Czy produkcja poza Chinami jest dużo droższa?
Koszty są wyższe, ale nie dużo wyższe. Ale dzięki temu współpracujemy z dobrymi jakościowo hinduskimi i europejskimi firm, które działają w Indiach. Zainwestowaliśmy w jakość i to była świadoma decyzja. Warto pamiętać o tym, że prezesi firm, które produkują leki, odpowiadają nie tylko majątkiem, ale także ponoszą odpowiedzialność karną i cywilną za błędy, uszczerbek na zdrowiu czy życiu, które są wynikiem przyjęcia danego leku lub suplementu diety. To ogromna odpowiedzialność.
Polpharma, która obecnie w Polsce produkuje substancje czynne, wytwarza ich 42. Inne polskie zakłady nie są w stanie konkurować z tanimi producentami z Chin i Indii. Co stoi na przeszkodzie, żeby przenieść produkcję substancji czynnych do Europy lub Polski, o co coraz częściej apelują europejscy i polscy politycy?
Najpierw powiedzmy sobie, dlaczego produkcja substancji czynnych została przeniesiona do Azji. Jest kilka elementów. Po pierwsze: globalizacja, czyli koncentrujemy produkcję w jednym miejscu i zyskujemy ekonomię skali. Nike projektuje buty w USA, a produkuje w Azji. Podobnie Apple. Po drugie: produkcja leków jest oparta o syntezę chemiczną węgla lub ropy i tworzeniu kwasów. To są substancje, przy produkcji których potwornie zanieczyszcza się środowisko. Powstaje dużo ścieków i gazów, które niszczą środowisko. Po trzecie: produkcja jest bardzo niebezpieczna pod względem bhp. Jest dużo wypadków: kwasy, pożary. Dlatego producenci przenoszą produkcję do krajów o niskim poziomie ochrony środowiska i ochrony pracowników. W tej chwili ok. 70 proc. substancji czynnych powstaje w Chinach i Indiach, gdzie produkuje się je najtaniej. To poważne zagrożenie nie tylko dla Europy, ale i reszty świata. Dlatego Unia Europejska i Polska powinny być poważniej zainteresowane rozwojem lokalnej produkcji substancji czynnych na Starym Kontynencie. Niestety, podstawową i najważniejszą przeszkodą, zawsze będą wyższe koszty produkcji.
Co według pana jest przyszłością medycyny i farmacji?
Od ok. 10 lat w farmacji, w medycynie jest nowy trend tworzenia leków biologicznych. Medycyna zachodnioeuropejska – jedynie za wyjątkiem szczepionek – jest dzisiaj medycyną amputacyjną. Jak kobieta ma raka piersi, to tną tego raka, czyli obcinają pierś, dają radiację albo chemię, czyli zabijają komórki i część organu. Jak boli cię głowa, to bierzesz ibuprofen, ale on nic innego nie robi, tylko odcina na wysokości pnia mózgowego impulsy bólowe, ale jak cię bolało, bo ktoś cię uderzył lub się poparzyłeś, to nadal cię boli, tylko ty tego chwilowo nie czujesz. Jak masz grypę, to połykasz pseudoefedrynę i paracetamol , który nie zabija wirusa, masz go w dalszym ciągu, tylko obniża ci temperaturę, hamuje kaszel i katar, czyli coś, co jest reakcją obronną organizmu na wirusa. On ci go blokuje, żebyś dalej funkcjonował np. w pracy. Ty nadal jednak jesteś chory i obciążasz mięsień sercowy. Wszystkie leki chemiczne „tną, zabijają i amputują”. Lek biologiczny działa inaczej. To de facto medycyna genetyczna. Do ciała wprowadza się np. produkt przemiany materii wytworzony przez bakterie, który wprowadzony do organizmu, „uczy” nasze własne komórki obronne jak sobie „poradzić” ze źródłem choroby. System obronny uczy się, jak sobie poradzić z konkretną przypadłością. Koreański producent wymyślił np. lek na guzy naciekowe wewnątrz stawów. Ów lek biologiczny, który uczy komórki obronne, ma cudowne wyniki: 600 osób na 1000 zostaje wyleczona całkowicie i nie ma nawrotów, 300 osobom lek wydłuża lifetime expectancy, czyli oczekiwaną długość trwania życia z 2 do 10 lat, a dla setki nie wydłuża życia, ale pozbawia ich bólu. Genialny lek, ale bardzo drogi, bo choroba jest rzadka. Leki biologiczne funkcjonują w Unii Europejskiej od 6-7 lat. Synoptis Pharma obecnie nie ma szans na ich produkcję.
Co stoi na przeszkodzie, żeby produkowały je polskie firmy?
Leki biologiczne mają kilka barier „wejścia”. Po pierwsze: bariera technologiczna. Po drugie: bariera patentowa. Dzisiaj maksymalna ochrona patentowa leku chemicznego to 5 lat. Firma, która go wytwarza ponosi ogromne koszty: laboratorium, 5-letnich badań klinicznych i w zamian dostaje 5 lat ochrony i często przez ten czas często nie zarobi tego, co wydała, żeby wytworzyć lek. Dlatego firmy chemiczne uciekają w biologię, bo tam są inne zasady biznesowe i możliwość nawet do 45 lat ochrony patentowej. Po trzecie: bariera kosztowa. Wytworzenie nowego leku chemicznego to szacunkowo ok. 5-10 mln euro. W przypadku leku biologicznego to szacunkowo 250-350 mln euro za cykl, gdzie niestety – to jest biologia i natura – nie ma żadnej gwarancji, że produkcja i skalowanie przemysłowe wyjdzie. Są polskie firmy, które przeszły trzy cykle i wszystkie trzy cykle „upadły”. Ogromne inwestycje i brak leku. Na takie działanie większości producentów zwyczajnie nie stać.
Czy państwo powinno bardziej wspierać rodzimych producentów?
Od wielu lat w Polsce mówi się o Refundacyjnym Trybie Rozwojowym (RTR). Na razie kończy się tylko na rozmowach. Państwo kilka lat temu wsparło dwóch krajowych „czempionów” farmaceutycznych, wspierając finansowo budowę przez nie fabryk dla leków biologicznych. Ale dotacja to jedno, a wytworzenie leku to drugie. Cały polski rynek farmaceutyczny czeka na polskie leki biopodobne. Dlaczego? Bo w tej chwili naszego systemu ochrony zdrowia, budżetu czy w końcu pacjentów nie stać na oryginalne leki biologiczne. Tylko kilka krajów i to tych najbardziej rozwiniętych ma możliwości finansowe, aby je szeroko stosować. Nieważne, która polska firma taki lek wyprodukuje, ważne jest, żeby wytworzyła lek, który będzie sprzedawany do polskiego systemu ochrony zdrowia po atrakcyjnej cenie, która umożliwi leczenie nimi polskich pacjentów. Obserwujemy trend, że wiele nowych terapii, substancji jest powstrzymywanych od refundacji np. poprzez Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych, tylko dlatego że Polacy (budżet NFZ) są zbyt biedni. Ważne więc jest również, żebyśmy jak najszybciej dobili do 6 proc. PKB na ochronę zdrowia.
Rozmawiał: Wojciech Giedrys










