TVN dotarło do źródła jednego z „maseczkowych biznesów” w Katowicach (czytaj również: Kontrowersje wokół „wyprawki na koronawirusa” w jednej z sieci aptek). Prowadzi go pan Andrzej (imię zmienione na prośbę bohatera), który wykorzystując szaleństwo, zarabia na tym krocie. Poleca kontrahentom trzywarstwowe maseczki, z atestem i, jak sam przyznaje, towar schodzi na pniu.
Maseczki lepsze niż marihuana
Pan Andrzej wcześniej zajmował się sprowadzaniem do Polski narkotyków oraz samochodów, które też budziły wątpliwości policji i prokuratury. Jego działalnością swego czasu zajęli się policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji. Po spędzeniu dłuższego czasu za kratami mężczyzna porzucił brudne interesy i prowadzi dziś kilka legalnych firm. Zapewnia, że maseczki schodzą lepiej niż marihuana.
Opowiada dziennikarzom TVN, że obecnie walczy o każdą paletę maseczek (czytaj również: Znikają maseczki i środki dezynfekujące – panika wokół koronawirusa trwa). Ponadto gdy ludzie zorientowali się, jaki jest popyt na maseczki, natychmiast na rynku pojawili się oszuści. Ogłaszali się, że mają nieograniczoną liczbę maseczek, a gdy kierowca przyjeżdżał po odbiór, okazywało się, że na miejscu jest pusty magazyn albo stoi kilka ostatnich palet.
Odbiorcy zabezpieczają się więc filmikami nagranymi w magazynach pełnych maseczek, z jakimś dowodem, że nagranie jest aktualne. Tym dowodem może być ekran tabletu z aktualną datą albo aktualną gazetą. – Bo w Polsce maseczek na razie nie uświadczysz, ściągamy je z zagranicy. Znaleźliśmy dostawcę w Niemczech. Ale był za drogi. Maseczka kosztowała u niego 0,69 euro, czyli prawie trzy złote – tłumaczy pan Andrzej.
4 miliony zł zysku
W konsekwencji katowicki biznesmen znalazł dostawcę na Wschodzie, który ma fabrykę gdzieś pod Moskwą. – 28 lutego były po 1,5 złotego plus 8 procent VAT. Dzień później po 1,7 zł plus VAT. A w poniedziałek 2 marca już 1,9 zł. I na razie cena stanęła – tłumaczy pan Andrzej. Jednak nie na długo, potem okazuje się, że wzrosła o 5 groszy.
Jeśli maseczki, które załatwił od Rosjan, sprzeda o 20 groszy drożej za sztukę, to przy 20 milionach maseczek, daje to cztery miliony złotych zysku. Z pewnością podzieli tą kwotą z kolegami, którzy pomagają prowadzić mu ten biznes, ale i tak robi wrażenie. Odbiorcami są zarówno hurtownie medyczne, jak i inni przedsiębiorcy, którzy zwietrzyli interes.
Gdy cena maseczek zostaje ustalona, jego towar trafi na rynek z kolosalną przebitką. Na internetowej platformie transakcyjnej taka maseczka kosztuje 8 zł, a w aptece nawet 15 zł – donosi TVN. A pan Andrzej już myśli o własnej produkcji (czytaj również: Wszystko o maseczkach ochronnych: historia, rodzaje, skuteczność).
Źródło: IK/tvn24.pl










