Od 16 kwietnia obowiązuje zakrywanie nosa i ust w przestrzeni publicznej. Można użyć do tego jednorazowej lub wielorazowej maseczki bądź nawet chustki albo szalika.
Bieżący dostęp do maseczek
W czasie pandemii koronawirusa ceny zarówno maseczek, jak i środków dezynfekujących wzrosły, czasem nawet o kilkaset procent. Jednak coraz więcej maseczek zaczęło pojawiać się jeszcze przed świętami, nawet w trybie ciągłym. To sugeruje, że ceny powinny zacząć spadać (czytaj również: Maseczki podrożały o blisko 700 proc. To nie wina aptekarzy…).
– Maseczki pojawiły się w aptekach i hurtowniach już przed świętami. Odrębnym problemem są ceny. One dużo wcześniej poszybowały w górę. W konsekwencji pacjenci, po pierwsze, mieli do nich dostęp ograniczony w aptekach, bo ich brakowało, po drugie, ceny były zdecydowanie za wysokie. W tej chwili ceny zaczynają spadać. Z powodu rodzimej produkcji. Maseczki są dostępne na bieżąco – mówi Tomasz Barszcz, wiceprezes LORA.
Krótkotrwały zryw
Apteki nie otrzymały żadnych limitów co do sprzedaży konkretnej liczby produktów (czytaj więcej: Pacjenci szukają masek za 2,5 zł. Oskarżają apteki o zawyżanie cen…). Jednak potrzebne są pewne ograniczenia z powodu nakazu zakrywania ust i nosa. – Wydajemy po 7 maseczek jednemu pacjentowi. Mamy maseczki. Hurtownie też są zaopatrzone. Ten zryw z pewnością też jest krótkotrwały, podobnie jak było w przypadku żeli i płynów do dezynfekcji rąk – tłumaczy jedna z lubelski farmaceutek.
W przypadku środków do dezynfekcji ich ceny, które były zdecydowanie zawyżone, teraz również zaczęły spadać. Jak dodaje Tomasz Barszcz, aptekarze wybierają produkty tańsze, i te, które rzeczywiście mają działanie wirusobójcze.
Źródło: IK/eska.pl










