REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pon. 14 lutego 2022, 11:16

Apteki w opolskim wycofują się z testowania na SARS-CoV-2

W całej Polsce około 200 aptek wykonuje bezpłatne testy antygenowe na obecność SARS-CoV-2. Coraz częściej jednak słychać o placówkach, które z programu wycofują się równie szybko, jak się zgłosiły. Jako powód wskazują chaos organizacyjny i ryzyko.

Wyniki testów wykonywanych samodzielnie przez pacjentów nie są raportowane do Ministerstwa Zdrowia (fot. Shutterstock)
Część aptek obawia się, że zapraszanie do siebie na testy osób, które mogą być chore, spłoszy tych zdrowych (fot. Shutterstock)

Choć teoretycznie w Polsce już ponad 200 aptek wykonuje bezpłatne testy antygenowe na obecność SARS-CoV-2, w praktyce jest ich znacznie mniej. Wiele placówek, które zgłosiły się do programu, jeszcze testowania nie rozpoczęły już się z niego wycofały. Taka sytuacja ma miejsce m.in. w województwie opolskim.

REKLAMA

– Zrezygnowaliśmy z tego pomysłu. Długo się nad tym zastanawialiśmy, w pierwszym momencie się zdecydowaliśmy, ale ostatecznie się wycofaliśmy ze względu na wymagania, które są stawiane aptekom. Doszliśmy do wniosku, że nie damy rady dostosować się do tego. Bezpieczeństwo naszych klientów i pracowników jest najważniejsze – mówi Wyborczej Tomasz Banasiak, kierownik apteki Gemini w Kluczborku.

Nie testują, a są w wykazie…

Jak twierdzą dziennikarze na stronie ministerstwa widnieje kilka aptek, które rzekomo mają wykonywać bezpłatne, szybkie testy antygenowe, ale tego nie robią (czytaj więcej: Testy na COVID-19 w aptekach: sukces czy fiasko?).

– Skorzystaliśmy ze wszystkich możliwych opcji, aby nasza apteka nie znajdowała się na stronie ministerstwa jako placówka wykonująca testy, jednak ciągle figurujemy na tej stronie. Przez to mamy dziennie kilkanaście telefonów z zapytaniem, czy wykonujemy bezpłatne testy i to utrudnia nam sprawną obsługę klientów. Pisaliśmy do Narodowego Funduszu Zdrowia i innych placówek z prośbą o skorygowanie tego błędu, ale niestety bezskutecznie. Jest to dla nas bardzo problematyczne – mówi Adam, farmaceuta z apteki Dbam o Zdrowie w Kluczborku.

Ja wyjaśnia, apteka zgłosiła się do programu, ale szybko z niego zrezygnowała. W ocenie farmaceuty program jest bardzo chaotyczny, brakowało przeszkolenia, odpowiednich strojów czy organizacji pracy. Sam pomysł testowania jego zdaniem jest dobry, ale zabrakło jego uporządkowania (czytaj również: Testy na COVID-19 farmaceuci będą mogli wykonywać w namiotach przed aptekami).

Z kolei Przemysław Pielecki, magister farmacji z apteki w Leśnicy, chciał przeprowadzać testy juz pierwszego dnia 27 stycznia, ale Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych nie dostarczyła testów na czas. Teraz jednak już są.

REKLAMA
REKLAMA

– Na testy nie prowadzimy zapisów, można przyjść z marszu. Widzimy, że zdecydowanie częściej wyniki testów są negatywne. Przychodzą ludzie w każdej grupie wiekowej, nastolatki, dorośli i osoby w podeszłym wieku – informuje Pielecki.

Ryzyko biznesowe i epidemiczne?

Jak wskazuje Wyborcza.pl, część aptek obawia się, że zapraszanie do siebie na testy osób, które mogą być chore, spłoszy tych zdrowych, w tym i takich, którzy przychodzą po szczepienie.

– Uważam, że w aptekach, które są często małymi pomieszczeniami, w których zdrowi ludzie, mając przebywać blisko z osobami prawdopodobnie zakażonymi wirusem, nie jest bezpiecznym posunięciem – mówi farmaceuta z apteki w Głubczycach.

Nie wszystkie apteki mają też warunki do wykonywania takich testów (czytaj również: Testy w aptekach i agresja pacjentów: „Złośliwe nakaszlał na personel”).

– Nasi dwaj stali klienci w podeszłym wieku powiedzieli nam wprost, że jeśli będą wykonywane u nas takie testy, to będą chodzić do innej apteki, bo to dla nich to duże ryzyko zakażenia się i nie chcą się narażać – opowiada technik farmaceutyczny z apteki w Opolu.

Źródło: ŁW/Wyborcza.pl

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA