W ostatnich miesiącach w niepokojący sposób uaktywniły się inne wirusy, które przez ostatnie dwa lata pozostawały w cieniu SARS-CoV-2. W ocenie prof. Piotra Kuny, kierownika II Katedry Chorób Wewnętrznych oraz Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytety Medycznego w Łodzi, stanowi to narastający i niepokojący problem.
Obecnie odnotowuje się znacznie mniej zakażeń SARS-CoV-2, jednak zakażenia dróg oddechowych nie zniknęły. Na początku maja wykryto w kraju wirusa grypy, co oznacza, że patogen ten wciąż krąży, a sezon grypowy jeszcze się nie skończył. Krążą też wirusy paragrypy, które wcale nie są błahymi zakażeniami, mogą mieć równie ciężki przebieg jak COVID-19 czy grypa (czytaj również: Koniec pandemii nie oznacza końca wirusa SARS-CoV-2).
– Wszystkie wirusy wywołujące stany zapalne górnych i dolnych dróg oddechowych oraz zapalenie płuc, są wirusami, które niesłychanie szybko się zmieniają. Podobnie jak wirusy SARS-CoV-2. (…) nasze płuca są atakowane codziennie przez miliardy drobnoustrojów, a przy tym narażeni jesteśmy na zanieczyszczenia powietrza. Pamiętajmy, że codziennie wdychamy i wydychamy ponad 8 tys. litrów powietrza, a nabłonek oddechowy ma nieprawdopodobne mechanizmy obronne. Nie zawsze jednak daje sobie radę – wyjaśnia prof. Kuna.
Inne wirusy dochodzą do głosu
W jego ocenie strach, jaki wywołał SARS-CoV-2 sprawił, że skupiono się przede wszystkim na badaniach tego konkretnego wirusa. Jednocześnie nie badano jego współwystępowania z innymi – grypy czy paragrypy (czytaj również: Czy to już naprawdę koniec pandemii COVID-19?).
– Tak naprawdę nie wiemy zatem czy te najcięższe przypadki były izolowanymi zakażeniami wywołanymi jedynie wirusem SARS-CoV-2, czy też mieliśmy tzw. koinfekcje dwóch lub nawet trzech wirusów, na dodatek z nadkażeniem bakteryjnym. Nie mamy takiej wiedzy – wskazuje prof. Kuna.
Problemem jest też to, że nie ma szczepionki przeciwko tego typu zakażeniom. Brakuje też nadal skutecznych leków przeciwwirusowych. Problem z kolei narasta…
– W ostatnich trzech miesiącach trafiło do mnie wielu pacjentów w fatalnym stanie, z wysokim CRP w granicach 500 (wskazującym na stan zapalny w organizmie), z prokalcytoniną (monitorującą zakażenia bakteryjne) stukrotnie podwyższoną. Podejrzewałem, że powodem tego jest jakaś paskudna bakteria, grypa albo COVID-19, ale nie. Okazało się, że w wielu tych przypadkach powodem zakażenia był wirus paragrypy, na co do tej pory na ogół nie zwracaliśmy uwagi – mówi prof. Piotr Kuna.
Rozleniwiony układ odpornościowy?
W jego ocenie nie do końca wiadomo, dlaczego inne wirusy uaktywniły się właśnie teraz.
– Może dlatego, że przez ostatnie dwa lata używaliśmy maseczek i zachowywaliśmy dystans? I nie stykaliśmy się z niektórymi wirusami? Nasza odporność mogła się obniżyć, bo nie byliśmy eksponowani na tzw. podprogowe dawki wirusów. Nasz układ odpornościowy się rozleniwił, „zapominał” o pewnych patogenach. I to może być jedna z przyczyn – mówi prof. Kuna.
Jego zdaniem osoby chore lub przeziębione powinny stosować samoizolację przez co najmniej 3-5 dni i nie kontaktować się z innymi. Aby zapobiec zakażenia warto też unikać, na ile to możliwe, dużych skupisk ludzi (czytaj również: Flurona atakuje – jak uchronić się przed jednoczesnym zakażeniem COVID-19 i wirusem grypy?).
– Badania pokazują, że przy normalnym funkcjonowaniu, gdy nie śpiewamy i nie krzyczymy, na przykład w tłumie na stadionie, nie ma większego zagrożenia. Podczas śpiewu i krzyku aerozole są wyrzucane na odległość 5 m, a w trakcie rozmowy – na 1,5 m. Można zatem siedzieć przy stole i chodzić obok siebie bez większego zagrożenia – mówi ekspert.
Źródło ŁW/PAP – Nauka w Polsce










