Historię „Apteki 36,6” w Warszawie opisuje Gazeta Wyborcza. Jak wynika z publikacji na ten temat, 9 września apteka decyzją Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego została nieoczekiwanie dezaktywowana.
– Dziewiątego września nasz magister poprosił mnie do komputera: „Jakaś dziwna ikonka mi się wyświetla w systemie, że apteka nieaktywna” – opowiada Aleksandra Stojanović, współwłaścicielka i kierowniczka Apteki 36,6.
Czytaj również: Jak kierownik apteki ma weryfikować podmiot leczniczy wystawiający zapotrzebowanie?
Farmaceuta nie mógł zrealizować recepty pacjenta. W ten sposób apteka dowiedziała się o jej unieruchomieniu. Dziennikarze zapytali GIF o przyczyny tej sytuacji. Damian Kuraś – rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego – poinformował, że to efekt cofnięcia aptece zezwolenia.
– …podstawą do cofnięcia zezwolenia była utrata rękojmi na skutek partycypacji w tzw. odwróconym łańcuchu dystrybucji, która to działalność narażała pacjentów na braki w aptekach leków zagrożonych dostępnością i leków ratujących życie. Jest to okoliczność naganna, przecząca podstawowemu celowi funkcjonowania apteki, jakim jest zaopatrywanie pacjentów w leki – czytamy w Wyborczej.
Dlaczego apteka została zamknięta?
Inaczej sprawę widzą jednak właściciele apteki. Ich pełnomocnik na łamach Wyborczej wyjaśnia, że sprawa dotyczy przede wszystkim roku 2017: sprzedaży leków podmiotom nieuprawnionym.
– Chodzi o lekarzy, którzy mieli wprawdzie zarejestrowaną działalność gospodarczą, ale – przynajmniej na dzień sprzedaży leków – nie figurowali w rejestrze praktyk lekarskich. Chodzi też o podmiot, który był jednocześnie właścicielem przychodni i hurtowni farmaceutycznej – taka działalność wówczas nie była zakazana. Zakaz sprzedaży leków takim podmiotom – aby zapobiegać wywozowi leków za granicę – został wprowadzony dopiero dwa lata później, w sierpniu 2019 r. – wyjaśnia adwokat Piotr Pirecki.
Podkreśla też, że kwestionowane przez organy Inspekcji Farmaceutycznej transakcje stanowiły w tamtym okresie jedynie kilka procent rocznego obrotu apteki. Sprawa obecnie czeka na rozstrzygnięcie w NSA. Apteka zaskarżyła decyzję GIF o cofnięciu zezwolenia.
Rada Aptekarska przeciwna cofnięciu zezwolenia
Co istotne decyzję o cofnięciu aptece zezwolenia negatywnie zaopiniowała też Okręgowa Rada Aptekarska w Warszawie. Jej Prezes – Marian Witkowski – wyjaśnia, że inspekcja farmaceutyczne kontrolując apteki, wymagała od nich działań nieprzewidzianych przepisami. Chodzi o weryfikowanie za każdym razem czy przychodnia zamawiająca leki posiada specjalizację do ich stosowania i czy obsługuje liczbę pacjentów odpowiadającą zamawianym lekom.
– To są żądania wykraczające dalece poza kompetencje i możliwości farmaceutów i aptek: sprzedaż podmiotowi leczniczemu odbywa się na podstawie papierowego dokumentu zapotrzebowania i obowiązki farmaceuty w tym zakresie są uregulowane w przepisach. Farmaceuta nie posiada uprawnień do prowadzenia śledztwa. Inspektoratowi, mówiąc kolokwialnie, łatwiej „przyciskać” aptekę, aniżeli skontrolować podmiot leczniczy czy lekarzy, bo to apteki podlegają inspekcji w pełnym zakresie. Kontrole wykraczające poza to, co regulują przepisy, powodują, że apteki boją się realizować zapotrzebowania – i mówię tu o farmaceutach uczciwych, nieszukających sposobu, by dorobić się na przestępstwie – komentuje Witkowski.
Postępowanie wobec Apteki 36,6 zawierało również tego typu żądania i zarzuty. Dlatego Prezydium Okręgowej Izby Aptekarskiej negatywnie oceniło decyzję o jej zamknięciu.
Fundacja i „Mirne Domy”
Aktualnie apteka jest unieruchomiona, ale jej współwłaściciel – Piotr Skopiec – jest w niej obecny codziennie. Pacjentów nie obsługuje, ale zbiera podpisy pod petycją o ponowne otwarcie placówki.
– Nie wyobrażam sobie, że mam to miejsce po prostu zamknąć. Co z ludźmi, którzy przychodzą powiedzieć, że na nas czekają? Co z tymi wszystkimi lekami? Według prawa nie możemy ich nikomu odsprzedać ani zwrócić do hurtowni. Zutylizować? Dlaczego? W imię czego? – mówi Skopiec w rozmowie z Wyborczą.
Mężczyzna oprócz działalności aptecznej, prowadzi też Fundację Humanosh im. Sławy i Izka Wołosiańskich. Założył ją w 2020 roku wspólnie z żoną. W ramach tej działalności prowadzi w Polsce dwadzieścia trzy „Mirne Domy” – osiemnaście w Łodzi, cztery w Warszawie i jeden we wsi Zdynia, blisko granicy ze Słowacją. Są to miejsca, które pomagają ludziom zmuszonym do uciechy z własnego kraju. Z takiej pomocy korzystają głównie uchodźcy z Ukrainy czy Białorusi. W Mirnym Domu mogą mieszkać przez kilka miesięcy bez obaw o sprawy materialne. Fundacja zapewnia im dach nad głową, jedzenie, środki czystości oraz opiekę medyczną.
- Czytaj również: Za co w aptece odpowiada właściciel, a za co jej kierownik?
Fundacja działa dzięki zbiórkom i prywatnym pieniądzom założycieli. Te z kolei pochodzą z działalności aptecznej, która obecnie została wstrzymana,.
– Zamknięcie apteki to nie tylko osobista strata moja i mojej wspólniczki. To dramat wielu osób, bo przestaje nas być stać na utrzymanie Mirnego Domu i całego tego systemu pomocowego, który jako rodzina i fundacja prowadzimy. Na „naszych” uchodźców nikt w Polsce nie czeka. Gdzie ci konkretni ludzie mieliby pójść? Druga grupa poszkodowanych to stali klienci naszej apteki – mówi Piotr Skopiec.
Źródło: ŁW/Wyborcza










