REKLAMA
Magazyn mgr.farm

Jak to jest z tym dawkowaniem?

25 listopada 202114:45

Od niedawna w rozporządzeniu w sprawie recept mamy nową definicję dawkowania, która spowodowała interpretacyjny bałagan. Efekt jest taki, że pacjenci są zakładnikami systemu, a farmaceuci codziennie stają przed dylematem – „zgodne z definicją czy niezgodne?”. Definicja niby jest prosta, ale rzeczywistość i różnorodność programów gabinetowych są brutalne…

Resort zdrowia zajął stanowisko w sprawie zapisu dawkowania na recepcie. Co z niego wynika? (Fot. Shutterstock)
Czy dawkowanie jest prawidłowe? Czy jest zgodne z definicją w rozporządzeniu? Te pytania zadają sobie codziennie farmaceuci (fot. Shutterstock)

2. Ust. 2, pkt 2) – „Sposób dawkowania – rozumie się przez to informację o liczbie jednostek dawkowania i częstotliwości ich stosowania

Wprowadzenie do Rozporządzenia w sprawie recept powyższej definicji miało ułatwić życie osobom wystawiającym recepty, realizującym recepty oraz samym pacjentom. Na podstawie  wiedzy jak kreatywnie może być określone dawkowanie na recepcie od początku byłem sceptycznie nastawiony do propozycji wprowadzenia tej definicji. Byłem za to ogromnym zwolennikiem dania farmaceutom większej decyzyjności w doprecyzowaniu sposobu dawkowania np. na podstawie wywiadu z pacjentem czy lekarzem prowadzącym. Wierzyłem jednak w dobre intencje ustawodawcy. Ufałem, że w miarę upływu czasu recepty będą coraz lepiej dostosowane do nowych przepisów, a dawkowanie zacznie być w sposób jasny i czytelny na receptach określane. Do tego miała zacząć działać bardziej szczegółowa walidacja e-recept, co też pozwalało mieć nadzieję, że system przestanie przepuszczać nieprawidłowo wystawione recepty. W teorii wszystko wyglądało obiecująco. Z punktu widzenia aptecznego praktyka – można było mieć obawy.

REKLAMA

Od wejścia w życie zmian minęło kilka miesięcy, myślę więc, że możemy ocenić już czy coś się poprawiło i co daje nam definicja sposobu dawkowania oraz wszystkie powiązane z nią przepisy, mówiące jak zrealizować receptę mimo pewnych formalnych błędów dot. dawkowania. Chciałoby się tutaj zacytować klasyka „Koń jaki jest, każdy widzi”. Otóż wszyscy, mający na co dzień do czynienia z pracą w aptece widzimy, że nie jest dobrze. Nadal jest wiele do poprawy. Codziennie do aptek napływa mnóstwo pacjentów z receptami z dawkowaniem:

REKLAMA

1x;   „doraźnie”;   1 tabletka w razie bólu;   1 plaster;   1 ampułka;   3 j. itp.,   itd. …

Osoba niezorientowana w temacie zapyta: „Ale co jest nie tak z powyższymi sposobami określającymi dawkowanie?”. Odpowiedź jest prosta – nie łapią się w definicję, według której dawkowanie to „ilość i częstotliwość” i mimo, że my w aptekach wiemy jak ten lek będzie dawkowany, lekarz to wie i sam pacjent to wie, NFZ może realizację recept z tak wypisanym dawkowaniem podważyć, cofając aptece refundację.

Co do zasady, gdy dawkowanie jest nieokreślone lub błędne możemy wydać 2 najmniejsze opakowania – albo refundowane albo dostępne w obrocie – w zależności jaki to produkt. Proste! Wyjątkiem są środki psychotropowe i odurzające, tu są trochę odmienne zasady, określone w innym rozporządzeniu. Z kolei jeżeli chodzi o preparaty do użytku zewnętrznego na skórę to wystarczy częstotliwość, tylko… Nie dotyczy to wyrobów medycznych, chyba, że mamy na myśli paski do diagnostyki in vitro to wtedy – tak. Czy dotyczy to systemów transdermalnych? Chyba tak – w końcu stosuje się je miejscowo na skórę, ale na pewno nie tych z substancjami psychotropowymi czy odurzającymi – tu mamy oddzielne przepisy. Pamiętać musimy też, że skóra to nie błony śluzowe, więc preparaty do stosowania w jamie ustnej tu się nie łapią. W wybranych przypadkach gdy mamy tylko częstotliwość, możemy więc wydać całość przepisanego produktu, ale co jak pacjent się spóźni? Jak odejmować przy realizacji recepty po 30 dniach spóźnienia? Chyba nie możemy wydać wcale, bo jakby nie było dawkowanie jest jednak nieokreślone. Jak wyliczyć, czy wydanie leku zmieści się w 180 dniach kuracji? Nie wiemy – wydajemy całość, tak mówi MZ! I najważniejsze – w przypadku wyrobów medycznych do diagnostyki in vitro oraz produktów leczniczych do stosowania zewnętrznego na skórę, niby wystarczy tylko częstotliwość, ale jeżeli częstotliwości nie ma – zrealizować nie możemy bo tutaj akurat ten parametr jest obligatoryjny. Dlaczego tak jest? Tego nie wie nikt. Coś co miało być ułatwieniem z jednej strony wydaje się nim być, ale z drugiej strony stawia barierę nie do przejścia.

Warto tutaj też zaznaczyć, że mimo iż Ustawa Prawo Farmaceutyczne, ale i samo Rozporządzenie w sprawie recept rozdziela sposób dawkowania od sposobu stosowania w zależności jakiej gamy produktów dotyczy, MZ w rozporządzeniu definicji „sposobu stosowania” nie umieściło. Jeżeli chodzi więc o produkty lecznicze – mamy sposób dawkowania, jeżeli natomiast chodzi o wyroby medyczne czy środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego – mamy sposób stosowania. Czy zasadne jest więc wymaganie by preparaty, które się „stosuje” podlegały definicji „sposobu dawkowania? Literalnie? Oczywiście, że nie! A jaka była intencja MZ? Tego jeszcze nie udało się dowiedzieć.

REKLAMA

Mamy więc definicję dawkowania, jest interpretacyjny bałagan – pacjenci są zakładnikami systemu, a farmaceuci codziennie stają przed dylematem – „zgodne z definicją czy niezgodne?”. Definicja niby jest prosta, ale rzeczywistość i różnorodność programów gabinetowych są brutalne. Organy kontroli mają jasne wytyczne – dawkowanie to „ilość + częstotliwość”. Jak coś nie spełnia definicji – można karać. Tylko kogo? Lekarza, który źle receptę wystawił? Czy farmaceutę, który źle wystawioną receptę zrealizował? Dla osób niepracujących w branży odpowiedź zawsze jest zaskakująca – ukarany zostanie farmaceuta, mimo, że błędnie wystawiona recepta to nie jest jego wina, a brak jej realizacji może pozbawić pacjenta ciągłości czy nawet możliwości rozpoczęcia terapii.

W karaniu aptek za błędy formalne na receptach absurdalne jest to, że nieważne, że pacjentowi refundacja ostatecznie się należy oraz pacjent dawno lek otrzymał i zużył – apteka ma zwrócić nienależnie pobraną refundację. Żeby to był jeszcze tylko jej zarobek… Oddana ma być cała refundacja – czyli to apteka w tej sytuacji opłaca pacjentowi terapię. Dla przykładu: Pewien lek kosztuje 2300 zł, pacjent płaci za niego 3,20 zł – NFZ refunduje więc 2296,80 zł, apteka zarabia na tym leku ok. 60 zł. Pacjent jest chory, mocno chory- ten lek ratuje Jego życie. NFZ po roku od realizacji przychodzi na kontrolę i stwierdza, że dawkowanie nie łapie się w definicję i niepoprawnie wydano 3 fiolki, zamiast 2. Apteka nie zwraca zarobku (niecałe 60 zł) ale całość refundacji + odsetki (ok. 2300 zł) + kara umowna (w zależności od wartości refundacji z poprzednich okresów). Sprawiedliwy układ?

No dobrze – definicja dawkowania niby daje podstawę organom kontroli do sprawdzenia czy sposób dawkowania jest prawidłowo zapisany. Skoro jednak do tej pory definicji sposobu dawkowania nie było to na jakiej podstawie NFZ karał/karze apteki za realizację recept wystawionych przed 1. lipca w związku z błędnym dawkowaniem umieszczonym na recepcie? Gdzie dokładnie była granica między dawkowaniem prawidłowym, a nieprawidłowym? Skąd NFZ to wiedział? Domyślał się? Czy na podstawie domysłów można karać przedsiębiorcę? Przecież dopiero od 1. lipca wiemy oficjalnie czym jest „sposób dawkowania”, przy czym w przypadku „sposobu stosowania” możemy się tylko domyślać, że jest on tożsamy ze „sposobem dawkowania”…

Trochę ponad rok temu nasza Naczelna Izba Aptekarska pochwaliła się „Strategią na rzecz rozwoju aptek”. Jakkolwiek niektóre postulaty były kontrowersyjne, tak przynajmniej jeden z nich był bardzo przez farmaceutów aptecznych pożądany. Chodzi o punkt 4) – Wdrożenie rozwiązań prawnych, organizacyjnych oraz informatycznych, które pozwolą farmaceutom oraz aptekom ogólnodostępnym na bezpieczne realizowanie elektronicznych recept, w przypadkach, gdy pomimo wadliwości formalnych recept wydane leki lub wyroby medyczne trafiają do osób uprawnionych.

Jak realizowany jest ten punkt Strategii, którego rozwiązanie miało powstać na początku 2021 roku? Czy dzięki wprowadzeniu definicji sposobu dawkowania, realizując recepty, czujecie się bezpieczniej? Czy zauważyliście by poprawiła się jakość wystawianych e-recept? Czy nowe rozporządzenie wprowadziło więcej zrozumienia wobec przepisów? A może NFZ przestał Was karać za realizację recept na leki, które były pacjentowi potrzebne? Mówiąc delikatnie – osobiście nie zauważyłem zmian na lepsze… A jak jest u Was? Jest lepiej? Łatwiej? Bezpieczniej?

REKLAMA
REKLAMA

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

3 komentarze Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Niby wszystko jasne i oczywiste. Tylko ile ja już błędów widziałem. Najmniejszy problem kiedy lek jest i tak płatny 100%. Jednak wszystko rozbija się o refundację i to jak to będzie wyglądało w trakcie kontroli. W dobie wysyłania wszystkiego elektronicznie. To tylko program do analizy i wszystko czarno na białym mają.
Zlikwidować zapis mówiący, że dawkowanie w jakikolwiek sposób wpływa na ilość opakowań wydanych z refundacją. Powinno być tak, że aptekarz wydaje tyle leku ile zapisał lekarz i to lekarz powinien odpowiadać za to jeśli zapisał leku za dużo. Wiadomo jednak, że w ten cały chaos interpretacyjny ma jakiś cel.
,,Żeby to był jeszcze tylko jej zarobek… Oddana ma być cała refundacja – czyli to apteka w tej sytuacji opłaca pacjentowi terapię.'' Biorąc pod uwagę śmiesznie małe marże apteczne to kontrolerowi szkoda by było tracić czas gdyby chodziło tylko o zwrot zarobku.