Farmaceutka od sierpnia 2013 roku pracowała na stanowisku kierownika przyszpitalnej apteki. Z akt sprawy wynika, że łączyła ją znajomość z lekarką pracującą w przychodni gdzie farmaceutka i jej pełnoletnia córka były pacjentkami. 11 czerwca 2015 r. lekarka wystawiła receptę dla córki farmaceutki. Ta zrealizowała ją w swojej aptece, naliczając jednak nienależną refundację. Na tej transakcji Narodowy Fundusz Zdrowia miał stracić 273,95 zł. Podobna sytuacja powtórzyła się kilka miesięcy później (4 sierpnia). Tym razem farmaceutka zrealizowała receptę, naliczając nienależną refundację w kwocie 547,90 zł.
Znacznie bardziej zaskakujące są jednak kolejne wyłudzenia ze strony farmaceutki, które miały miejsce niespełna rok później. Jak wynika z akt sprawy, farmaceutka weszła w posiadanie podpisanych blankietów recept wspomnianej lekarki. W rezultacie w kolejnych miesiącach samodzielnie przepisywała na nich różne leki, których wartości refundacji osiągały ogromne kwoty (czytaj również: Jak farmaceuta może stracić Prawo Wykonywania Zawodu?).
I tak w kwietniu 2016 roku użyła podpisanego blankietu recepty wypisując na siebie kilka leków i odzyskując z NFZ nienależną refundację w kwocie 638,74 zł. W podobny sposób farmaceutka miała wyłudzić w połowie lipca kolejne 547,90 zł nienależnej refundacji przepisując lek dla swojej córki. Niespełna dwa tygodnie później (30 lipca) farmaceutka przepisała dla swojej córki leki, których refundacja wyniosła 4000,73 zł. Dodatkowo jeszcze 31 lipca kierowniczka apteki wyłudziła 1820,84 zł refundacji, wystawiając receptę na obcego i niczego nieświadomego mężczyznę. W tym czasie lekarka, której receptami posługiwała się farmaceutka, przebywała na urlopie. Rekord padł jednak w listopadzie 2016 roku. Wtedy farmaceutka samodzielnie wystawiła i zrealizowała receptę, na której w sumie znalazły się na leki o łącznej kwocie refundacji 5854,45 zł.
W sumie farmaceutka za pomocą 7 recept miała wyłudzić z NFZ kwotę 13 684,41 zł.
NFZ robi kontrolę i sprawa trafia do Sądu
W październiku 2017 roku Narodowy Fundusz Zdrowia przeprowadził kontrolę preskrypcji leków przez lekarzy zatrudnionych w przychodni, gdzie pracowała wspomniana lekarka. W jej toku sprawdzono dokumentację medyczną 100 pacjentów. Stwierdzono nieprawidłowości w ułamku tej dokumentacji, przy czym większość dotyczyła objętych zarzutami recept, z którymi do czynienia miała właśnie farmaceutka. Między innymi stwierdzono brak wpisów w dokumentacji medycznej, dotyczących porad dla córki farmaceutki, mimo że przepisywane były jej leki refundowane. Odkryto też, że nie było wskazań do refundacji przepisywanych jej leków.
W wyniku kontroli Narodowy Fundusz Zdrowia nałożył na przychodnię karę pieniężną. Przeprowadzono też kontrolę recept w aptece. Od niej NFZ zażądał zwrotu nienależnej refundacji, gdyż recepty były zrealizowane nieprawidłowo.
Farmaceutka ostatecznie przyznała się do wypisania recept objętych zarzutami. Zaprzeczyła natomiast by miała zamiar dokonać oszustwa bądź działać na czyjąkolwiek szkodę majątkową. Sprawa trafiła więc do sądu. W trakcie procesu wykluczono by lekarka z własnej woli udostępniała farmaceutce puste i podpisane blankiety recept (czytaj również: Farmaceutka traci na 3 miesiące Prawo Wykonywania Zawodu…).
– Jako wykształcony farmaceuta, pełniący funkcję kierownika apteki miała świadomość obowiązujących ją procedur. Dlatego też oskarżona miała świadomość, że nie jest osobą uprawnioną do wypełnienia recepty przypisanej konkretnemu lekarzowi, niezależnie od sposobu w jaki weszłaby w posiadanie takowego blankietu. Tak samo jak wiedziała, że wypisanie recepty w określony sposób pozwoli zapłacić niższą cenę za lekarstwa, przy czym wiedziała też, że niższa cena jest wynikiem refundacji dokonywanej przez NFZ – można przeczytać w aktach sprawy.
Wina nie budziła wątpliwości
W świetle zgromadzonego materiału dowodowego Sąd uznał, że wina farmaceutki, jak i okoliczności „popełnienia przypisanych jej występków” nie budziły wątpliwości. Wymierzając jej karę, Sąd uwzględnił każdorazową wysokość nienależnej refundacji. Pod uwagę wziął też fakt, że szkodę wyrządzoną przez nią NFZ pokrywały podmioty zobowiązane względem Funduszu, inne niż farmaceutka. Na jej korzyść przemawiała z kolei dotychczasowa niekaralność za przestępstwa, częściowe przyznanie się do winy oraz „dążenie do stabilizacji zawodowej”.










