REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 10 marca 2020, 12:01

Złoty interes na maseczkach ochronnych – schodzą lepiej niż narkotyki

Dziennikarze TVN24 postanowili przyjrzeć się biznesowi, który ostatnio rozkręca się przy okazji epidemii koronawirusa. Maseczki ochronne, reklamowane jako ochrona przed zarażeniem, schodzą jak świeże bułeczki.

Kiedy jednak, po licznych skargach na jakość produktów, lokalne władze rozpoczęły śledztwo, zakończyło się ono aresztowaniem Li i jego wspólników, 1 lutego(fot. Shutterstock).
Gdy cena maseczek zostaje ustalona, jego towar trafi na rynek z kolosalną przebitką (fot. Shutterstock).

TVN dotarło do źródła jednego z „maseczkowych biznesów” w Katowicach (czytaj również: Kontrowersje wokół „wyprawki na koronawirusa” w jednej z sieci aptek). Prowadzi go pan Andrzej (imię zmienione na prośbę bohatera), który wykorzystując szaleństwo, zarabia na tym krocie. Poleca kontrahentom trzywarstwowe maseczki, z atestem i, jak sam przyznaje, towar schodzi na pniu.

REKLAMA

Maseczki lepsze niż marihuana

Pan Andrzej wcześniej zajmował się sprowadzaniem do Polski narkotyków oraz samochodów, które też budziły wątpliwości policji i prokuratury. Jego działalnością swego czasu zajęli się policjanci z Centralnego Biura Śledczego Policji. Po spędzeniu dłuższego czasu za kratami mężczyzna porzucił brudne interesy i prowadzi dziś kilka legalnych firm. Zapewnia, że maseczki schodzą lepiej niż marihuana.

Opowiada dziennikarzom TVN, że obecnie walczy o każdą paletę maseczek (czytaj również: Znikają maseczki i środki dezynfekujące – panika wokół koronawirusa trwa). Ponadto gdy ludzie zorientowali się, jaki jest popyt na maseczki, natychmiast na rynku pojawili się oszuści. Ogłaszali się, że mają nieograniczoną liczbę maseczek, a gdy kierowca przyjeżdżał po odbiór, okazywało się, że na miejscu jest pusty magazyn albo stoi kilka ostatnich palet.

Odbiorcy zabezpieczają się więc filmikami nagranymi w magazynach pełnych maseczek, z jakimś dowodem, że nagranie jest aktualne. Tym dowodem może być ekran tabletu z aktualną datą albo aktualną gazetą. – Bo w Polsce maseczek na razie nie uświadczysz, ściągamy je z zagranicy. Znaleźliśmy dostawcę w Niemczech. Ale był za drogi. Maseczka kosztowała u niego 0,69 euro, czyli prawie trzy złote – tłumaczy pan Andrzej.

REKLAMA
REKLAMA

4 miliony zł zysku

W konsekwencji katowicki biznesmen znalazł dostawcę na Wschodzie, który ma fabrykę gdzieś pod Moskwą. – 28 lutego były po 1,5 złotego plus 8 procent VAT. Dzień później po 1,7 zł plus VAT. A w poniedziałek 2 marca już 1,9 zł. I na razie cena stanęła – tłumaczy pan Andrzej. Jednak nie na długo, potem okazuje się, że wzrosła o 5 groszy.

Jeśli maseczki, które załatwił od Rosjan, sprzeda o 20 groszy drożej za sztukę, to przy 20 milionach maseczek, daje to cztery miliony złotych zysku. Z pewnością podzieli tą kwotą z kolegami, którzy pomagają prowadzić mu ten biznes, ale i tak robi wrażenie. Odbiorcami są zarówno hurtownie medyczne, jak i inni przedsiębiorcy, którzy zwietrzyli interes.

Gdy cena maseczek zostaje ustalona, jego towar trafi na rynek z kolosalną przebitką. Na internetowej platformie transakcyjnej taka maseczka kosztuje 8 zł, a w aptece nawet 15 zł – donosi TVN. A pan Andrzej już myśli o własnej produkcji (czytaj również: Wszystko o maseczkach ochronnych: historia, rodzaje, skuteczność).

Źródło: IK/tvn24.pl

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA