zakaz sprzedaży internetowej maseczek oraz środków dezynfekujących). – To jest nie fair, że szpital wcześniej mógł kupić 50 maseczek za kilka złotych, a teraz te 50 sztuk kosztuje kilkaset złotych – mówi.
Ta sytuacja zmusiła ostrołęckich aptekarzy do tego, by po godzinach pracy szyli maseczki. Jest to produkcja masowa i nie mają one odpowiednich parametrów, tak jak te profesjonalne z filtrami, ale zastąpią zwykłe maseczki chirurgiczne.
Maseczki mają trafić do personelu szpitala oraz do tych, którzy przychodzą do szpitala w odwiedziny do swoich bliskich (czytaj również: Złoty interes na maseczkach ochronnych – schodzą lepiej niż narkotyki). – Szpital dla personelu zapewnia maseczki, tylko chodzi o to, żeby zwiększyć możliwości. Żeby ten personel nie bał się zdejmować maseczki szybko i zakładać drugiej, bo wie, że ma ostatnie kilka sztuk. Tylko wiedział, że na pewno nie zabraknie tego typu asortymentu – tłumaczy Mikołaj Zerhau.
Źródło: IK/wzasiegu.pl










