Gazeta Wyborcza przedstawiła dane Narodowego Funduszu Zdrowia dotyczące funkcjonowania pilotażowego programu z zakresu usług farmaceuty dotyczących zdrowia reprodukcyjnego. Program funkcjonuje od maja i ma ułatwiać dostęp kobiet to pigułki „dzień po”. Uczestniczące w nim apteki musiały podpisać z NFZ specjalne umowy.
Kobieta potrzebująca antykoncepcji awaryjnej może zgłosić się po nią do apteki biorącej udział w programie. W niej farmaceuta przeprowadzi konsultację, która może zakończyć się wystawieniem recepty farmaceutycznej na preparat octanu uliprystalu. Konsultacja i wystawienie recepty jest dla pacjentki bezpłatne (finansowane przez NFZ). Za zakup preparatu musi jednak już zapłacić.
- Czytaj również: Antykoncepcja awaryjna – jak wygląda start pilotażu?
Konsultacja przeprowadzona przez farmaceutę nie musi zakończyć się wystawieniem recepty. To on bowiem decyduje czy przyjęcie antykoncepcji awaryjnej jest bezpieczne i zasadne. Problemem jest też kwestia wieku pacjentki. W przypadku tych poniżej 18. roku życia wymagana jest przez część farmaceutów zgoda opiekuna prawnego.
Z danych NFZ wynika, że w maju w całym kraju farmaceuci wystawili 278 recept na pigułkę „dzień po”. W czerwcu było ich już 1618. Chętnych do uzyskania recepty było nieco więcej, ale w maju 43 pacjentkom odmówiono w aptekach. W czerwcu liczba odmów wyniosła 257.
- Czytaj również: Każdy farmaceuta może wystawić receptę na antykoncepcję awaryjną
– Jednocześnie dane NFZ wskazują na śladową liczbę recept wystawionych nastolatkom do 18. roku życia. W maju i czerwcu było ich łącznie zaledwie 30. W siedmiu przypadkach farmaceuci odmówili wystawienia recepty. Szef Naczelnej Izby Aptekarskiej Marek Tomków zwraca uwagę, że także przed pilotażem liczba pacjentek w wieku 15-17 lat zgłaszających się do aptek z receptą na antykoncepcję awaryjną była znikoma (kilka tygodniowo w skali kraju) – czytamy w Wyborczej.
Źródło: ŁW/Wyborcza










