Sąd Najwyższy w USA uznał, że amerykańska konstytucja nie gwarantuje w sposób bezpośredni prawa do aborcji. Unieważniono w ten sposób „kompromis aborcyjny” funkcjonujący od ponad 50 lat. Wyrok ten wywołał falę protestów w Ameryce. Decyzja Sądu Najwyższego sprawiła, że gigantycznie wzrosło zainteresowanie w aptekach pigułkami „dzień po”, które w USA dostępne są bez recepty. W rezultacie największe sieci aptek zapowiedziały wprowadzenie ich reglamentacji (czytaj również: Niemcy: pigułka “dzień po” dobrze przyjęła się w lokalnych aptekach).
– CVS poinformowało, że tymczasowo ograniczy zakup „Plan B” i „Aftera” do trzech opakowań na klienta. Rzecznik prasowy powiedział w poniedziałek, że chociaż sieć drogerii ma „wystarczającą ilość” tych produktów zarówno w sprzedaży internetowej, jak i w sklepach, ograniczenie ma na celu zapewnienie równego dostępu i stałej podaży na sklepowych półkach – informuje portal Monitor.
Podobne ograniczenia zapowiedziała też sieć Rite Aid. Z kolei na stronie Walgreens pojawiła się informacja, że dwa środki antykoncepcyjne do stosowania w nagłych wypadkach – „Plan B” i „Take Action” – są niedostępne w sprzedaży wysyłkowej, ale można je jeszcze zamówić i odebrać tego samego dnia, ale tylko w niektórych placówkach (czytaj również: Krwotok z pochwy” wśród najczęstszych działań niepożądanych pigułki „dzień po”).
– Rzeczniczka prasowa powiedziała w poniedziałek, że zakupy nie są w tym momencie ograniczone, ponieważ firma nadal może zaspokoić popyt w sklepach. Sieć sklepów spożywczych Kroger informuje na swojej stronie internetowej, że Plan B nie jest dostępny w sprzedaży wysyłkowej, a zapasy w sklepach są niewielkie. W sklepach Target i Walmart pigułka „Plan B” może zostać dostarczona i odebrana tego samego dnia po zakupie, ale czas dostawy różni się w zależności od lokalizacji. Można ją również kupić bezpośrednio na stronie internetowej Plan B, ale jej wysyłka trwa od czterech do sześciu dni – informuje Monitor.
W Polsce pigułki „dzień po” dostępne są wyłącznie z przepisu lekarza (czytaj więcej: EllaOne na receptę, a dziennikarze znów prowokują).
Źródło: ŁW/Monitor










