61-letni pan Leszek trafił do Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego w Poznaniu z bólem nogi. Diagnoza, którą mu postawiono, brzmiała: wykrzepnięty tętniak pod kolanem. Raptem dwa dni później, po przewiezieniu na blok operacyjny, mężczyzna zmarł. W trakcie hospitalizacji podano mu lek Actilyse. Stosuje się go we wskazaniach, takich jak leczenie świeżego udaru mózgu, ostrego zawału serca oraz zatorowości płucnej. Jednak nie ma on wskazań w chirurgii naczyniowej. Teoretycznie można go wtedy zastosować, ale skutkiem ubocznym może być krwotok wewnętrzny.
Wolna Amerykanka z tragicznymi skutkami
Jak się okazuje, pan Leszek nie był jedyną ofiarą eksperymentowania z podawaniem tego leku poza głównymi wskazaniami. Raport na temat 300 przypadków, w których stosowano lek Actilyse zlecił jednemu z chirurgów jego szef, profesor Grzegorz O., który wprowadził stosowanie tego leku poza wskazaniami. Analiza okazała się druzgocząca – co najmniej 50 przypadków skończyło się ciężkimi powikłaniami, w tym śmiercią.
Okazało się, że nikt nie monitorował tego leczenia (czytaj również: Badania kliniczne rivoroxabanu sfałszowane). Ponadto pacjenci powinni być zawiadamiani, że planuje się użycia Actilyse i że dzieje się to poza oficjalną rejestracją. Powinni też wyrazić na to zgodę. Anonimowy rozmówca dziennikarzy twierdzi, że pacjenci nie mieli pojęcia o niczym, a lekarze nie wiedzieli, jak dawkować lek, więc zaczynali od dużych dawek. Kończyło się to często bardzo źle…
Czy stały za tym pieniądze?
Chirurg, który przygotował raport, został odsunięty od dalszych badań nad tą sprawą, a następnie zwolniony. Dyrektor poznańskiego szpitala zapytany przez dziennikarzy twierdzi, że że nikt nie zgłaszał żadnych problemów z tym lekiem oraz, że nie doszło do żadnych nagannych, niezgodnych z prawem stosowań leków.
Jednak okazuje się, że sprawa z Actilyse była już wcześniej znana, także władzom uniwersyteckim, którym podlegał szpital. Na uczelnię trafiły anonimy zarzucające nielegalne działanie profesorowi Grzegorzowi O. Uczelnia powołała komisję, która wydała oświadczenie oczyszczające profesora z zarzutów. Jakie to były zarzuty? Chodziło o fałszowanie dokumentacji, prowadzenie badań klinicznych bez zgody komisji bioetycznej dotyczącej pacjentów oraz fałszowanie dokumentacji zmarłych pacjentów. Jak donosi TVN, mimo oczyszczenia z zarzutów, profesor przestał pracować w szpitalu (czytaj również: Lekarz wystawił 5000 recept na leki, które były wywożone za granicę).
Smaczku sprawie dodaje to, że szef kliniki otrzymywał pieniądze od firmy farmaceutycznej, produkującej Actilyse. Z dokumentów wynika, że były to pieniądze m.in. za wykłady oraz za zasiadanie w radzie doradczej firmy – twierdzą dziennikarze „Superwizjera”. Obecnie prokuratura sprawdza przypadki zgonów przynajmniej 23 pacjentów poznańskiego szpitala.
Źródło: IK/tvn24.pl










