REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pon. 8 czerwca 2020, 14:18

„Moda” na chlorochinę zachęciła fałszerzy do działania…

Szum wokół chlorochiny jako potencjalnego leku na koronawirusa sprawił, że działania fałszerzy leków przybrały na sile. Podrabiane lekarstwa coraz częściej trafiają z Afryki na rynek.

Szybkość, z jaką fałszywe preparaty z chlorochiną trafiły na rynek, pokazuje, jak niebezpieczne są te organizacje przestępcze(fot. Shutterstock).

Aptekarz Fidelis Nyaah z Kamerunu jest zmartwiony: na początku kwietnia, w swoim rodzinnym mieście Limbe oraz przyległej stolicy prowincji Douala, znalazł on krótko po sobie cztery rodzaje sfałszowanych tabletek na malarię, chlorochiny. Tylko jeden z preparatów został kupiony u nielegalnych handlarzy lekami – pozostałe trzy preparaty oferowano w oficjalnie dopuszczonych aptekach, które były znane wcześniej z dobrej jakości towarów (czytaj też: W trakcie epidemii znacznie wzrosła sprzedaż fałszywych leków).

REKLAMA

„Moda” na chlorochinę

Przyczyną wzmożonych działań fałszerzy jest pandemia nowego koronawirusa, a w szczególności szerzące się przekonanie, że skutecznym na niego lekiem jest właśnie chlorochina. Należy jednak podkreślić, że skuteczność tego od dziesiątek lat używanego przeciwko malarii leku, nie została dowiedziona klinicznie w przypadku chorób wirusowych. Podkreślają to kolejni specjaliści, którzy ostrzegają przed stosowaniem chlorochiny u osób chorych na COVID-19, ze względu na poważne skutki uboczne (zobacz także: WHO wstrzymuje badania kliniczne nad hydroksychlorochiną jako lekiem na COVID-19)

Po tym jednak, jak Donald Trump oznajmił w wiadomości na Twitterze, że ściśle spokrewniona hydrochlorochina, obiecuje pozytywne rezultaty w walce z nowym koronawirusem, popyt na chlorochinę znacząco wzrósł. Ceny wzrosły dziesięciokrotnie, a częściowo nawet stukrotnie, co popchnęło do działania fałszerzy leków. Szybkość, z jaką fałszywe preparaty z chlorochiną trafiły na rynek, pokazuje, jak niebezpieczne są te organizacje przestępcze.

„Laboratorium w walizce”

Fidelis Nyaah pracuje w Kamerunie w kościelnym punkcie dostawczym, które zaopatruje w leki zakłady opieki zdrowotnej w tym kraju. Przy wsparciu Deutsches Institut für Ärztliche Mission (Difäm), Tübingen, a także Ökumenisches Pharmazeutisches Netzwerk (EPN) z siedzibą w Nairobi, w Kenii, urządził on proste laboratorium, w którym może sprawdzać 100 najważniejszych leków. Używa on do tego „GPHF Minilab”, tzw. „Laboratorium w walizce”, które w Niemczech rozpowszechniło się przez przedsiębiorstwo Merck.

Podczas swoich badań, Fidelis Nyaah szybko zorientował się, że jeden spośród czterech fałszywych leków, zawierał zbyt małą ilość chlorochiny. Co gorsza, pozostałe trzy preparaty nie zawierały jej wcale, a w zamian inną substancję.

REKLAMA
REKLAMA

Podobne spostrzeżenia uczynił jego kolega po fachu, Georges Mutombo, z odległego o 3 tysiące kilometrów Bukavu w Kongo. Obaj farmaceuci powiadomili Difäm w Tübingen, którego organ ds. Farmaceutycznej Współpracy na Rzecz Rozwoju, pod kierunkiem Christine Häfele-Abah, współpracuje ściśle z grupą badawczą Professor Dr. Lutz Heide z Instytutu Farmacji na Uniwersytecie w Tübingen.

Analiza fałszywych leków

Mimo ograniczeń powodowanych pandemią, udało się przesłać fałszywe leki z Kamerunu i Kongo do Tübingen, gdzie natychmiast zostały poddane badaniom.

Analiza potwierdziła przypuszczenia Fidelisa Nyaah, że jeden z preparatów zawierał mniej niż jedną czwartą ilość chlorochiny – zbyt małą, by pacjentowi pomóc, ale niestety jednocześnie wystarczającą, aby wspierać odporne na chlorochinę patogeny malarii (zobacz również: Chlorochina i hydroksychlorochina nadal będą podawane w Polsce pacjentom z COVID-19).

W innej podróbce, farmaceuci z Tübingen zamiast chlorochiny znaleźli lek przeciwbólowy Paracetamol. Z kolei w fałszywym leku z Kongo, znaleźli oni inną, na początku nieznaną substancję, która, w mniejszych ilościach, znalazła się także w pozostałych dwóch fałszywkach z Kamerunu. Identyfikacja nieznanej substancji udała się doktor Dorothee Wistub z Instytutu Chemii Organicznej na Uniwersytecie w Tübingen – chodziło o antybiotyk Metronidazol. Jest to substancja lecznicza bardzo gorzka, pewnie dlatego więc została zastosowana przez fałszerzy w celu imitowania gorzkiego smaku chlorochiny. W porównaniu ze zwykłymi tabletkami Metronidazol, fałszywki zawierają znikomą ilość antybiotyku, co sprawia, że rośnie niebezpieczeństwo powstania antybiotykoodpornych czynników chorobowych.

Informacja o niebezpieczeństwie

Fałszywe leki odkryte przez Fidelisa Nyaah i jego kolegę, zawierały więc albo bardzo niewielkie ilości chlorochiny, albo też nie zawierały jej wcale – a w zamian, inne substancje, które niosą za sobą ryzyko i skutki uboczne. Ponieważ nie zostają one wymienione w składzie, zarówno pacjent, jak i lekarz nie są świadomi niebezpieczeństwa, a to jedna z najgroźniejszych form fałszowania leków.

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA