REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 24 maja 2024, 09:31

Farmaceutka uratowała życie… nie pierwsza taka sytuacja

Do jednej z aptek, pełniącej dyżur w Bytomiu weszła kobieta z objawami silnej reakcji alergicznej po zjedzeniu makaronu z krewetkami. Dzięki opanowaniu farmaceutki i podaniu odpowiednich leków, sytuacja nie skończyła się tragedią. Okazuje się, że to nie pierwsze takie zdarzenie…

Konfederacja Lewiatan i ZPA PharmaNET wystosowały apel do nowego rządu (fot. MGR.FARM)
Farmaceutka podała adrenalinę kobiecie, która doświadczyła reakcji anafilaktycznej po zjedzeniu dania z krewetkami (fot. MGR.FARM)

Historię tego, jak farmaceutka pomogła pacjentce opisał portal Życie Bytomskie. Kobieta jadła kolację w jednej z bytomskich restauracji. Zamówiła makaron z krewetkami, który już nie raz w tym miejscu jadła. Jednak tym razem, po zjedzeniu dania nagle źle się poczuła.

REKLAMA

– To było przerażające. To się stało nagle, pierwszy raz w życiu, chociaż mam alergię i uważam na wszystko co jem, a jadłam już w tym miejscu, a tu nagle mnie siekło w 15 minut. W tym dniu, jak powiedział mi później alergolog, albo miałam spadek odporności na alergen, albo zaszła jakaś reakcja chemiczna na przykład w składzie sosu – mówi kobieta w rozmowie z redakcją Życia Bytomskiego.

Kobieta natychmiast udała się do pobliskiej apteki, która miała akurat dyżur. Była w niej obecna Marta Palacz-Wróbel – magister farmacji i doktor nauk medycznych. Farmaceutka najpierw podała opuchniętej pacjentce tabletkę na alergię. Zasugerowała, żeby wróciła do niej jeśli po 20 minutach objawy nie ustąpią.

Farmaceutka podała adrenalinę

Było jednak coraz gorzej. Kobieta po chwili nie mogła oddychać i zataczała się na chodniku, dlatego wróciła do apteki. Liczyła się niemal każda sekunda, więc farmaceutka natychmiast podała kobiecie adrenalinę.

REKLAMA
REKLAMA

– Reagujemy, jesteśmy przeszkoleni w tym zakresie, musimy zabezpieczyć pacjenta zgłosić na 112, że coś takiego się dzieje, a gdy karetka jest w drodze, a stan pacjenta się pogarsza to jedynym rozwiązaniem w tej sytuacji jest podanie leku – wyjaśnia Marta Palacz-Wróbel.

Jak przyznaje w rozmowie z Życiem Bytomskim, to nie była pierwsza taka sytuacja w tej aptece. Podobna miała miejsce w grudniu.

– Użyłam swojej wiedzy i zareagowałam tak, żeby wszystko dobrze się skończyło. I tak też się stało. W moim życiu najważniejsze jest to, żeby zawsze pomagać ludziom i to jest dla mnie zaszczyt, którego nie każdy może dostąpić – kwituje Marta Palacz-Wróbel.

Źródło: ŁW/Życie Bytomskie

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA