Aptekarze sprzeciwiają się nocnym dyżurom, bo nierzadko mają kłopoty kadrowe. Ważny jest też czynnik ekonomiczny i związane z dyżurowaniem duże koszty przy symbolicznych dochodach z handlu. Konstytucja każdemu zapewnia dostęp do opieki medycznej. Z kolei obowiązek zapewnienia dyżuru apteki należy do poszczególnych… powiatów. Muszą one zdecydować o tym która apteka będzie taki nocny dyżur pełnić. Problem z tym pojawia się przede wszystkim w małych miejscowościach.
– Im mniejsza gmina, tym większe problemy z takimi dyżurami. Wynika to z przyczyn ekonomicznych, bo to nie opłaca się aptekarzom – mówi Jacek Brodziński wiceprezes Podkarpackiej Okręgowej Rady Aptekarskiej
W większości małych miejscowości nie ma nocnej i świątecznej opieki lekarskiej, co powoduje, że nie ma pacjentów, którzy by z tymi receptami przychodzili do aptek. Jeżeli jest jakieś nagłe zdarzenie, jadą do miast, najczęściej powiatowych, gdzie otrzymując receptę wykupują leki.
Pacjenci nie wyobrażają sobie, by apteka nie pracowała w nocy. Twierdzą, że są przypadki, gdy szybko podany lek ratuje życie. Wskazują choćby na dzieci, które wymagają np. szybkiego zbicia temperatury, a w domowej apteczce taki specyfik właśnie się skończył. Pacjenci mniejszych miejscowości nie wyobrażają sobie by po leki nocą jechać do miasta wojewódzkiego. Dlatego Rady Powiatów odpowiedzialne za zorganizowanie takich dyżurów robią wszystko, by dyżurne apteki pracowały także w nocy.
– Mimo, że samorządy same próbują rozwiązać problem nocnych dyżurów aptek, to także sami aptekarze domagają się rozwiązań na szczeblu centralnym – dodaje Jacek Brodziński
We wrześniu ubiegłego roku ministerstwo miało przedstawić swoją propozycję rozwiązania problemu. Aptekarze czekają kolejne rozmowy (czytaj więcej: Konflikty wokół dyżurów aptek narastają. Ministerstwo Zdrowia zwleka…).
Źródło: ŁW/Radio Via










