Autor wspomina też zgłoszenie jako kontrkandydata na stanowisko prezesa NRA, Piotra Bohatera. Jako, że nie był delegatem na KZA, ostatecznie kandydatury tej nie dopuszczono. Wojciech Musiał opisuje jednak reakcje, jakie wywołała jego kandydatura (czytaj również: Kto zostanie prezesem Naczelnej Rady Aptekarskiej?).
– Siedziałem z przodu – grymas niezadowolenia i wściekłości na twarzach siedzącej przede mną grupy śni mi się czasem po nocach. Niewybredne komentarze, napięta atmosfera i wiszące nad salą pytanie: „Jak ktoś ośmielił się zburzyć naszą sielankę i zabawę, nasz misterny plan”? Dzięki stanowisku prawników udało się jednak kontrkandydata wyeliminować. Wyczuć można było od razu ulgę. No bo jeszcze w dyskusji zadałby jedynej właściwej kandydatce jakieś niewygodne pytanie, na przykład o sprawozdanie finansowe lub współpracę z firmą, której na sercu wybitnie leży pozycja społeczna farmaceutów i gotowa jest wydać miliony na promocję naszego zawodu – opisuje farmaceuta w „Farmacji Wielkopolskiej”.
„Nasz kandydat”…
Kontynuując temat wyborów, Wojciech Musiał negatywnie ocenia także proces głosowania na kandydatów do organów NIA. Opisuje, że delegaci byli instruowani na kogo głosować, a na kogo nie.
– Aż przykro się robiło, gdy niektórzy wciskali przyciski i instruowali się głośno, nawet się z tym nie kryjąc: „teraz wciskaj «tak»”, „na tego nie głosujemy”. To mruczando ciągnęło się aż do ostatniego oddanego głosu. Dyscyplina w głosowaniach? Odniosłem wrażenie, że nie miało znaczenia, kto kandydował, co sobą reprezentował, co faktycznie mógł wnieść swoją pracą w działania NIA. Ważne było „nasz” – „nie nasz”. Delegatów z Wielkopolski jako kandydatów do organów NIA w misternym projekcie personalnym nie było. Ja sam, jako kandydat do Naczelnego Sądu Aptekarskiego, zostałem poinformowany ustnie, że „ciężko będzie”. I rzeczywiście dostałem najmniej głosów. Ile? Tak, dobrze zgadujecie – około 80. Ale nie żałuję, że kandydowałem, chociaż wiedziałem, iż jestem na przegranej pozycji – opisuje farmaceuta.
Jego zdaniem w trakcie głosowania nie miało znaczenia kto kandydował i co sobą reprezentował. Ważne było tylko czy to „nasz” kandydat, czy też nie.
– Pycha uderza do głowy. My wiemy, co dla was, „doły”, jest dobre. My mamy monopol – zdawały się mówić napuszone twarze zaopatrzone w cyniczne uśmieszki – pisze Wojciech Musiał.
Cały artykuł można znaleźć w 10 numerze „Farmacji Wielkopolskiej”
Oprac.: ŁW










