– Chodzi o przyzwoitość. Nie kłamałem w sprawie recepty na drogi lek, jak mi zarzucono – twierdzi Borys Budka i domaga się sprostowania od szefa TVP Info. To dalszy ciąg afery z lekiem Valcyte, która wybuchła podczas telewizyjnej debaty kandydatów.
Hańba rządu czy kłamstwo?
W jej trakcie Budka pokazał rachunek za dwa opakowania Valcyte (czytaj więcej: Paragon z apteki znów w centrum uwagi. Czy politycy znają się na lekach?). To lek przeciwwirusowy podawany po przeszczepach i od niedawna refundowany od 110 do 200 dni po przeszczepie. Do 1 września pacjent za Valcyte płacił jednak 931,07 zł.
Polityk stwierdził, że jest to rachunek hańby tego rządu. Znalazł paragon w internecie, gdzie wrzuciła go matka dziecka. Później Samuel Pereira, szef portalu TVP Info, napisał, że Borys Budka kłamał. Dodał, że dzwonił do apteki, z której pochodzi paragon i że cena za ten refundowany lek to 3,2 zł (czytaj również: Apteka dostaje pogróżki. Przez polityków, cała Polska zna jej adres…).
Wyjątkowy przypadek
Teraz Budka domaga się sprostowania informacji podanych w tej sprawie przez Pereirę i TVP Info. – Chodzi o elementarną uczciwość. Pokazałem prawdziwy paragon, który dotyczył konkretnego przypadku i konieczności pełnej zapłaty za lek – mówi poseł.
Kierowniczka apteki potwierdziła, że paragon był prawdziwy (czytaj również: Apteka oczekuje przeprosin od polityków. Rodzina pacjenta już to zrobiła…). Chodziło o lek dla dziecka po przeszczepie. Dziecko jest ubezpieczone, ma prawo do refundowanych leków i jego rodzice takie recepty kupowali. W tym jednym przypadku lekarz zdecydował, że recepta musi być odpłatna.
Źródło: IK/katowice.wyborcza.pl










