W piątek Dolnośląska Izba Aptekarska zamieściła na swojej stronie internetowej komunikat dla pacjentów w związku z sytuacją na Odrze. Jak się okazuje w raz z doniesieniami dotyczącymi skażenia rzeki, zaczęły pojawiać się pytania o preparaty na ewentualnie zatrucie rtęcią czy inną toksyną. DIA w swoim komunikacie przestrzegał przed stosowaniem na własną rękę „leków na odtrucie” polecanych w mediach społecznościowych i internecie.
– W aptekach nie są dostępne leki na silne zatrucia chemiczne. Płyn Lugola nie jest lekiem na zatrucia chemiczne, w tym na zatrucia rtęcią – czytamy w komunikacie.
Dlaczego Dolnośląska Izba Aptekarska zdecydowała się na zamieszczenie takiego komunikatu? Jak wyjaśnia jej prezes Marcin Repelewicz w wywiadzie dla portalu Gazeta.pl, sygnały o zwiększonym zainteresowaniu płynem Lugola zaczęły napływać z aptek (czytaj również: Zagrożenie nuklearne i Płyn Lugola. Agencja apeluje o spokój…).
– Już kilkunasta apteka z kolei zgłasza nam, że pacjenci pytają o płyn Lugola w związku ze skażeniem Odry, choć zastosowanie tego preparatu w tej sytuacji jest w żaden sposób nieuzasadnione, a wręcz może być szkodliwe – mówi Repelewicz.
Podatność na szum informacyjny
Jak wskazuje farmaceuta, największym problemem w tej sytuacji jest niepewność tego, co się dzieje. Większość pacjentów trafiających do aptek jest dosyć podatna na szum informacyjny, który pojawia się zwłaszcza w Internecie. Repelewicz odniósł się też do wpisu na Twitterze innego farmaceuty – Łukasza Pietrzaka. Jeszcze w czwartek napisał on „Przewiduje, że w najbliższym czasie, zwłaszcza w zachodniej Polsce, będzie wzrost zapytań w aptekach o penicylamine (Cuprenil) oraz sole kwasu sulfonowego, a węgiel aktywny stanie się deficytem” (czytaj więcej: Możliwy szturm na apteki po zatruciu Odry? Chodzi o lek na zatrucie rtęcią…).
Tę wypowiedź podchwyciły liczne media, w ocenie Marcina Repelewicza, niekoniecznie prawidłowo przekazując intencje autora.
– Osobiście, jako farmaceuta, odebrałem ją jako sarkazm. Niestety może być ona jednak samospełniającą się przepowiednią — liczne powielanie sugestii, że substancje te pomogą w zatruciach rtęcią, już powodują „polowania” na nie w aptekach. Identycznie jak miało to swego czasu miejsce z preparatami jodu. Jeżeli potwierdzi się, że ten poziom (rtęci — przyp. red.) będzie przyczyną skażenia, to część pacjentów może uwierzyć, że te leki o „cudownych właściwościach” na pewno ich zabezpieczą. Niestety tak nie jest – mówi prezes DIA w rozmowie z Gazeta.pl.
Tylko kontakt z lekarzem
Jak wyjaśnia dostępne w aptekach środki stosowane przy lekkich zatruciach czy drobnych dolegliwościach jelitowo-żołądkowych nie mają szans pomóc przy zatruciach metalami ciężkimi, zwłaszcza w dużych ilościach.
– W tym przypadku terapia na własną rękę i samodzielne działania pacjenta są absolutnie przeciwwskazane. Grożą one naprawdę poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi. Istnieją produkty przeznaczone do leczenia w szpitalach albo środki, które są dostępne wyłącznie na receptę. W każdym przypadku ich stosowanie musi być nadzorowane przez lekarzy i specjalistów – podkreśla Marcin Repelewicz.
Prezes DIA wskazuje, że jeśli u kogoś wystąpią objawy zatrucia, a przebywał w pobliżu Odry, miał bezpośredni lub pośredni, np. przez zwierzęta, kontakt z wodą, powinien szukać pilnej porady lekarskiej w szpitalu lub w przychodni.
Źródło: ŁW/Gazeta.pl










