– W takiej sytuacji na koniec 2020 roku powinniśmy się spodziewać spadku o kolejne 500-600 aptek, co z pewnością przyczyni się do wzrostu rentowności i płynności aptek, jak i ich lepszej obsady oraz dostępności leków „od ręki” – twierdzi Paweł Sobolak.
Jakie będą skutki dalszego spadku liczby aptek?
Grant Thornton zwraca uwagę, że w Polsce na jedną aptekę przypada średnio 2700 mieszkańców – to wynik nieco poniżej średniej dla krajów Unii Europejskiej. Dalszy spadek ich liczby będzie oznaczał zatem zbliżanie się do średniej europejskiej i w na przełomie roku 2023 i 2024 może wynieść 3 000 mieszkańców na aptekę.
Analitycy wskazują jednocześnie, że coraz większym wyzwaniem dla właścicieli aptek jest niedobór farmaceutów. Silny przyrost liczby aptek w ostatnich latach spowodował, że w przeciętnej placówce pracuje obecnie mniej niż dwóch magistrów farmacji. Z danych GUS wynika, że obecnie na jedną aptekę przypada dokładnie 1,83 farmaceuty (czytaj również: GUS: farmaceutów ubywa, techników farmaceutycznych przybywa).

– Przyjmując godziny otwarcia przykładowej apteki: 8:00 – 20:00 oraz pracujące soboty i ewentualne dyżury nocne to przykładowa apteka potrzebuje farmaceuty przez minimum 72 godziny w tygodniu. Biorąc pod uwagę 40 godzinny tydzień pracy, prawo do urlopu i okazjonalne niedyspozycje, przykładowa apteka powinna mieć do dyspozycji minimum dwóch farmaceutów, tymczasem w Polsce aktualnie na jedną aptekę przypada średnio 1,83 magistrów farmacji. Powyższe sprawia, że farmaceuci muszą pracować średnio ponad 8 godzin dziennie, a to pociąga za sobą konieczność wypłaty dodatkowego wynagrodzenia. Części placówek nie stać na wyższe koszty stałe i w skrajnych przypadkach brak jest wynagrodzenia za pracę w nadgodzinach – wskazują eksperci (czytaj również: Coraz mniej farmaceutów w aptekach. Dane GUS powinny niepokoić…).
Paweł Sobolak z Grant Thornton wskazuje, że z dnia na dzień Polacy nie zaczną wydawać więcej w aptekach. Z dnia na dzień nie wzrośnie liczba ludności. Z dnia na dzień nie przybędzie farmaceutów. Dysponujemy ograniczoną ilością leków. Co to oznacza?
– Obecna liczba aptek sprawia, że przeciętna apteka posiada bardzo duży udział kosztów stałych (najem powierzchni i koszty wynagrodzeń). Ponadto, ma za niską płynność, aby posiadać na stanie każdy lek i ponosi koszty nadgodzin wykwalifikowanego personelu. Zmniejszenie liczby aptek powinno przyczynić się do wydłużenia godzin pracy aptek, zwiększenia dostępu pacjentów do wysokiej jakości porad farmaceutycznych, niższego udziału kosztów najmu dla właścicieli aptek oraz wyższych wynagrodzeń farmaceutów, przy mniejszej liczbie przepracowanych nadgodzin – wskazuje Paweł Sobolak.
Zdaniem eksperta choć pod względem liczby aptek rynek apteczny w Polsce się skurczy, to dystrybucja leków powinna być efektywniejsza pod względem kosztowym.
Źródło: ŁW/Grant Thornton










