Jak donosi Express Ilustrowany, mieszkańcy, którzy w weekend próbowali kupić lekarstwa w Koluszkach, mogli tylko zapoznać się z treścią komunikatu wywieszonego na zamkniętych drzwiach. Informował on, że apteka nie pracuje „decyzją właścicielską zarządu” lub z powodu „choroby personelu” (czytaj więcej: W Koluszkach bojkotują dyżury aptek). Cierpią na tym pacjenci. Pan Bohdan musiał pilnie wykupić lek dla chorej wnuczki. – Apteka, która powinna pełnić nocny dyżur, była zamknięta. Na kartce przyklejonej do drzwi było napisane, że inna pracująca jest w… Andrespolu. Na szczęście miałem samochód i mogłem szybko tam pojechać, ale co, jeśli ktoś potrzebuje pomocy, a nie ma środka transportu? Posiadanie auta nie jest obowiązkowe, a w nocy nie ma jak wydostać się z Koluszek – dodaje.
Aptekarze nie chcą podejmować nocnych i świątecznych dyżurów, ponieważ jest to dla nich obciążeniem finansowym i kadrowym. Dodatkowo większość pacjentów nie przychodzi wtedy wcale po leki ratujące życie, tylko najczęściej prezerwatywy. Mieszkańcy jednak są innego zdania (czytaj więcej: W Przeworsku też problem z aptekami w nocy). Uważają, że może w końcu przytrafić się taka noc, podczas której ktoś naprawdę będzie potrzebował pomocy. Kto wtedy odpowie za ewentualne problemy i powikłania zdrowotne? – pytają.
Koluszkowski Urząd Miejski wysłał w tej sprawie pismo do Wojewódzkiego Inspektoratu Farmaceutycznego. Jednak na razie bez odpowiedzi. Jeśli udowodni się prowadzącemu aptekę ogólnodostępną, że nie pełni w wyznaczonym terminie dyżurów nocą, w niedziele, święta i inne dni wolne od pracy, WIF może cofnąć zezwolenie na prowadzenie apteki.
Źródło: IK/Express Ilustrowany










