Choć teoretycznie w Polsce już ponad 200 aptek wykonuje bezpłatne testy antygenowe na obecność SARS-CoV-2, w praktyce jest ich znacznie mniej. Wiele placówek, które zgłosiły się do programu, jeszcze testowania nie rozpoczęły już się z niego wycofały. Taka sytuacja ma miejsce m.in. w województwie opolskim.
– Zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Długo się nad tym zastanawialiśmy, w pierwszym momencie się zdecydowaliśmy, ale ostatecznie się wycofaliśmy ze względu na wymagania, które są stawiane aptekom. Doszliśmy do wniosku, że nie damy rady dostosować się do tego. Bezpieczeństwo naszych klientów i pracowników jest najważniejsze – mówi Wyborczej Tomasz Banasiak, kierownik apteki Gemini w Kluczborku.
Nie testują, a są w wykazie…
Jak twierdzą dziennikarze na stronie ministerstwa widnieje kilka aptek, które rzekomo mają wykonywać bezpłatne, szybkie testy antygenowe, ale tego nie robią (czytaj więcej: Testy na COVID-19 w aptekach: sukces czy fiasko?).
– Skorzystaliśmy ze wszystkich możliwych opcji, aby nasza apteka nie znajdowała się na stronie ministerstwa jako placówka wykonująca testy, jednak ciągle figurujemy na tej stronie. Przez to mamy dziennie kilkanaście telefonów z zapytaniem, czy wykonujemy bezpłatne testy i to utrudnia nam sprawną obsługę klientów. Pisaliśmy do Narodowego Funduszu Zdrowia i innych placówek z prośbą o skorygowanie tego błędu, ale niestety bezskutecznie. Jest to dla nas bardzo problematyczne – mówi Adam, farmaceuta z apteki Dbam o Zdrowie w Kluczborku.
Ja wyjaśnia, apteka zgłosiła się do programu, ale szybko z niego zrezygnowała. W ocenie farmaceuty program jest bardzo chaotyczny, brakowało przeszkolenia, odpowiednich strojów czy organizacji pracy. Sam pomysł testowania jego zdaniem jest dobry, ale zabrakło jego uporządkowania (czytaj również: Testy na COVID-19 farmaceuci będą mogli wykonywać w namiotach przed aptekami).
Z kolei Przemysław Pielecki, magister farmacji z apteki w Leśnicy, chciał przeprowadzać testy juz pierwszego dnia 27 stycznia, ale Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych nie dostarczyła testów na czas. Teraz jednak już są.
– Na testy nie prowadzimy zapisów, można przyjść z marszu. Widzimy, że zdecydowanie częściej wyniki testów są negatywne. Przychodzą ludzie w każdej grupie wiekowej, nastolatki, dorośli i osoby w podeszłym wieku – informuje Pielecki.
Ryzyko biznesowe i epidemiczne?
Jak wskazuje Wyborcza.pl, część aptek obawia się, że zapraszanie do siebie na testy osób, które mogą być chore, spłoszy tych zdrowych, w tym i takich, którzy przychodzą po szczepienie.
– Uważam, że w aptekach, które są często małymi pomieszczeniami, w których zdrowi ludzie, mając przebywać blisko z osobami prawdopodobnie zakażonymi wirusem, nie jest bezpiecznym posunięciem – mówi farmaceuta z apteki w Głubczycach.
Nie wszystkie apteki mają też warunki do wykonywania takich testów (czytaj również: Testy w aptekach i agresja pacjentów: „Złośliwe nakaszlał na personel”).
– Nasi dwaj stali klienci w podeszłym wieku powiedzieli nam wprost, że jeśli będą wykonywane u nas takie testy, to będą chodzić do innej apteki, bo to dla nich to duże ryzyko zakażenia się i nie chcą się narażać – opowiada technik farmaceutyczny z apteki w Opolu.
Źródło: ŁW/Wyborcza.pl










