W czerwcu 2018 r. znowelizowano prawo farmaceutyczne – była to jedna z tych zmian, które miały usprawnić walkę z nielegalnym wywozem leków. W ustawie przewidziano m.in. zakaz łączenia działalności polegającej na obrocie produktami leczniczymi z wykonywaniem działalności leczniczej. Przepisy weszły w życie 1 sierpnia 2018 r. Ustawodawca dał jednak przedsiębiorcom 12 miesięcy na podjęcie decyzji, na której działalności bardziej im zależy, i zamknięcie jednego z biznesów bądź sprzedanie go (czytaj więcej: Działalność lecznicza albo obrót lekami. Przedsiębiorcy muszą wybrać jedno…).
Na kilka dni przed upływem tego terminu część podmiotów nadal nie poradziło sobie z tą sytuacją. Przepisy krytykują m.in. dyrekcje szpitali, które posiadają swoje apteki ogólnodostępne. Dla nich oznacza to utratę dotychczasowego źródła przychodu i straty. Przykładowo w Łomży w zeszłym roku na otwarcie przyszpitalnej apteki wydano ok. 800 tys. zł. Teraz szpital zmuszony jest oddać ją w dzierżawę (czytaj więcej: Apteka ogólnodostępna szpitala w Łomży może jednak przetrwa…).
– W ostatnich tygodniach pojawiło się kilka ogłoszeń o przetargach na sprzedaż aptek. Jeśli nie uda się znaleźć dla nich nowych właścicieli, szpitale stracą pieniądze, a pracownicy aptek zatrudnienie – zauważa w Gazecie Prawnej Łukasz Waligórski, redaktor naczelny portalu mgr.farm.
Serwis MGR.FARM pisze o sprawie już od kilku miesięcy. Jako pierwsi w kwietniu informowaliśmy, że od 1 sierpnia stracić zezwolenie może nawet 200 aptek (czytaj więcej: Czy 1 sierpnia zniknie ponad 200 aptek w całej Polsce?). Niedawno wskazywaliśmy też na pojawiające się oferty sprzedaży aptek należących do POZ i szpitali (czytaj więcej: Szpitale stracą źródło przychodu po zmianach w prawie farmaceutycznym. „To cios w plecy”…).
Dobry interes dla szpitala, gorszy dla przedsiębiorcy
– Poszukiwanie zainteresowanych prowadzeniem apteki przyszpitalnej idzie jak po grudzie. Większość placówek rozpisała już drugi konkurs. W większości przypadków chętnych brak, gdzieniegdzie znajduje się jeden zainteresowany – pisze Patryk Słowik w Gazecie Prawnej.
Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej wskazuje, że apteki przy szpitalach to specyficzny rodzaj placówek. To działalność wysokoobrotowa, ale niskomarżowa. Najczęściej sprzedawane są w nich leki refundowane. Pacjenci rzadziej interesują się preparatami OTC czy suplementami diety, na który apteki mają największy zarobek.
– W efekcie dla szpitala prowadzenie apteki może być przyzwoitym źródłem dochodu. Ale już dla prywatnego przedsiębiorcy, który musiałby zapłacić czynsz, biznes się nie kalkuluje – tłumaczy Tomków.
Stąd nikłe zainteresowanie przejęciem aptek. Kłopotem dla wielu przedsiębiorców jest także to, że szpitale oczekują gwarancji zatrudnienia dla obecnie pracujących w aptekach osób.
Zdaniem Aleksandry Kurowskiego, redaktor naczelnej portalu PolitykaZdrowotna.com nowe przepisy nie przynoszą niczego dobrego. Jej zdaniem publiczne placówki nie zajmują się nielegalnym wywozem leków.
– Zmiana będzie niekorzystna nie tylko dla samych szpitali, lecz także dla pacjentów. Doświadczenie pokazuje, że w placówkach prowadzonych przez szpitale dobór dostępnych od ręki leków jest właściwszy. Przykładowo gdy dany szpital wykonuje dużo zabiegów okulistycznych, to w aptece jest wiele leków z tej kategorii – zwraca uwagę Kurowska w Gazecie Prawnej.
Źródło: ŁW/DGP










