REKLAMA
wt. 14 kwietnia 2020, 12:09

Gdy kobieta w aptece poprosi o „maskę 19”, pracownik zawiadomi Policję…

Kolejne restrykcje będące wynikiem rozprzestrzeniania się epidemii, przyczyniają się do tego, że coraz częstsza staje się przemoc domowa. Jednym ze sposobów, by się bronić, jest podanie w aptekach specjalnego kodu.

W czasie wybuchu epidemii, Google zarejestrował najwięcej od pięciu lat zapytań o pomoc w wyniku przemocy domowej (fot. Shutterstock)
W czasie wybuchu epidemii, Google zarejestrował najwięcej od pięciu lat zapytań o pomoc w wyniku przemocy domowej (fot. Shutterstock)

Epidemia koronawirusa sprawiła, że coraz częściej dochodzi do przypadków przemocy domowej. Zamknięte w domach wraz z napastnikami, kobiety po pomoc mogą zwrócić się do placówek aptecznych.

Sytuacja we Francji

We francuskim mieście Nancy, kobieta udaje się do apteki, jednego z niewielu publicznych miejsc, które nie zostało zamknięte w wyniku rozprzestrzeniającej się epidemii Covid-19. Jej zamiarem nie jest jednak nabycie leków – postanowiła ona donieść na swojego partnera, który się nad nią znęca. Niedługo potem, jej małżonek zostaje aresztowany. To pierwszy przypadek, kiedy francuska obywatelka skorzystała z wprowadzonej w marcu inicjatywy, która włączyła apteki w system pomocy kobietom. Francja, inspirowana przykładem z Hiszpanii, zachęciła ofiary, by po wsparcie udały się właśnie do placówek aptecznych – jeśli nie mogą one powiedzieć otwarcie, co się dzieje, wystarczy, że użyją specjalnego hasła – “maska 19”.

Wprowadzone w całej Europie restrykcje związane z pandemią przyczyniają się do wzrostu przemocy domowej. Refuge, czołowa brytyjska organizacja charytatywna, potwierdziła, że ilość połączeń z linią pomocy wzrosła o 25%, odkąd wprowadzono restrykcje; ilość wejść na jej stronę miała natomiast zwiększyć się o 150% (czytaj też: Europejskie apteki przeciwko przemocy domowej).

Christophe Castaner, francuski Minister Spraw Wewnętrznych, powiedział, że odkąd wprowadzono lockdown, liczba interwencji policji dotyczących przemocy domowej, wzrosła w Paryżu o 36%. Rząd miał ogłosić, że pokryje koszty 20 tys. nocy hotelowych dla ofiar przemocy, i otworzy specjalne punkty doradztwa w supermarketach.

Przebywanie w mieszkaniu z oprawcą, naraża ofiary w sposób szczególny, ponieważ nie ma możliwości ucieczki. Co więcej, wiele badań pokazuje, że panująca stresująca sytuacja, może dodatkowo wpłynąć na wzrost agresywnego zachowania w domu. Naukowcy wskazują na takie wzrosty w czasach kryzysu ekonomicznego w 2008 roku, a także podczas klęsk żywiołowych czy ważnych rozgrywek piłkarskich.

Przemoc również w innych krajach

Niepokojące wieści płyną także z innych państw.

– Przemoc wobec kobiet miała miejsce zawsze, ale ten kryzys jeszcze pogorszył sytuację – mówi CNN Simona Ammerata, która pracuje w schronisku dla kobiet, Lucha y Siesta, w Rzymie.

Młoda kobieta miała ostatnio kontaktować się ze schroniskiem mówiąc, że partner, z którym jest od 4 lat, zawsze był zaborczy i agresywny, ale od wprowadzenia lockdown, stał się znacznie gorszy. Jak relacjonuje Ammerata:

– Kobieta prosiła go, by ją zostawił, ale on nie chce. Ona mówi, że nie ma dokąd pójść.

Kryzys zdrowia publicznego przytłoczył Włochy, których lokalne władze w znacznej mierze musiały skupić się na walce z wirusem. 

– Procedury sądowe działają wolniej, bo wielu ludzi pracuje z domu – mówi Ammerata. – Występuje obawa, że prawne dekrety, by chronić kobiety, nie zostaną wprowadzone na czas.

Problem nie dotyczy jednak tylko Europy. W Australii, rząd potwierdził, że w czasie wybuchu epidemii, Google zarejestrował najwięcej od pięciu lat zapytań o pomoc w wyniku przemocy domowej; wzrost ten miał wynosić 75%. Rząd miał również wprowadzić pakiet pomocowy równy 150 milionów australijskich dolarów dla ofiar.

Trudno prosić o pomoc

Refuge podkreśla, że jedną z największych obaw jest ta, że ofiary przemocy mogą uważać się za niezdolne do zgłoszenia swojej sytuacji.

– Wiemy, że w zwyczajnych warunkach możliwości znalezienia pomocy przez kobiety z agresywnymi partnerami, są często bardzo ograniczone – mówi Sandra Horley, dyrektor generalny Refuge. – Teraz, prawdopodobne jest, że te możliwości jeszcze bardziej się zmniejszyły – Refuge poleca kobietom w Wielkiej Brytanii użycie “Silent Solution”- “cichego alarmu”, a także uruchomiło chatbox (zobacz również: Wielka Brytania: pracownicy aptek doświadczają aktów “nadużyć, nieporządku, a nawet przemocy”).

Włoska linia pomocy Telefono Rosa również zaobserwowała, że w pierwszych tygodniach marca otrzymała o 55% mniej telefonów – kobietom trudniej było więc prosić o pomoc w warunkach zamknięcia. Wiele z nich miało “szeptać po to, by nie być usłyszanymi przez partnera, który znajdował się w pokoju obok”. Podobne doświadczenia zebrała Ammerata. Do ofiar dociera się dzięki ich krótkim wyjściom do supermarketów bądź wiadomościom, jakie wysyłają podczas brania prysznica.

– W normalnej sytuacji, porzucenie domu i oprawcy jest już wystarczająco ciężkie – mówi Ammerata. – Dzisiaj, trudności te powiększyły się jeszcze czterokrotnie, ponieważ ze względu na wprowadzone przez rząd restrykcje, nie możesz udać się do przyjaciół czy rodziny. Ucieczka jest teraz bardzo, bardzo trudna. Trudniejsza niż kiedykolwiek.

AM/whdh.com

Ciężkie, opuchnięte i bolące nogi – jak sobie z nimi poradzić?

22 kwietnia 202417:48

Wstaję rano i moje nogi są szczupłe i ładne, a po całym dniu siedzenia w pracy są jakieś inne, ciężkie i opuchnięte. Skarpetki pozostawiają ślady nad kostką, a jak położę się i chcę zasnąć, to moje nogi nie chcą się uspokoić. Czy to coś poważnego, czym mam się martwić? I jak sobie z tym poradzić? Takie pytania zadają sobie setki osób na świecie.

Przewlekła niewydolność żylna - jak sobie z nią poradzić? (Fot. shutterstock.com)

Przewlekła choroba żylna – to schorzenie ściśle związane z naszym sposobem funkcjonowania w ciągu dnia. Może ona objawiać się w powyżej opisany sposób – poprzez ciężkie, opuchnięte i  bolące nogi. Badania przeprowadzone w Polsce w 2003 roku wskazują, że z tym problem zmaga się w naszym kraju prawie połowa kobiet (47%) i spora grupa mężczyzn (37% dorosłej populacji).

Przewlekła choroba żylna – jakie są jej najczęstsze objawy?

Obrzęki kończyn niekoniecznie są najczęściej obserwowanym objawem choroby żył. W 2014 roku Polskie Towarzystwo Flebologiczne zleciło badania ankietowe. Obrzęki kończyn zadeklarowało 33% badanych, 37% zgłaszało bóle kończyn dolnych, a 27% obecność żylaków . Największa ilość ankietowanych, bo aż 62% mówiła o uczuciu ciężkości i zmęczenia swoich nóg.  Wcale nie trzeba być chorym na przewlekłą chorobę żylną, żeby takie objawy u siebie obserwować. Wystarczy praca, która zmusza do pozostawania przez dłuższy czas w pozycji siedzącej lub stojącej. Nie powinniśmy jednak lekceważyć objawów i całą winę zrzucać na wykonywaną pracę. Jeśli występuje problem zdrowotny najlepiej skonsultować go z lekarzem, a do tego czasu można zastosować się do kilku wskazówek, które zmniejszą nasilenie dolegliwości.

Ciężkie, opuchnięte i bolące nogi – skąd bierze się ten problem?

Przewlekła choroba żylna jest procesem rozwijającym się przez wiele lat. Początkowo nawet niekoniecznie musimy zauważać problemu, bo cóż znaczą drobne pajączki niebieskofioletowego koloru na skórze nóg albo nawet niewielkie żylaki, które niekoniecznie muszą boleć. W świetle żył znajdują się zastawki, które utrzymują prawidłowy przepływ krwi w kierunku do serca. Ich uszkodzenie powoduje nieprawidłowy przepływ krwi w odwrotnym kierunku, co nasila postęp choroby i powoduje obecność objawów, które zostały opisane powyżej. Proces ten trwa wiele lat, rozwija się zwykle powoli i niestety współczesna medycyna nie jest w stanie go zatrzymać, ale potrafi łagodzić jego objawy.

Przewlekła choroba żylna – niefarmakologiczne metody leczenia

Nie istnieją żadne tabletki, które potrafią zatrzymać postęp choroby i usunąć żylaki, które są widoczne pod skórą. Zanim jednak sięgniemy po medykamenty dobrze jest przyjrzeć się bliżej sobie i swojemu życiu. Należy zadać sobie pytanie o to, co możemy w nim zmienić, żeby poczuć się lepiej. Czy nie spędzamy swojego życia poświęcając się pracy? Co nie byłoby w sumie takie złe, pod warunkiem, że będzie też czas na zadbanie o swoje zdrowie. W tym konkretnym przypadku o swoje nogi.

Należy postawić więc pytanie. Co nasze nogi, dotknięte objawami niewydolności żył „lubią” a czego „nie lubią”? Można kolokwialnie powiedzieć, że nogi i żyły „lubią” ruch. Długotrwały bezruch – siedzenie lub stanie powoduje, ze wzrasta ciśnienie wewnątrz żył i elementy składowe krwi oraz woda przenikają poza delikatne ścianki najdrobniejszych naczyń, tzw. naczyń włosowatych.  Skutkuje to obrzękami, przebarwieniami i stanem zapalnym skóry. Często ten bezruch dotyka osoby starsze. Nie jest wtedy związany z wykonywaną pracą, ale z osłabieniem wynikającym z wieku i innymi dotykającymi ich chorobami. Te choroby również mogą nasilać objawy i być przyczyną obrzęków i/lub bólów kończyn.

Żyły lubią ruch!

Należy dlatego pamiętać, aby wstać od czasu do czasu, przespacerować się, pogimnastykować, a kiedy siedzimy – unieść nogi do góry, aby siła ciążenia zrobiła swoje wymuszając przepływ krwi od stóp do serca. Wiele osób widząc odciśnięte gumki skarpetek na swoich nogach decyduje się w tym czasie na noszenie skarpetek tzw „bezuciskowych” lub przecina „ściągacze” skarpetek. Na pewno ma to swoje uzasadnienie i powoduje pewnego rodzaju uspokojenie tej osoby. Nie widać wówczas śladu po uciskających skarpetkach.

Flebolodzy mają w tej kwestii trochę odmienne podejście i właśnie ucisk jest tym, co zalecają swoim pacjentom. Nie jest to jednak taki zwykły ucisk i nie każdy może go stosować. Wyroby kompresyjne zalecane pacjentom z obrzękami kończyn mają za zadanie przeciwdziałać powstawaniu obrzęków. Doborem tych wyrobów zajmuje się wykwalifikowany personel medyczny, potrafiący dopasować właściwy stopień ucisku dla konkretnego pacjenta. Stosowanie wyrobów uciskowych przeciwskazane jest jednak  u osób cierpiących dodatkowo  na niedokrwienie kończyn, deformacje powodujące nieprawidłowy rozkład ucisku lub ze znacznymi zaburzeniami czucia w obrębie kończyn dolnych.

Przewlekła choroba żylna – farmakologiczne metody leczenia

W aptekach dostępnych jest wiele leków i preparatów o tzw. działaniu flebotropowym. Ich zróżnicowane mechanizmy działania wpływają na łagodzenie objawów. Pytanie zatem, co wybrać? Diosminę, diosminę zmikronizowaną z heperydyną, dobesylan wapnia, escynę, czy może jeszcze coś innego?  Z pomocą może przyjść preparat zawierający  6 różnych składników wzajemnie uzupełniających się w działaniu na „zmęczone żyły”. Zmikronizowana diosmina z hesperydyną, rutyna, wyciąg z nostrzyka żółtego, wyciąg z kasztanowca, oraz L-karnityna.

Zadaniem tej ostatniej jest usprawnienie pracy mięśni łydki a tym samym wsparcie powrotu krwi żylnej. Złożony skład preparatu stanowi dobre uzupełnianie codziennej diety w składniki wspierające krążenie żylne i układ limfatyczny. Zastosowanie preparatu powoduje szybkie odczucie ulgi pod postacią wrażenia lekkości, „chudej nogi” bądź stosowania niewidzialnej pończochy uciskowej. Redukuje również dolegliwości bólowe.

Forma stosowania preparatu w postaci rozpuszczalnego w wodzie proszku ma swoje uzasadnienie. Po pierwsze osoba stosująca go, a często z takimi problemami borykają się osoby starsze, nie ma wrażenia dokładania kolejnej tabletki do całego arsenału już stosowanych  leków.  Może też być to pomocne u osób mających problem z połykaniem. Po drugie i może ważniejsze, przyjmowanie roztworu zmusza  do wypicia dodatkowej a czasami wymaganej w ciągu dnia ilości wody, potrzebnej do rozpuszczenia preparatu. Dziennie zapotrzebowanie zdrowej dorosłej osoby na płyny w ciągu dnia wynosi od 25 do 35 ml/kg masy ciała, a właściwe nawodnienie wspomaga również prawidłowy przepływ krwi bo nie robi się zbyt „gęsta”.

Bez względu jak dobry preparat będziemy stosować to regularność jego stosowania i dbanie o higienę codziennego życia ma podstawowe znaczenie.

Autor: dr n.med. Marcin Kucharzewski

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

4 komentarze Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

jestem ciekaw, jakby to zadziałało u nas...
Gdyby się wyrwała do apteki, będąc na kwarantannie i pracownik apteki zawiadomiłby policję, pewnie nałożono by jej karę?
U nas farmaceuta by odpowiedział, że nie ma takich masek.
Jak do napastnika dojdzie informacja o tajemniczym kodzie to nie wypuści swojej ofiary z domu i sam będzie robił zakupy.