Gazeta Wyborcza opisuje okoliczności w jakich doszło do uchwalenia przez zielonogórskich radnych harmonogramu dyżurów aptek w tym mieście. Projekt uchwały w tej sprawie negatywnie zaopiniowała Lubuska OIA. To wywołało złośliwe komentarze niektórych radnych.
– Głosujemy „za”, nie ma nawet o czym mówić. Opinia izby jest negatywna, bo oni wydają ją na podstawie opinii właścicieli aptek. To, że parę aptek nie chce pełnić dyżurów, to nie powinno nas interesować. Od paru lat tylko aptekarze mogą prowadzić apteki, a skoro tak, to muszą też pełnić dyżury. Sam chętnie otworzyłbym aptekę i pracował w nocy, ale nie mogę, bo zmieniło się prawo – tak Wyborcza relacjonuje radnego Roberta Górskiego z prezydenckiego klubu Zielona Razem, na co dzień lekarza pogotowia.
Krytycznie pod adresem aptekarzy wypowiadał się też radny Andrzej Brachmański, który miał powiedzieć, że „w mieście jest coraz więcej aptek i obsługa mieszkańców też jest coraz gorsza” (czytaj również: Krotoszyn: dyżury aptek tylko na papierze, a mieszkańcy oburzeni).
– Zmiana rozpiski wynika z tego, że jedna z aptek została zlikwidowana. Rozłożyliśmy więc dyżury solidarnie pomiędzy pozostałe apteki. Niestety niektóre mają z tym problem – powiedział z kolei Krzysztof Kaliszuk, wiceprezydent Zielonej Góry.
O zasadność „uchwalania dyżurów młotkiem” pytał z kolei radny Sławomir Kotylak z PO. W odpowiedzi miał usłyszeć od Krzysztofa Kaliszuka, że „jeśli apteka zignoruje dyżur, to miasto może wystąpić do Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego o odebranie koncesji”.
Jedynie radny Paweł Zalewski zaproponował, by przyjęciem uchwały się wstrzymać i jeszcze raz spróbować porozumieć się z aptekarzami. Jego propozycja przeszła jednak bez odzewu.
Źródło: ŁW/Wyborcza










