Mieszkanka Wrocławia opowiedziała lokalnym mediom o sytuacji, która niedawno jej się przytrafiła. W aptece dostała robiony lek przeciwbólowy w czopkach dla dziecka. Przed północą do jej drzwi zapukała zaniepokojona farmaceutka, która zorientowała się, że na recepcie był błąd. Radio Wrocław przeprowadziło wywiad z aptekarką (czytaj również: Gdy farmaceuta się pomyli, to na głowie stanie by błąd naprawić. A przychodnia?).
– Lekarka pomyliła się o jedno zero i wypisała dziesięciokrotnie silniejszy lek niż powinna – wyjaśnia farmaceutka Irena Knabel-Krzyszowska.
Kontrola krzyżowa i naprawianie błędów
W rozmowie z Radio Wrocław wyjaśniła ona, w jaki sposób wygląda kontrola wewnętrzna recept w aptekach. Wskazywała, że w każdej takiej placówce, wieczorem przed jej zamknięciem, sprawdzane są recepty z całego dnia. Osoba realizująca taką receptę często nie jest w stanie sama dostrzec swojego błędu, dlatego konieczna jest kontrola krzyżowa.
– W aptekach, w których pracuję, przyjęłam taką zasadę, że na sygnaturze leku recepturowego napisana jest ilość substancji, która została użyta do zrobienia np. proszków. Skoro proszków robimy 20, to dawka razy 20. I przy kontroli takiej recepty wyliczam i sprawdzam czy ten magister, który to robił wziął odpowiednią ilość – wyjaśniała farmaceutka.
W przypadku wykrycia błędu apteka zawsze naprawia błąd. W sytuacji gdy mowa o dziesięciokrotnie wyższej dawce leku dla dziecka, do drzwi pacjenta puka się nawet o północy (czytaj również: Zła dawka morfiny przyczyną śmierci pacjentki z Jarocina? Prokuratura czeka na ekspertyzę…).
– Jeśli jest to lek o wąskim indeksie terapeutycznym to w ogóle nie ma dyskusji i do pacjenta trzeba iść natychmiast. Jeśli jest to substancja o trochę szerszym indeksie terapeutycznym, to wtedy możemy sobie pozwolić, by poczekać do rana, żeby pacjentów po nocach nie denerwować – mówi Knabel-Krzyszowska.
Problemem bywa adres pacjenta
Jej zdaniem największym problemem w przypadku wykrycia pomyłki lekarza lub farmaceuty przy wydaniu leku, jest adres pacjenta. Bardzo często na receptach podawany jest adres zameldowania, który nie jest taki sam jak adres zamieszkania.
– Zdarza się, że idziemy pod wskazany na recepcie adres, a tam mieszkają studenci wynajmują mieszkanie i nie wiedzą gdzie mieszka właściciel lokalu – mówi farmaceutka.
Często w takich sytuacjach apteki o pomoc proszą policję, która ma środki umożliwiające odnalezienie pacjenta.
Cała rozmowa z farmaceutką do odsłuchania na stronie Radio Wrocław.
Źródło: ŁW/Radio Wrocław










