REKLAMA
wt. 9 kwietnia 2024, 08:01

Farmaceuci niechętni nowemu pomysłowi Minister Zdrowia na antykoncepcję awaryjną

W środowisku farmaceutów pojawia się coraz więcej krytycznych głosów, w sprawie pilotażu, który ma ułatwić dostęp do antykoncepcji awaryjnej. Sprawy nie ułatwiają też wątpliwości, dotyczące sposobu postępowania z nieletnimi pacjentkami, które miałby z niego korzystać.

Niezadowolony farmaceuta pokazuje kciuk w dół
Wśród farmaceutów pojawia się coraz więcej krytycznych głosów w sprawie pomysłu ministerstwa zdrowia (fot. Shutterstock)

W minionym tygodniu resort zdrowia przedstawił projekt rozporządzenia, dotyczący programu pilotażowego, jaki miałby zostać uruchomiony w aptekach od 1 maja. Chodzi o „opiekę farmaceuty sprawowaną nad pacjentem w zakresie zdrowia reprodukcyjnego”. W praktyce ma on sprowadzać się do wydawania przez farmaceutów – po uprzednim wywiadzie – antykoncepcji awaryjnej na podstawie recepty farmaceutycznej.

Apteki mają zgłaszać się do programu dobrowolnie. Muszą posiadać jednak wydzieloną przestrzeń, która umożliwi komfortową i intymną rozmowę farmaceuty z pacjentką. Wszystkie czynności związane z programem będzie mógł wykonywać wyłącznie farmaceuta z co najmniej rocznym stażem pracy. Za każdy wywiad (zakończony lub niezakończony wydaniem tabletki „dzień po”) apteka otrzyma od NFZ 50 zł.

W środowisku farmaceutów pojawia się coraz więcej głosów niezadowolenia z propozycji resortu zdrowia. Niektórzy zwracają uwagę, że kwestia wydawania antykoncepcji awaryjnej w aptekach jest marginalna. Angażowanie więc apteki w taki program, szczególnie przy tak niskiej wycenie, będzie nieopłacalne. Inni zwracają uwagę, że niejasna jest kwestia udziału w programie nieletnich pacjentek. Niektórzy farmaceuci jasno już deklarują, że do programu nie przystąpią.

Dodatkowe 20 mln zł dla aptek?

Z projektu rozporządzenia wynika, że Narodowy Fundusz Zdrowia będzie płacił aptekom uczestniczącym w programie, za każdy wywiad przeprowadzony przez farmaceutę, z pacjentką, która będzie potrzebować antykoncepcji awaryjnej. Wynagrodzenie to wyniesie 50 zł. Przysługiwać będzie za wywiad, niezależnie od tego czy zakończy się on wystawieniem recepty farmaceutycznej na tabletkę „dzień po”.

W Ocenie Skutków Regulacji projektu można znaleźć informację o szacowanych przez resort zdrowia jego kosztach. Z danych ministerstwa wynika, że popyt w tym zakresie wynosił w granicach 250-300 tysięcy recept/realizacji recept na tego rodzaju środki. Koszt programu miałby wynieść więc w granicach od 12,5 do 15 mln zł rocznie.

– Jednakże ww. dane nie uwzględniają przypadków, w których zamiarem pacjentki było uzyskanie przedmiotowej recepty, który to zamiar z różnych powodów nie został skutecznie zrealizowany (nie udało się zapisać do lekarza, minął czas, w jakim środek mógł zostać skutecznie zastosowany, więc wizyta u lekarza stała się bezcelowa, lekarz odmówił wystawienia recepty na tego rodzaju środek z powołaniem się na klauzulę sumienia, etc.) – wskazuje resort.

Zdaniem Ministerstwa, jeśli uwzględnić niedające się wykluczyć tego rodzaju sytuacje, można przewidywać, że docelowe koszty programu mogą być nawet większe.

– Dlatego też, z ostrożności założono koszty na poziomie 20 mln rocznie (z wyjątkiem roku zerowego, w którym z oczywistego względu, tj. z powodu wejścia przepisów w trakcie trwania roku), koszty będą mniejsze – wylicza resort zdrowia.

Zdaniem Ministerstwa prawdopodobnie koszty te będą rosnąć wraz z przewidywanym stopniowym wzrostem zainteresowania tym, co oferuje program pilotażowy. Można jednak śmiało założyć, że to wyliczenia mocno zawyżone. Zakładają bowiem, że pacjentki przestaną korzystać z wizyt lekarskich i tzw. receptomatów – a to jest raczej niemożliwe. Nie da się tak naprawdę określić zainteresowania programem wśród pacjentek, bo to będzie zależało od dostępu do aptek, które w nim wezmą udział. Jeśli będzie ich zbyt mało, kobiety nadal będą szukały pomocy w tzw. receptomatach.

Cześć aptek mówi „nie”

Dodatkowe przychody nie przekonują części aptekarzy, którzy już teraz deklarują, że do programu nie przystąpią. Niektórzy tłumaczą, że nie mają odpowiedniego pomieszczenia, w którym mieliby przeprowadzać wywiad z pacjentką. Inni twierdzą, że na ten moment zbyt mało wiadomo na temat samego programu.

– Nie wyobrażam sobie prowadzić wywiadu z nastoletnią pacjentką i pytać o szczegóły życia intymnego, by stwierdzić, czy ona potrzebuje antykoncepcję awaryjną, czy nie. Jeśli przychodzi po pigułkę, to oczywiste jest dla mnie, że współżyła i mogło dojść do ciąży. Ale nie wiem, czy chcę brać odpowiedzialność za wypisanie tej pigułki nastolatce – mówi Wyborczej młoda farmaceutka z apteki na obrzeżach Krakowa.

Inni zwracają uwagę, na sprzeczne informacje na temat udziału w programie pacjentem przed ukończeniem 18 roku życia. Minister Zdrowia przekonywała niedawno, że będą one mogły udawać się do aptek bez opiekuna. Jednak prawnicy i Naczelna Izba Aptekarska stoi na stanowisku, że obecność opiekuna osoby nieletniej będzie niezbędna.

– Dopóki to nie będzie jasne, nie będę wypisywać recept. Zresztą, nie mam pewności, czy szefowa zgłosi naszą aptekę do tego pilotażu – mówi Wyborczej młoda farmaceutka.

Co z sumieniem farmaceutów?

Kilka tygodni temu Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski zaapelowało do Andrzeja Dudy o zawetowanie ustawy, która miała umożliwić dostęp do octanu uliprystalu bez recepty. W Prawie farmaceutycznym, ani w ustawie o zawodzie farmaceuty nie funkcjonuje klauzula sumienia. Przynajmniej nie taka, która na wzór lekarzy, pozwalałby farmaceutom odmówić sprzedaży antykoncepcji awaryjnej.

Po ogłoszeniu projektu programu pilotażowego, część farmaceutów podniosła jednak kwestię tego, że przepisywanie recept na antykoncepcję awaryjną jest niezgodne z ich przekonaniami.

– Program jest pilotażem, więc jeśli ktoś uzna, że to niezgodne z ich przekonaniami, to nie musi się zgłaszać do programu – tłumaczy na łamach Wyborczej Konrad Madejczyk, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Aptekarskiej.

Zapewnia jednak, że takie głosy należą do rzadkości. Farmaceuci czekają na dalsze wytyczne i informacje i programie.

– Farmaceuci nie powinni się obawiać o wywiad, który będą musieli przeprowadzić przed wypisaniem recepty na pigułkę „dzień po”, ponieważ będą mieli dokładny kwestionariusz. Na pewno też będziemy chcieli, aby jasno do rozporządzenia była wpisana informacja, czy pacjentka niepełnoletnia potrzebuje zgody rodziców na wypisanie recepty na antykoncepcję awaryjną, czy też nie – rozwiewa przynajmniej kilka wątpliwości rzecznik NIA.

Przyznaje jednocześnie, że trudno oczekiwać by wszystkie apteki w Polsce wzięły udział w pilotażu. Przypomina, że w programie szczepień przeciw COVID-19 wzięło udział ok. 2 000 aptek.

©MGR.FARM

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]