Serwis Onet.pl publikuje obszerny artykuł opisujące funkcjonowanie aptek w czasie epidemii koronawirusa. Farmaceuci opowiadają w nim o tym jak funkcjonują i pomagają pacjentom.
– Osiedlowa aptekarka jest zmęczona. Marzy jej się urlop, ale na razie bierze nadgodziny. Część dziewczyn wzięła wolne na opiekę nad dziećmi. Jej syn ma 12 lat, więc zasiłek jej nie przysługuje. Może to i dobrze? Raty kredytu same się nie spłacą – pisze Onet.
Pani Janina prowadzi aptekę w jednej z podwarszawskich miejscowości willowych. Najbardziej drażnią ją ludzie, którzy przychodzą do apteki po głupoty – odżywkę do paznokci albo krem pod oczy (czytaj również: Szkocja: wzrośnie znaczenie farmaceutów w walce z koronawirusem).
– Ostatnio Związek Pracodawców Aptecznych zaproponował, żeby dodać do specustawy dot. przeciwdziałania epidemii koronawirusa zapis o ograniczeniach urlopowych dla pracowników aptek, żeby zachować ciągłość usług. Oprócz farmaceutów, urlopu mieli też nie dostać pracownicy laboratoriów, punktów aptecznych i hurtowni farmaceutycznych – pisze Onet.
– Zabawne jest to, że w czasie pandemii farmaceuci są traktowani jak personel medyczny. Kiedy to wszystko się skończy, znowu będziemy dla ludzi zwykłymi sprzedawcami, bez żadnych przywilejów – mówi Michał od 8 lat w zawodzie, który obecnie kieruje apteką w Puławach.
Farmaceuta przyznaje, że dostawy są opóźnione, bo zamówień jest masa, hurtownie wciąż wysyłają informacje o przestojach. Brakuje też niektórych leków przeciwzapalnych i przeciwgorączkowych, masek ochronnych, żeli i płynów dezynfekujących (czytaj więcej: Hurtownia zmniejsza liczbę dostaw do aptek. Tylko jedna dziennie…).
O co pytają pacjenci?
W rozmowie z Onetem farmaceuci opowiadają w jaki sposób najczęściej pomagają pacjentom.
– Odpowiadam na pytania o to, na ile odporność poprawiają witamina C i D, tran, inozyna, jeżówka. Lista tych środków jest długa. Doradzam i powtarzam jak mantrę, że chociaż suplementy mogą poprawiać odporność, to nie mają na nią takiego wpływu jak zbilansowana dieta, wysypianie się, aktywność fizyczna i ograniczenie alkoholu i papierosów. Nie wiem, czy ktoś się do tego stosuje, w końcu łatwiej połknąć tabletkę. Nawet jeśli nie poprawi znacząco odporności, to myślę, że może zmniejszyć lęk przez zachorowaniem na COVID-19 – mówi Michał.
– Ostatnio miałam dłuższą dyskusję z klientką, która gdzieś wyczytała, że może wyleczyć koronawirusa paracetamolem, ale boi się, bo bardzo źle na niego reaguje. Tłumaczyłam jej, że nie ma leku na koronawirusa, są tylko czynniki skorelowane z gorszym przebiegiem choroby – podeszły wiek, osłabiona odporność, astma, palenie papierosów. Widziałam, że jest zawiedziona moją odpowiedzią i że kupienie leku ma ją chronić raczej psychicznie niż fizycznie. Powtórzyłam jeszcze raz to samo i zaproponowałam ibuprofen, który nie powodował u niej skutków ubocznych. Wyszła zadowolona – opowiada pani Janina.
Wszyscy podkreślają zmęczenie. Nie chodzi tu już nawet o przedłużone niekiedy godziny pracy, ale o zmęczenie tematem. Poniedziałek – koronawirus, wtorek – koronawirus, środa – koronawirus i tak w kółko. Z wieczornej zmiany wraca się po 21, idzie się spać, rano kilka godzin wolnego i znowu ten temat (czytaj więcej: Jak koronawirus wpłynie na rozwój branży farmaceutycznej i biotechnologicznej?).
– W środowisku dużo jest strachu i niepewność. Możemy być pierwszym kontaktem dla osób zakażonych, które zamiast zgłosić się do lekarza czy na oddział, postanowią leczyć się same. Obawy tyczą się głównie niedostatecznego zabezpieczenia przez szansą zakażenia. Niby mamy rękawiczki, maski, płyny odkażające i szyby oddzielające nas od ludzi, ale nigdy nie wiadomo, czy to wystarczy. Firma dla której pracuję wyposażyła nas w nowe fartuchy ochronne, suplementy diety i jonizatory powietrza, ale wiem, że nie jest to wcale standard – opowiada Michał.
Cały artykuł dostępny na Onet.pl
Źródło: ŁW/Onet.pl










