REKLAMA
wt. 30 czerwca 2020, 09:33

Co mieli „za żarcie” promować pracownicy sieci aptek?

Aplikacja wprowadzona na rynek przez sieć aptek Gemini wywołała falę kontrowersji i krytyki. Po publikacji artykułu na jej temat w Gazecie Prawnej, Ministerstwo Zdrowia skierowało w tej sprawie zawiadomienie do Komendy Głównej Policji. Aplikacji ma też przyjrzeć się Urząd Ochrony Danych Osobowych. Oburzenie w środowisku farmaceutycznym wywołał również sposób, w jaki sieć aptek zachęcała swoich pracowników do promowania aplikacji wśród pacjentów…

Konkurs zorganizowany dla pracowników aptek Gemini wzbudził kontrowersje w środowisku (fot. Twitter)
Konkurs zorganizowany dla pracowników aptek Gemini wzbudził kontrowersje w środowisku (fot. Twitter)

„Informujemy, że przed Sądem Okręgowym w Warszawie toczy się przeciwko Naczelnej Izbie Aptekarskiej postępowanie, którego przedmiotem jest żądanie ochrony dóbr osobistych spółki Gemini Apps sp. z o. o. z siedzibą w Gdańsku oraz żądanie zaniechania czynów nieuczciwej konkurencji. Na wstępnym etapie postępowania Sąd uwzględnił złożony przez Spółkę wniosek o udzielenie zabezpieczenia roszczeń przeciwko Naczelnej Izbie Aptekarskiej. W efekcie Sąd nakazał Naczelnej Izbie Aptekarskiej powstrzymanie się od rozpowszechniania informacji dotyczących aplikacji Spółki „Recepta Gemini” i zarzucających Spółce, że aplikacja w sposób nieuprawniony pobiera dane z Systemu E-zdrowie (P1) oraz gromadzi dane o stanie zdrowia pacjentów i profiluje te dane w sposób niezgodny z prawem”


Gromy posypały się na aplikację przygotowaną przez sieć aptek Gemini, która miała służyć pacjentom do wyszukiwania leków w jej placówkach. A wszystko przez kontrowersje i wątpliwości, jakie wśród ekspertów wzbudził sposób pozyskiwania i przetwarzania danych z e-recept pacjentów. Sieć aptek w specjalnym oświadczeniu starała się rozwiać wszelkie wątpliwości przekonując, że funkcjonuje ona zgodnie z prawem, a jej użytkownicy przekazują swoje dane dobrowolnie. To jednak nie uspokoiło ekspertów (czytaj również: Gemini odpowiada na zarzuty ekspertów i NIA dotyczące aplikacji…).

Niespełna tydzień po publikacji na ten temat, która ukazała się w Gazecie Prawnej, Ministerstwo Zdrowia zawiadomiło o sprawie odpowiednie służby. Kwestią aplikacji ma zająć się teraz biuro do walki z cyberprzestępczością Komendy Głównej Policji. Resort zdrowia obawia się, że sieć aptek Gemini nielegalnie pozyskuje dane z platformy P1 i wykorzystuje je do profilowania klientów. Wcześniej Naczelna Izba Aptekarska o skontrolowanie aplikacji zawnioskowała do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Funkcjonowanie aplikacji na ten moment zawieszono (czytaj więcej: Gemini wyłącza swoją aplikację. Sprawę zbada prokuratura i policja…).

Voucher do restauracji za promocję aplikacji

Oliwy do ognia trawiącego inicjatywę Gemini, dolał w piątkowy wieczór (26 czerwca) dziennikarz Gazety Prawnej – Patryk Słowik. Na Twitterze opublikował zdjęcie maila, który otrzymali pracownicy aptek tej sieci. Michał Skibicki – jeden z twórców aplikacji – informował w nim o konkursie dla aptek. Miał on trwać już od 16 czerwca – zanim wokół aplikacji pojawiły się kontrowersje i szum medialny. Jego celem było osiągnięcie jak największej liczby zrealizowanych rezerwacji w aptece pochodzących z aplikacji. Nagrodą miał być voucher do wybranej przez aptekę restauracji o wartości 3000 zł. Otrzymać go miało 5 aptek z najlepszymi wynikami w konkursie.



Zdjęcie maila błyskawicznie wywołało reakcje oburzenia wśród farmaceutów obecnych na Twitterze. Szczególnie aktywni stali się członkowie samorządu aptekarskiego:

– Aplikacja i konkurs, który zachęca Farmaceutów do walki o pacjentów ZA ŻARCIE. Gratulujemy pomysłu. Jak na dłoni pokazuje szacunek dla naszych Koleżanek i Kolegów – napisał Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej i prezes ORA w Opolu.

– Czy tak wygląda słynne sieciowe „ogarnianie przygłupów”? Czy sieć serio traktuje pracowników jak ćwierćinteligentów? Matko boska – dodał Marcin Piątek, członek Pomorsko-Kujawskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej.

Krytycznie treść maila oraz jego formę ocenił też ujawniający go Patryk Słowik. W jego opinii „przegraną sprawą to jest robienie konkursów na to, kto dostarczy więcej wrażliwych danych osobowych. A sposób komunikacji z farmaceutami to już szkoda gadać”.



Autor konkursu komentuje dla MGR.FARM

O kwestię konkursu i kontrowersji, jakie wzbudził wśród farmaceutów na Twitterze, postanowiliśmy zapytać jego twórcę – Michała Skibickiego, farmaceutę pełniącego w sieci Gemini funkcję kierownika projektów aptek stacjonarnych. Prośbę o komentarz wysłaliśmy do niego w piątek wieczorem. Błyskawicznie zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań i wyjaśnić całą sprawę. Jego zdaniem w konkursie nie ma nic złego (czytaj również: Naczelna Izba Aptekarska oburzona planami sieci Gemini…).

– Chcemy pokazać Pacjentom, że teraz mogą skorzystać z nowoczesnego rozwiązania, które umożliwi im sprawniejszą komunikację z apteką. Dzięki temu szybciej spełnią swoje potrzeby zdrowotne oraz uzyskają lepszy kontakt z farmaceutą. Sam konkurs, który wywołał takie oburzenie, głównie wśród osób związanych z naszym samorządem, jest normalnym środkiem umożliwiającym propagowanie aplikacji. Nie widzę w nim niczego złego, a cała narracja jaka została zbudowana w mediach społecznościowych opiera się na wyśmiewaniu na forum publicznym własnego środowiska. Strasznie to dla mnie przykre i niezrozumiałe – twierdzi Skibicki.Jego zdaniem taki konkurs, wspólne wyjście do restauracji czy podobne działania są dobrą formą integracji zespołu apteki. Przekonuje, że sieć nie organizuje konkursów związanych ze sprzedażą czy też tak zwanym „nagabywaniem” pacjentów.

– Organizowane konkursy nie są w konflikcie z dobrem pacjenta oraz etyką zawodową farmaceutów. Dotyczą najczęściej wydarzeń wyjątkowych powiązanych z firmą – jak chociażby 30-lecie, które przypada w tym roku – i polegają na przygotowaniu jakiejś ciekawej propozycji, w której pracownicy mogą zaprezentować swoje talenty. Buduje to fajne relacje! – przekonuje farmaceuta.

Kontrowersyjne konkursy dla pracowników aptek

Konkursy odsprzedażowe w aptekach to tajemnica poliszynela. Ich funkcjonowanie budzi duże kontrowersje i wątpliwości etyczne. Wiążą się one bowiem często z pozamerytorycznym wpływaniem na rekomendacje udzielane pacjentom przez pracowników aptek. Są też jedną z metod mobilizacji personelu do osiągnięcia wskazanego celu.

– Cel najczęściej związany jest z nową aktywnością, która wymaga rozpropagowanie lub z zwiększeniem zaangażowania personelu. Konkursy odsprzedażowe, w których nagrodą jest najczęściej dodatkowa gratyfikacja finansowa, przeważnie rozliczane są indywidualnie, na pracownika, a związane są z osiągnięciem największej sprzedaży promowanego produktu lub preparatów. Znacznie rzadziej organizowane są konkursy, w których nagroda liczona jest per apteka. Celem w tym przypadku jest osiągnięcie zakładanego parametru ekonomicznego lub procentowego udziału w korzystaniu z nowego narzędzia bądź rozwiązania – wyjaśnia kierownik apteki sieciowej, który poprosił nas o zachowanie anonimowości.

Publiczne krytykowanie tego typu „stymulantów sprzedaży” oznaczałoby dla niego konsekwencje zawodowe – łącznie z wypowiedzeniem umowy o pracę. Nieoficjalnie przyznaje, że zaangażowanie pracowników w takie konkursy jest zależne od tego czy cel jest realny do wykonania.

– Z racji, iż oczekiwany target zazwyczaj jest dość ambitny, a czasami nawet nierealny, większość personelu w niewielkim stopniu angażuje się w taką aktywność. Oczywiście istnieją również osoby, dla których taki konkurs jest bardzo motywujący, a nawet staje się priorytetem – dodaje farmaceuta.

Udział nieobowiązkowy, ale…

Innego zdania na ten temat jest jednak Michał Skibicki. Przekonuje, że zaproponowany przez niego konkurs nie stoi w sprzeczności z etyką zawodową.

– Sam jestem farmaceutą i staram się utrzymywać dobry kontakt z moimi koleżankami i kolegami z różnych aptek. Otrzymuję bardzo dużo pozytywnych informacji zwrotnych, w których często przewijają się argumenty, że takie rozwiązania – jak na przykład aplikacja – są potrzebne i stanowią wartość dla pacjenta oraz pracowników apteki. Konkurs jest całkowicie dobrowolny i skierowany do całego zespołu apteki. Jeżeli ktoś nie zgadza się z jego formułą, nie ma obowiązku uczestnictwa komentuje Skibicki.

Argument o tym, że pracownicy aptek nie mają obowiązku uczestnictwa w konkursie pojawił się też w dyskusjach prowadzonych przez farmaceutów na Twitterze.



– Jakie to cyniczne. Machamy $$ przed nosem i mówimy z uśmiechem, że to dobrowolna propozycja. My Cię nie zmuszamy – ale wiesz kolacja za 3K piechotą nie chodzi. To jest codzienna praca nad deprecjacją wizerunku i etosu farmaceuty i ciągłe przesuwanie granic. W złą stronę – skomentował tę kwestię Michał Byliniak, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej i prezes ORA w Warszawie.

Podobnego zdania jest Mikołaj Front, właściciel apteki indywidualnej z południa Polski. Według niego tego typu konkursy szkodzą środowisku aptekarskiemu.

– Powodują one, że skupiamy się na „słupkach” a nie o to chodzi. Przerzucając „akcję promocyjną” na farmaceutów firma niejako wykorzystuje zaufanie, którym (jeszcze) darzą nas pacjenci w zamian za… wyjście do restauracji. Najlepiej dzieląc się nagrodą z twórcami aplikacji. Uważam, że usługi to kierunek, w którym podążać powinna polska farmacja, aby dać nam w końcu możliwość rozwoju. Jednak możliwość dodatkowego zarobku nie powinna się wiązać z wyrabianiem targetów, jakiekolwiek by one nie były – komentuje Front.

Co dalej z aplikacją?

Odpowiedzi od Michała Skibickiego na nasze pytania otrzymaliśmy w sobotę wieczorem. Było to na kilka dni przed kolejną publikacją Gazety Prawnej, informującą o wszczęciu szeregu postępowań w sprawie aplikacji przez różne organy (czytaj więcej: Gemini wyłącza swoją aplikację. Sprawę zbada prokuratura i policja…). Jedno pytań z zadanych przez nas pracownikowi Gemini dotyczyło kontrowersji, jakie pojawiły się wokół aplikacji receptagemini.pl w ubiegłym tygodniu.

– Wykorzystujemy nowoczesne technologie, aby tworzyć jak najlepszą aplikację dla użytkowników, którzy w dobie cyfryzacji mogą, a nawet powinni, dostać zdecydowanie więcej niż oferuje im nasza branża – pozostająca w ciągłej stagnacji technologicznej. Dobro pacjenta stawiamy na pierwszym miejscu. Dlatego właśnie proponujemy rozwiązanie, które jest wygodne i całkowicie bezpieczne. Nasze działania wpisują się w ministerialną agendę cyfrowego rozwoju. Wiemy jak ważna jest ochrona danych i dlatego przykładamy do tego ogromną wagę – szukamy najlepszych partnerów, posiadających odpowiednie certyfikaty oraz doświadczenie w temacie ochrony danych – przekonywał Michał Skibicki.

Farmaceuta zapewniał też, że wystosowane przez Gemini Apps oświadczenie rozwiało wszelkie wątpliwości dotyczące przetwarzania danych użytkowników. Rozwiązania chmurowe są najwyższej jakości, a dane osobowe nie są przekazywane do innych firm jak Amazon czy Microsoft.

– Również zarzut pobierania ogromnej ilości informacji z recepty jest absurdalny. Wiemy jakiego rodzaju dokumentem jest recepta i jak ważne dane zawiera. Dlatego żadne informacje, ponad te niezbędne do świadczenia usługi (rezerwacji leków), nie są przekazywane do aplikacji. Samo profilowanie, które wywołało takie oburzenie, jest dobrowolne (użytkownik musi tutaj świadomie zaznaczyć okienko wyrażenia zgody) i ma służyć jedynie dobru użytkownika aplikacji. Szkoda, że adwersarze aplikacji, zanim wyciągnęli ciężkie działa w postaci oskarżeń, nie zasięgnęli rzetelnych informacji na temat jej działania. Nowoczesne technologie są po to, aby z nich korzystać, dlatego dzisiejsza apteka musi być inna niż w XX wieku. Jestem przekonany, że wielu farmaceutów jest gotowych na zmiany – napisał Michał Skibicki.

Na początku tygodnia funkcjonowanie aplikacji wstrzymano i obecnie nie można z niej korzystać. W związku z tym konkurs dla pracowników aptek, prawdopodobnie również stał się nieaktualny…

©MGR.FARM

Artykuł sponsorowany

Brodawka to problem skórny pojawiający się w każdym wieku [Case study]

9 lipca 202408:54

Brodawka wirusowa, inaczej nazywana kurzajką jest wywoływana zakażeniem wirusem brodawczaka ludzkiego (ang. Human Papilloma Virus, HPV). Do zakażenia może dojść przez uszkodzoną skórę, a nawet niewielkie skaleczenie.

Brodawka to problem skórny pojawiający się w każdym wieku (fot. shutterstock.com)

Brodawka u 13-letniej dziewczyny na stopie

Do apteki przychodzi mama ze swoją 13-letnią córką, u której na stopie pojawiła się brodawka. Kobieta jest wyraźnie zmartwiona, ponieważ pierwszy raz u dziewczynki wystąpiła taka zmiana. Ponadto nie jest pewna, czy to na pewno jest brodawka. Jednocześnie przekazała farmaceutce informację, że sugerując się reklamami telewizyjnymi, udała się do pobliskiej drogerii. Jednak ilość różnych preparatów na kurzajki przytłoczyła ją i nie wiedziała, który wybrać. Pani ekspedientka również nie była w stanie pomóc kobiecie w wyborze. Zatem mama przyszła z córką do apteki po poradę i pomoc w wyborze odpowiedniego preparatu na kurzajki.

METRYCZKA PACJENTA
PŁEĆ dziewczynka
WIEK 13 lat
PROBLEM kurzajka na stopie
INNE DOLEGLIWOŚCI brak
DODATKOWE INFORMACJE dziewczynka często chodzi na basen

Mama młodej pacjentki oczekiwała kompleksowej porady, zatem wraz z córką zostały przez farmaceutkę zaproszone do gabinetu opieki farmaceutycznej.

W gabinecie dziewczynka pokazała zmianę w celu weryfikacji, czy rzeczywiście mowa o kurzajce. Obraz zmiany okazał się typowy dla kurzajki – charakterystyczny kalafiorowaty guzek w kolorze skóry z widocznymi czarnymi punkcikami [3,4]. Mama zaznaczyła, że początkowo kurzajka była płaska, stąd przypuszczenia, że to odcisk, jednak z czasem jej wygląd uległ zmianie i wzbudził w niej niepokój. Ponadto dziewczynka nie skarży się na ból, a jedynie dyskomfort podczas chodzenia i poczucie wstydu, kiedy idzie na basen.

Rekomendacja

Pacjentce zarekomendowano lek Brodacid, który zawiera połączenie kwasu salicylowego i mlekowego. Jest to jedyny na polskim rynku lek bez recepty wskazany w leczeniu kurzajek. Z uwagi na wysoki profil bezpieczeństwa można go stosować u dzieci powyżej 12. r.ż., a pod kontrolą lekarza nawet u dzieci od 2. r.ż [2].

Lek Brodacid zawiera dwie substancje aktywne – kwas salicylowy to silny związek keratolityczny, zmiękczający i rozpulchniający zrogowaciały naskórek, co ułatwia jego złuszczanie, natomiast kwas mlekowy niszczy zaatakowaną wirusem HPV warstwę skóry [2]. Skuteczność kwasu salicylowego w leczeniu brodawek wirusowych została potwierdzona w przeglądzie Cochrane z 2012 roku [1]. Substancja pomocnicza produktu leczniczego (dimetylosulfotlenek) zwiększa przenikanie składników czynnych w głąb tkanki, co dodatkowo wpływa korzystnie na skuteczność preparatu [2].

Dzięki precyzyjnemu aplikatorowi stosowanie leku jest proste i bezpieczne. W celu jeszcze większej eliminacji ryzyka uszkodzenia zdrowej skóry, można zabezpieczyć skórę wokół kurzajki np. warstwą wazeliny. Ponadto kuracja lekiem Brodacid jest zupełnie bezbolesna, co dodatkowo stanowi duży atut w przypadku stosowania preparatu u dzieci.

Zgodnie z informacją producenta lek należy aplikować 2 razy dziennie. Czas leczenia wynosi do około 6-8 tygodni [2]. Zalecono również zaklejanie leczonej kurzajki wodoodpornym plastrem na czas korzystania z basenu.

Dodatkowe informacje

Mamie pacjentki przekazano informację, że dostępne w drogeriach preparaty na kurzajki to przede wszystkim wyroby medyczne, a zarekomendowany lek można nabyć tylko w aptece. Dzięki temu farmaceuta wydając preparat ma możliwość przekazania kompletnej informacji o samej dolegliwości jak i kuracji, a pacjent wychodzi z apteki wyedukowany i dokładnie wie, w jaki sposób bezpiecznie stosować lek.

Opis przypadku – 30-letni mężczyzna i uporczywa brodawka na dłoni

Do apteki przychodzi 30-letni mężczyzna, który prosi o coś skutecznego na kurzajki. Zapytany o dotychczasowe leczenie przyznał, że stosował różne drogeryjne preparaty, które wybierał według własnego uznania. Po kilku nieudanych próbach postanowił jednak przyjść do apteki z nadzieją, że otrzyma preparat, który w końcu pomoże mu pozbyć się nieestetycznej kurzajki na dłoni.

METRYCZKA PACJENTA
PŁEĆ mężczyzna
WIEK 30 lat
PROBLEM kurzajka na dłoni
INNE DOLEGLIWOŚCI brak
DODATKOWE INFORMACJE dotychczasowe próby zwalczania kurzajki preparatami drogeryjnymi okazały się nieskuteczne

Oczekiwania pacjenta obejmują rekomendację skutecznego preparatu z krótkim wyjaśnieniem zasad stosowania, aby raz na zawsze pozbyć się wstydliwego problemu.

Rekomendacja

Pacjentowi zarekomendowano lek Brodacid. Poinformowano, że jest to preparat od wielu lat dostępny na polskim rynku i jedyny zarejestrowany jako lek bez recepty, wskazany do leczenia kurzajek. Nie można go kupić w drogerii, a wydanie leku w aptece przez farmaceutę i przekazanie fachowej informacji dotyczących prawidłowego stosowania, gwarantuje wysoką skuteczność przeprowadzonej kuracji.

Lek Brodacid zawiera dwie substancje aktywne – kwas salicylowy, który działa silnie keratolitycznie, zmiękczająco i rozpulchniająco na zrogowaciały naskórek, co ułatwia jego złuszczanie, oraz kwas mlekowy, który niszczy zaatakowaną wirusem HPV warstwę skóry [2]  Skuteczność kwasu salicylowego w leczeniu brodawek wirusowych została potwierdzona w przeglądzie Cochrane z 2012 roku [1]. Substancja pomocnicza leku Brodacid (dimetylosulfotlenek) zwiększa przenikanie składników czynnych w głąb tkanki, co dodatkowo wpływa na jeszcze większą skuteczność preparatu [2].

Lek należy aplikować dwa razy na dobę uważając, by nie nanieść preparatu na zdrową skórę wokół kurzajki, a czas leczenia wynosi do 6-8 tygodni [2].

Autor: mgr farm. Mariola Zemła

Piśmiennictwo:

  1. Kwok, C. S., Gibbs, S., Bennett, C., Holland, R., & Abbott, R. (2012). Topical treatments for cutaneous warts. The Cochrane database of systematic reviews, 2012(9), CD001781. https://doi.org/10.1002/14651858.CD001781.pub3
  2. GRUPA INCO S.A. (2013). ChPL Brodacid
  3. Nockowski, P. (2016). Charakterystyka najczęstszych dermatoz skóry stóp. Kosmetologia Estetyczna, 3(5), 223-229. Pobrano z: http://aestheticcosmetology.com/wp-content/uploads/2019/02/ke2016.3-1.pdf
  4. Goyal-Stec, M. & Majewski, S. (2006). Leczenie brodawek skórnych wywołanych przez wirusy brodawczaka ludzkiego. Postępy Dermatologii i Alergologii, 12(4), 157–160
  5. https://www.mp.pl/pacjent/dermatologia/choroby/chorobyskory/285720,kurzajki-brodawki-czym-sa-i-jak-sie-ich-pozbyc

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

6 komentarzy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

"Przygłupy do ogarnięcia". Sami co dzień przychodzą i proszą o ogarnięcie. To co się dziwić że wielki wciąż granice przesuwa. Nie rozumieją, że "sieci samo zło" nie istnieją bez farmaceutów. A jeszcze jest szansa by przerwać panoszenie, zabrać to co im się nie należy. Wystarczy się plecami odwrócić na chwilę i zacząć wszystko na swój rachunek, z podniesioną głową. Wszyscy razem w jednym momencie. Jest tylko jeden problem o którym już dawno śpiewał Kazik "glupi nie wie że jest głupi a mądry to wie, pozorne pozorne zaprzeczenie to jest"...
Pan Michał Skibicki nie dość, że ma czas na pisanie aplikacji w Gdańku to jest jeszcze właścicielem 3 aptek Gemini ( Szczecin, Stargard, Gorzów) podziwiam jak on to ogarnia ... :]
Może wystarczy zatrudnić odpowiednio dużą liczbę magistrów, a znajdzie się czas ?
Nie rozumiem tej fali nienawiści. Aplikacja sama w Sama w sobie miała służyć pacjentom. W czasach ciągłych deficytów, koronawirusa jest to jeden z lepszych pomysłów w polskiej farmacji. Szkoda, że NIA sama nie wymyśliła, spędziła wiele miesięcy nad opracowaniem powszechnej aplikacji. Co do zarzutu nagrody w restauracji. Miała na uwadze tylko i wyłącznie zachęcenie personelu do rozpowszechnienia informacji o aplikacji. Tu nie ma kar, przymusu. Lepiej niech autor oraz GP zajmie się każdą siecią, a także apteką indywidualną, w której personel jest zmuszany celem sprzedażowym na wysokomarżowe wątpliwej jakości suplementy. A napomnę, że w niektórych sieciach zdarzają się i kary dla personelu jeśli nie np sprzedadzą 100 op g* magnezu z garażowej produkcji. Co do zbierania danych. Mamy Rodo, wszędzie gdzie się rejestrujemy musimy wyrazić milion różnych zgód. Sam przy dzisiejszej rejestracji na mgr.farm wyraziłem zgodę na zbieranie, przetwarzanie danych, profilowanie i wysyłkę reklam... Z wielkiej chmury mały deszcz. Postępowanie nic nie wykaże ale wystarczy to na zrobienie nagonki na " złą sieć" .
Prawda jest taka, że nikt z konkurencji w tych czasach nie spojrzy na tą aplikację z podziwem i nie pogratuluje pomysłu, nawet przez chwilę nie pomyśli ile pomysłodawce kosztowało to czasu, zaangażowania itp. Pracując w większej aptece sieciowej, niewielka miejscowość, spotkałam się niejednokrotnie z sytuacjami, którzy opisywali sami pacjenci - szukając leku każda z aptek oraz pacjentów ma dostęp do aplikacji ktomalek, w danej aptece nie ma możliwości zamówienia leku ze względu na braki w hurtowni, pacjent prosi by personel sprawdził gdzie lek może nabyć, słyszy, że nigdzie. Mimo wszystko chodzi i jednak szuka, trafia do apteki, w której pracuje, okazuje się, że lek jest, na kml również pokazuje dostępność. I nie jest to jedyna sytuacja, takich jest wiecej. Morał z tego taki, że apteki bojąc się o swoją pozycję na rynku wolą zostawić człowieka bez leku niż odesłać do apteki konkurencyjnej. Sytuacja z aplikacją Gemini pokazuje to samo. Ktoś wychodzi krok do przodu z myślą o pacjencie, skraca mu czas oczekiwania w kolejce do odbioru leków a i tak znajdą się tacy co będą szukać drugiego dna tylko dlatego, że sami nie wpadli na tak dobry pomysł i go nie zrealizowali. ;)
Coraz więcej wpadek sieci. Ale czy przez to ktoś się w nich opamięta? Nie sądzę...