Sprawę procesu, który ruszył w środę przed Sądem Rejonowym w Elblągu opisuje „Portel.pl” (Elbląska Gazeta Internetowa). Na ławie oskarżonych zasiadł 44-letni farmaceuta, w którego mieszkaniu znaleziono naboje, zapalniki, chemikalia i substancje psychotropowe.
– Przypomnijmy, że 22 lutego ubiegłego roku miała miejsce interwencja służb w jednym z mieszkań w bloku przy ul. Okulickiego 4. Pod ten adres zostali wezwani strażacy, bo w jednym z mieszkań wybuchł pożar. Lokatorów bloku ewakuowano. Drugiego dnia, po znalezieniu wewnątrz lokalu chemikaliów, policja zarządziła ewakuację mieszkańców – pisze „Portel.pl”.
Mężczyźnie postawiono zarzuty posiadania bez pozwolenia dwóch sztuk amunicji i trzech zapalników. Kolejny zarzut dotyczył posiadania znacznej ilości substancji odurzających (m.in. marihuany, amfetaminy, alprazolamu).
- Czytaj również: Elbląg: „W nocy policja zdjęła chemika”
– Prokuratura oskarżyła farmaceutę również o to, że bez zezwolenia miał zgromadził znaczne ilości substancji chemicznych (azotanu potasu, kwasu siarkowego, eteru dwuetylowego, toluenu, nadtlenku wodoru) mogących stanowić niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia mieszkańców budynku oraz o to, że sprowadził bezpośrednie niebezpieczeństwo zdarzenia zagrażającego życiu i zdrowiu wielu osób oraz mieniu w postaci eksplozji materiałów łatwopalnych (benzyny ekstrakcyjnej, denaturatu, acetonu, etanolu) przechowywane w miejscu do tego nieprzeznaczonym – pisze Elbląska Gazeta Internetowa.
Wyjaśnienia farmaceuty
Oskarżony to farmaceuta. W swoim dorobku naukowym ma doktorat i jak wyjaśniał przed sądem „25 doświadczenia w pracy w laboratoriach”. Podczas rozprawy przekonywał, że amunicję znalazł 30 lat temu w lesie i nie wiedział, że jest w niej proch.
– Zapalniki także znalazłem w lesie ok. 30 lat temu i nie zdawałem sobie do końca sprawy, co to jest. Jeśli chodzi o środki odurzające, to posiadałem marihuanę, ale w mniejszej ilości niż to figuruje w akcie oskarżenia, ponieważ ekspertyza wykazała, że jest to 15 gramów. Posiadałem te środki na własny użytek w celach medycznych. Bardzo żałuję tego czynu – wyjaśniał przed Sądem.
- Czytaj również: Farmaceuci przed sądem aptekarskim. Prawdziwe historie…
Z kolei środki odurzające farmaceuta miał przechowywać „w związku ze swoją działalnością gospodarczą”. Zapewniał, że w mieszkaniu nie przeprowadzał żadnych eksperymentów czy reakcji chemicznych.
– Azotan potasu to saletra spożywcza, jest ogólnodostępna. Owszem, posiadałem denaturat, benzynę ekstrakcyjną, metanol, aceton, natomiast przechowywałem je w sposób prawidłowy z zachowaniem bezpieczeństwa i przez krótki okres. Przechowywałem je w metalowej szafie i nie jest możliwe, aby nastąpił zapłon tych substancji. Kwas siarkowy też przechowywałem zabezpieczony w kuwecie. Mam 25 lat doświadczenia w pracy w laboratoriach i przez wiele lat pracowałem jako specjalista ds. badań i rozwoju , między innymi wdrażałem procedury BHP. Bardzo dobrze wiem, jak się przechowuje te substancje – wyjaśniał mężczyzna.
„Prokuratura próbowała ze mnie zrobić terrorystę”
Jak informuje „Portel.pl” mężczyzna wyraził skruchę w związku z koniecznością ewakuacji z mieszań jego sąsiadów. Zapewniał też, że nie miał nigdy zamiaru dokonać żadnych przestępstw związanych z bezpieczeństwem.
– Nigdy nie interesowałem się materiałami wybuchowymi, natomiast prokuratura próbowała ze mnie zrobić terrorystę i osobę chorą psychicznie. Gdy pierwszy raz spotkałem panią prokurator powiedziała, że „pan jest nienormalny”. Policjanci zdemolowali mi mieszkanie podczas przeszukania. Wyrzucili moje rzeczy osobiste na balkon i tam niszczały przez 8 miesięcy, gdy przedłużany był areszt – mówił mężczyzna.
W Sądzie zeznawało w środę też kilkunastu sąsiadów mężczyzny. Jeśli sąd przychyli się do zarzutów stawianych przez prokuraturę, farmaceuci grozi nawet do 8 lat więzienia.
Źródło: ŁW/Portel.pl










