Dzielnice zamieszkiwane przez osoby czarnoskóre i pochodzenia latynoskiego w 30 najbardziej zaludnionych miastach USA, miały w latach 2007-2015 mniej aptek niż dzielnice zamieszkiwane przez osoby białe. Wyniki, jakie zaprezentował USC, pokazują, że może to być wciąż pomijany element, który prowadzi do utrzymywania się rasowych i etnicznych nierówności zdrowotnych.
Apteki stanowią bowiem coraz bardziej kluczowy punkt oferujący usługi opieki zdrowotne. Obok realizowania recept na chroniczne schorzenia, farmaceuci mogą wydawać dawki naloksonu w przypadku przedawkowania opioidów, a także środki antykoncepcyjne, mające na celu zapobieganie nieplanowanej ciąży oraz testy przeciw COVID-19 i szczepionki.
Jednak w dzielnicach wielu wiodących miastach, takich jak Los Angeles, Chicago, Houston czy Memphis, wciąż ma brakować dostępu do apteki, jak wynika z badania opublikowanego w Health Affairs.
– Skupiliśmy się na miastach ze względu na rasową/etniczną segregację , a także ze względu na fakt, że ponad 80% osób czarnoskórych i latynoskiego pochodzenia, mieszka właśnie w amerykańskich miastach – mówi Dima Mazen Qato, autor i profesor farmacji na USC School of Pharmacy. – Wyniki naszego badania pokazują, że wskazanie nierówności w geograficznym dostępie do aptek – ujmując w tym zamykanie się placówek – ma kluczowe znaczenie, by poprawić dostęp do podstawowego leczenia oraz innych usług zdrowotnych w tych dzielnicach zamieszkałych przez mniejszości etniczne.
– Jedna na trzy dzielnice na terenie tych miast były to tzw. „pustynie apteczne”, co dotknęło blisko 15 mln osób – relacjonowała z kolei Jenny S. Guadamuz, autorka badania. – Jednocześnie, ograniczony dostęp do aptek w nieproporcjonalny sposób dotyka osoby należące do rasowych/etnicznych mniejszości – 8,3 mln osób czarnoskórych i pochodzenia latynoskiego żyje w tych miastach właśnie na obszarach „pustyń aptecznych” (czytaj również: Walgreens inwestuje w małe punkty apteczne skupione na lokalnych potrzebach).
Badacze skupili się na dzielnicach w miastach, w których ludność wynosiła 500 tys. mieszkańców lub więcej . Dzielnice, w których średnia odległość do najbliższej apteki wyniosła milę lub więcej, klasyfikowano jako „apteczną pustynię”. Z kolei w przypadku dzielnic, w których dochody mieszkańców były niskie, a przynajmniej w 100 gospodarstwach domowych nie było samochodu – wtedy, uznawano je za „pustynie apteczne” już w sytuacji, gdy dystans ten wynosił pół mili lub więcej.
– Podróż wynosząca milę, by zrealizować swoją receptę, może być wygodna dla tych osób, które posiadają własny samochód. Odległość ta, a także wynosząca nawet pół mili, może stanowić trudność dla osób, które żyją w uboższych dzielnicach i nie posiadają samochodu, w szczególności zaś dla dorosłych, starszych osób, które mogą do placówki aptecznej wybrać się na piechotę lub używając transportu publicznego – mówila Qato.
Nierówności w miastach
Występowanie „pustyń aptecznych” różni się w zależności od miast. Przykładowo, w Nowym Jorku oraz Filadelfii, mianem „pustyń aptecznych”określono 10% mieszczących się w nich dzielnic. Z drugiej jednak strony, kryteria „pustyń aptecznych” spełniło 60% dzielnic w Indianapolis, San Antonio czy Charlotte.
We wszystkich miastach, było bardziej prawdopodobne, że dzielnice zamieszkiwane przez osoby czarnoskóre lub pochodzenia latynoskiego, będą częściej klasyfikowane jako „pustynie apteczne” niż dzielnice zamieszkałe przez ludność białą bądź mieszaną. Najbardziej widoczne były te nierówności w przypadku Los Angeles, Chicago, Albuquerque, Dallas, Memphis, Boston, Milwaukee, Baltimore oraz Filadelfii.
– Obserwowaliśmy silne nierówności w Los Angeles, gdzie jedna trzecia dzielnic zamieszkałych przez ludność czarnoskórą i latynoskiego pochodzenia, spełniała kryteria „pustyń aptecznych”, zwłaszcza na południowo-centralnych terenach tego miasta, w tym we Florence, Broadway-Manchester oraz Watts – podkreślała Guadamuz.
Autorka zaznaczyła też, że wśród wszystkich badanych miast, różnice te były najbardziej widoczne w Chicago, gdzie mianem „pustyń aptecznych” określono 1% dzielnic zamieszkanych przez osoby białe i 33% dzielnic zamieszkałych przez osoby czarnoskóre (zobacz też: Anglia: zamknięcia aptek mają najczęściej miejsce na najuboższych terenach).
Jak twierdzą badacze, odpowiednia polityka mogłaby poprawić sytuację. Przykładowo, federalne, stanowe i lokalne rządy mogłyby wprowadzić celowe granty i przywileje podatkowe tak, by zachęcić apteki do działalności na terenach „pustyń aptecznych”. Inne zachęty mogłyby z kolei skłaniać apteki do oferowania usług takich, jak dostawa leków do domu, po to, by poprawić do nich dostęp.
AM/news.usc.edu










