Epidemia koronawirusa dotarła do Polski – wczoraj w Zielonej Górze potwierdzono pierwszy przypadek zachorowania. Obawy przed wirusem sprawiają, że Polacy coraz częściej udają się do aptek – pojawiają się więc głosy, że niektórych specyfików może po prostu zabraknąć (czytaj też: Koronawirus w Polsce – pierwszy pacjent przebywa w Zielonej Górze).
Dlatego już od pewnego czasu, Naczelna Izba Aptekarska (NIA) prosi o zachowanie spokoju i niekupowanie medykamentów na zapas. Jak apeluje Marek Tomków, jej wiceprezes:
– Drodzy Farmaceuci. Nasi Pacjenci, zupełnie niepotrzebnie, robią duże zapasy leków. Pomóżmy im zrozumieć różnicę pomiędzy wirusem a trzecią wojną światową. Najgorszym doradcą są zbędne emocje.
O wzmożonym ruchu w aptekach donosiła w rozmowie z next.gazeta.pl także Lucyna Samborska, prezes Podkarpackiej Okręgowej Rady Aptekarskiej oraz właścicielka aptek. Podkreśla ona jednak, że idzie za nim nie tyle panika, co raczej sezon grypowy i przede wszystkim, odpowiedzialne podejście Polaków do przekazywanych im informacji. Koronawirus miałby więc sprawić, że Polacy zaczęli bardziej o siebie dbać.
– Jeżeli wszyscy apelują o mycie rąk, to teraz rzeczywiście Polacy rzeczywiście myją je często i uczciwie. Jeżeli mają stosować środki dezynfekcyjne, to je stosują. Jeżeli mają katar czy kaszel, to bardziej się zastanowią, czy iść do pracy. Wcześniej chore dzieci chodziły do przedszkola czy żłobka, teraz się rodzice może zastanowią, czy je tam posłać. Chyba jest taka większa dbałość – zaznacza Samborska.
Samborska wypowiedziała się także w kwestii podnoszonej ostatnio przez techników farmaceutycznych, a więc wstawiania szyb ochronnych w aptekach. W swoich placówkach stosuje je ona i uważa, że to „dobra ochrona”, która była zresztą używana przez dziesiątki lat. Przyznaje jednak, że minusem jest brak bezpośredniego kontaktu z pacjentem (zobacz: Co powinniśmy wiedzieć na temat specustawy koronawirusowej).










