REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
wt. 18 marca 2025, 13:15

Wyborcza: „Apteki żerują na klientach”. Czy to prawda?

Na stronach wyborcza.pl ukazał się artykuł, który w negatywnym świetle stawia polskie apteki. Jego autor przytaczając historię anonimowego czytelnika stawia tezę, że „apteki robię wielką tajemnicą z podawaniem ceny”. Chodzi o to, że pracownicy aptek nie chcą podawać przez telefon cen konkretnych preparatów. Dlaczego tak się dzieje?

Numer telefonu pacjenta na recepcie? (fot. shutterstock.com)
Na łamach Wyborczej ukazał się kontrowersyjny artykuł sugerujący, że "apteki żerują na klientach" (Fot. Shutterstock)

O czasu do czasu w mediach ogólnodostępnych pojawiają się artykuły, które w negatywnym świetle stawiają apteki i farmaceutów. Na ogół osią takich publikacji są ceny leków oraz polityka dotycząca ich ustalania. Specyfika obrotu produktami leczniczymi bywa trudna do zrozumienia dla klientów, szczególnie w dobie rosnącej popularności zakupów internetowych i porównywarek cen.

REKLAMA

Wczoraj na stronach Wyborcza.pl ukazał się artykuł o chwytliwym tytule: „Apteki żerują na klientach”. Dlaczego nie można poznać ceny leku przez telefon? Jego trzon stanowi historia anonimowego czytelnika.

– Apteki żerują na tym, że leków nie kupuje się codziennie jak choćby produktów spożywczych i klienci zazwyczaj nie znają ich cen. Nie do pomyślenia jest, że w jednym dyskoncie mleko jest droższe o 100 proc. niż w innym. A w aptekach z lekami to możliwe. Na przykład maść przeciwzapalna w jednej kosztuje niecałe 20 zł, w innej – ponad 38 zł. Dokładnie ta sama, opakowanie tej samej wielkości – można przeczytać w artykule Wyborczej wypowiedź czytelnika, określonego jako „Michał”.

Mężczyzna miał kupić przepisaną przez lekarza maść, na rwę kulszową. Jako, że nie mógł ruszać się z domu, dzwonił do aptek na Ursynowie by zapytać o dostępność leku i jego cenę. Z jego relacji wynika, że „natrafił na mur”. W jednej z aptek usłyszał, że powinien się do niej pofatygować, bo farmaceutka „ma kolejkę”. W innej usłyszał coś co jeszcze bardziej go zaskoczyło.

– Usłyszałem, że leki mam zamawiać w internecie. Nie dała mi dojść do głosu z prostym pytaniem, czy zamówiony lek mogę odebrać u nich. Po czym prowadziła tyradę, że apteka leki kupuje na kredyt, że ona musi opłacić pensje, czynsz za lokal i czy ja jestem w stanie to zrozumieć. Czułem, że rozmawiam z przysłowiową handlarką na bazarze, a nie z farmaceutką – opisuje Michał.

REKLAMA
REKLAMA

Różne ceny w aptekach

Autor artykułu na Wyborcza.pl wskazuje, że zjawisko dużych różnic cen w aptekach nie jest niczym nowym. Portal pisał o tym już wielokrotnie. O komentarz do tej sprawy poproszono Prezesa Okręgowej Rady Aptekarskiej w Warszawie. Marian Witkowski wyjaśnił, że tylko leki refundowane mają takie same ceny w różnych aptekach.

– Wszystkie produkty, które nie podlegają regulacjom w zakresie refundacji przez płatnika publicznego, posiadają cenę umowną. Każdy podmiot prowadzi własną politykę cenowo-marżową. Stąd też cena tego samego produktu w aptekach może się różnić od siebie. Decyzja w tym zakresie należy do przedsiębiorcy prowadzącego aptekę – tłumaczył Witkowski.

Natomiast jeśli chodzi o podawanie cen przez telefon, to przepisy nie regulują tej sprawy w żadnej sposób. Przedsiębiorca ma obowiązek uwidocznienia ceny na produkcie, do którego kupujący ma dostęp na miejscu – w danej placówce handlowej. Zdaniem Mariana Witkowskiego apteki powinny jednak podawać cenę osobie dzwoniącej choćby ze względu na seniorów, którzy krążą między aptekami by poznać ceny. Prezes ORA w Warszawie rozumie jednak, dlaczego część aptek tego nie robi.

– Prezes Witkowski mówi również, że nieinformowanie o cenach przez telefon może być „elementem konkurencji”. Przedsiębiorcy nie mają pewności, że rzeczywiście pyta o to klient, a nie przedstawiciel konkurencji – czytamy na stronach wyborcza.pl.

Źródło: ŁW/Wyborcza.pl

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA