Jak poinformował „Wyborczą” pracownik apteki DOZ, zarząd sieci nie dostosował się do wytycznych Naczelnej Izby Aptekarskiej, dotyczących wprowadzenia rozwiązań zapobiegających rozpowszechnianiu się COVID-19 i ochrony personelu aptek. Wskazuje, że w aptekach DOZ ma żadnych stref buforowych, pracownicy nie dostali maseczek ani płynów odkażających (czytaj również: Wytyczne dla aptek: Strefa buforowa, dezynfekcja, płatności bezgotówkowe i szyby…).
– Musimy radzić sobie sami. Kierowniczka mydło daje nam „spod lady”, a mąż jednej z pracownic przyniósł cztery maski z pleksi, za które zapłaciliśmy z własnej kieszeni – czytamy w Wyborczej.
Marcin Piskorski, prezes zarządu Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET zrzeszającego największe polskie przedsiębiorstwa apteczne m.in. sieć aptek DOZ, zaznacza, że zalecenia Naczelnej Izby Aptekarskiej mają „charakter miękki”, a ich wdrożenie zależy od lokalnej specyfiki (czytaj również: NRA apeluje do właścicieli aptek o zwiększenie bezpieczeństwa personelu).
– Zalecenia są za każdym razem dostosowywane do konkretnych warunków lokalowych i technicznych apteki przez jej właściciela i kierownika w taki sposób, aby zachować maksymalne bezpieczeństwo pacjentów i personelu, a jednocześnie utrzymać możliwość zaopatrywania pacjentów w leki. Podejmując decyzję, zawsze trzeba wziąć pod uwagę te dwie wartości – wyjaśnia Piskorski w rozmowie z Wyborczą.
Więcej pracy, niej pracowników
Pracownicy apteki DOZ skarżą się jednak, że nie mają przerw w prac i ciągle obsługują pacjentów cztery osoby.
– A i tak jest nas za mało. Codziennie jesteśmy narażeni na kontakt z setkami klientów, a o nasze bezpieczeństwo nikt nie zadbał. Boimy się przychodzić do pracy – mówi jeden z nich.
Marcin Piskorski przekonuje, że apteki DOZ nie zaopatrzyły swoich pracowników w maseczki i płyny dezynfekujące, bo tego typu środków brakuje na rynku. Jego zdaniem wraz z rozwojem sytuacji epidemiologicznej właściciele aptek zaczęli wyposażanie personelu w maseczki, rękawice, środki dezynfekujące, a także przyłbice ochronne. Rozpoczęli też montaż szyb lub tablic ochronnych z pleksi (czytaj również: Apteki zabezpieczają się przed koronawirusem. Farmaceuci pokazują zdjęcia…).
– Jednak z uwagi na bezprecedensowy rozmiar epidemii wspominanych środków bardzo szybko zabrakło na rynku i brakuje do dziś. Mimo tego właściciele aptek robią wszystko, aby zdobyć ich odpowiednią ilość – mówi Marcin Piskorski.
To misja – nie narzekać!
Jak relacjonuje Gazeta Wyborcza, gdy w końcu farmaceuci postanowili zainterweniować w tej sprawie u zarządu. Mieli wtedy usłyszeć, że „ich praca to misja i mają nie narzekać”. Zdaniem prezesa Piskorskiego farmaceuci tak jak lekarze, pielęgniarki czy ratownicy medyczni wykonują zawód zaufania publicznego, na którego barki, zwłaszcza w czasach epidemii, spadają dodatkowe obowiązki „służebne” wobec społeczeństwa (czytaj również: Czas na szczególną troskę o personel aptek. Czy pracodawcy zdają egzamin?).
– W przypadku farmaceutów dotyczy to zaopatrzenia pacjentów w leki i poradę farmaceutyczną. Powyższe stanowisko nie jest moją subiektywna opinią, lecz wynika z przepisów prawa i było wielokrotnie potwierdzane przez samorząd zawodowy farmaceutów – mówi szef ZPA PharmaNET.
Sami farmaceuci jednak nie do końca zgadzają się z tym stanowiskiem. Wskazują, że pracownik ma prawo odmówić wykonywania pracy ze względu na zagrożenie życia lub zdrowia. Poza tym „misyjność” zawodu nie jest żadnym wytłumaczeniem braku zabezpieczeń (czytaj więcej: Pracownik apteki bez urlopu na czas epidemii? Propozycja ZPA PharmaNET…).
– Po naszej interwencji do apteki dotarły w końcu środki bezpieczeństwa. Farmaceuci otrzymali płyny do dezynfekcji, a także osłony z pleksi do zamontowania przy ladzie – pisze Gazeta Wyborcza.
Źródło: KW/Gazeta Wyborcza










