REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pt. 19 lipca 2019, 08:02

Farmaceuta: „Mam lek w swojej aptece, a infolinia odsyła do konkurencji”

Uruchomiona w poniedziałek przez ministerstwo zdrowia infolinia, która ma udzielać pacjentom informacji o dostępności leków, znalazła się w ogniu krytyki aptekarzy. Skarżą się, że pacjenci kierowani są do aptek sieciowych podczas gdy oni dysponują lekami poszukiwanymi przez pacjentów. Zamieszanie z brakiem leków wykorzystała też na swój sposób jedna z największych sieci aptecznych, uruchamiając własną infolinię…

Czy rządowa infolinia ws. dostępności leków kieruje pacjentów na infolinię sieci aptek? (fot. Twitter)

Infolinia umożliwiająca uzyskanie informacji o dostępności leków budziła kontrowersje wśród farmaceutów, jeszcze przed jej uruchomieniem. Wszyscy pytali, skąd konsultanci będą mieć informacje, które przekażą pacjentom. Początkowo uważano, że Ministerstwo Zdrowia, Główny Inspektorat Farmaceutyczny i Narodowy Fundusz Zdrowia wykorzystają w tym celu ZSMOPL. Zintegrowany System Monitorowania Obrotu Produktami Leczniczymi działa od kwietnia. Każda hurtownia i apteka w Polsce raportuje do niego raz na dobę swoje stany magazynowe.

REKLAMA

Dość szybko jednak okazało się, że dane ze ZSMOPL-a będą dla pacjentów nieprzydatne. System nie jest bowiem aktualizowany w czasie rzeczywistym, a zawarte w nim dane pochodzą z poprzedniego dnia. Poza tym – zgodnie z wyjaśnieniami wiceministra zdrowia Janusza Cieszyńskiego – system nie ma jeszcze interfejsu, który umożliwiałby wykorzystanie w taki sposób (czytaj więcej: Ruszyła infolinia dla pacjentów szukających leków. Już budzi kontrowersje…).

Aptekarze zaczęli więc obawiać się, że informacje udzielane przez konsultantów infolinii będą pochodziły z komercyjnych wyszukiwarek – KtoMaLek.pl i GdziePoLek.pl. Te przypuszczenia potwierdziło uruchomienie w piątek rano (12 lipca) internetowej wyszukiwarki dostępności leków w portalu pacjent.gov.pl. Fakt jej uruchomienia ogłosił z dumą na Twitterze wiceminister Janusz Cieszyński. Błyskawicznie posypała się jednak lawina krytyki, gdyż wyszukiwarka w jawny sposób korzystała z danych dostarczanych przez dwie wspomniane komercyjne wyszukiwarki. Pojawiły się głosy, że tak wybiórcze promowanie prywatnych przedsiębiorców przez Ministerstwo Zdrowia narusza szereg przepisów dotyczących konkurencji. W rezultacie jeszcze tego samego dnia wyszukiwarka została usunięta ze stron rządowych (czytaj więcej: Falstart Ministerstwa Zdrowia. Po krytyce usuwa wyszukiwarkę leków…).

Ministerstwo nie ma własnego systemu, więc korzysta z komercyjnego

To zdarzenie sprawiło, że aptekarze z niepokojem oczekiwali uruchomienia w poniedziałek infolinii, która miała informować o dostępności leków. Pierwsze godziny jej funkcjonowania potwierdzały przypuszczenia farmaceutów. Konsultanci infolinii kierowali pacjentów po brakujące leki, do aptek oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów, podczas gdy były one dostępne w okolicznych aptekach. Dlaczego tak się działo? Konsultanci podczas rozmowy z pacjentem, korzystali z wyszukiwarki KtoMaLek.pl, która dysponuje informacjami tylko z 8 000 aptek. Są to placówki, które podpisały umowę z właścicielem portalu i płacą za obecność w systemie.

A o tym, że konsultanci korzystają z tej konkretnej wyszukiwarki, można było przekonać się oglądając poniedziałkowe Wiadomości (15 lipca). „Jedynką” w tym wydaniu programu informacyjnego, było właśnie uruchomienie infolinii. Kamera Wiadomość odwiedziła jedną z konsultantek, przez kilka sekund pokazując jak pracuje przy dwóch komputerach. To wystarczyło, by dostrzeć, że na monitorze jednego z nich otwarta jest wyszukiwarka KtoMaLek.pl.

Kadr z wieczornego wydania Wiadomości (15 lipca). Na ekranie konsultantki infolinii wyszukiwarka KtoMaLek.pl
Kadr z wieczornego wydania Wiadomości (15 lipca). Na ekranie wyszukiwarka KtoMaLek.pl

Farmaceuci oburzeni

Następnego dnia do naszej redakcji zaczęły napływać maile od aptekarzy, którzy podawali przykłady działania infolinii. Farmaceuci sami dzwonili do konsultantów, chcąc się przekonać czy uzyskają informację o obecności leku w ich aptece, która nie jest podłączona do żadnego ze wspomnianych systemów komercyjnych. Okazało się, że każdym razem konsultanci kierowali do innych aptek.

– Poprosiłem o znalezienie najbliższej apteki, w której mogę znaleźć poszukiwany lek. W odpowiedzi usłyszałem że lek jest wielu aptekach np na ulicy X, Y, Z. Żadna z nich nie była zlokalizowana w pobliżu ulicy, którą wskazałem. Dopiero kiedy zmusiłem panią do sprawdzenia czy lek jest w aptece na konkretnej ulicy (co też nie było łatwe) uzyskałem informacje, że na tej ulicy są pod konkretnymi adresami apteki posiadające leki. Wygląda na to, że pacjenci są kierowani nie do najbliższej apteki z lekiem, ale do jakiejkolwiek która takowy lek posiada – pisze jeden z farmaceutów.

Ostatecznie poprosił konsultantkę o sprawdzenie czy w jego aptece dostępny jest konkretny preparat, który posiadał na stanie. Dowiedział się jedynie, że lek jest w 4 aptekach zlokalizowanych na tej samej ulicy, ale w jego placówce go nie ma. Na pytanie dlaczego nie ma informacji o tym, że lek posiada i skąd w pochodzą tego typu informacje, konsultantka odesłała go rzecznika prasowego.

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA