Na dniach Ministerstwo Zdrowia ma przedstawić projekt nowych obostrzeń dotyczących zasłaniania ust i nosa. Już wiadomo, że zakazane będzie używanie w tym celu przyłbic, szalików i innych zamienników maseczek.
– W zakresie przyłbic, kominów, szalików nie będzie podejścia „miękkiego”, tzn. to raczej będzie dość kategoryczny zakaz używania takich rzeczy, z jednoczesną rekomendacją, czego powinniśmy używać – powiedział rzecznik resortu zdrowia, Wojciech Andrusiewicz.
Przepisy prawdopodobnie wejdą w życie na początku przyszłego tygodnia. Nie będą one jednak tak restrykcyjne, jak niedawne zmiany w tym zakresie w Niemczech czy Austrii. W tych krajach od kilku dni obowiązkowe jest noszenie maseczek typu FFP2 z odpowiednimi certyfikatami. Podobnie jest też w Czechach, gdzie w środkach komunikacji publicznej i innych miejscach publicznych konieczne jest używanie maseczek typu FFP2, KN95 lub wykonanych z nano-włókien. Dopuszczalne jest też używanie dwóch nałożonych na siebie maseczek chirurgicznych (czytaj również: Obowiązkowa maseczka? Pracownikowi apteki wystarczy przyłbica).
Wiele wskazuje na to, że w Polsce wymogiem będzie noszenie dowolnych maseczek – również tych materiałowych.
Przyłbice nie działają
O tym, że przyłbice są nieskuteczne w ograniczaniu rozprzestrzeniania się chorób wirusowych, mówiło się już w lipcu. Potwierdził to przypadek ogniska zakażenia, jakim stał się hotel w szwajcarskim regionie Gryzonia. Lokalne władze podkreślały wtedy, że zarazić się miały osoby, które wyposażone były wyłącznie w przyłbice ochronne – ci, którzy nosili maseczki, nie zachorowali (czytaj więcej: Szwajcaria: przyłbice nie ochroniły przed zarażeniem koronawirusem, maski tak).
Departament Zdrowia w Szwajcarii ostrzegał wówczas przed noszeniem jedynie plastikowych przyłbic.
– Przyłbice nie służą jako alternatywa dla masek higienicznych. Mogą one być noszone razem z maskami, aby jeszcze poprawić nasze bezpieczeństwo – mówił Yann Hulmann, rzecznik szwajcarskiego Federal Office of Public Health.
Źródło: ŁW/WP










