REKLAMA
Magazyn mgr.farm
Redakcja mgr.farm

Patologie rynku aptecznego – jak to się zaczęło?

śr. 27 maja 2020, 12:34

Lata 90-te XX wieku to czas otwierania własnych biznesów, w tym aptek. Im więcej ich powstawało, tym bardziej zaczęły szerzyć się różne patologie. To one oraz zapętlone powiązania pomiędzy podmiotami na rynku aptecznym doprowadziły do obecnej, nieciekawej sytuacji. Dziennikarka portalu prawy.pl postanowiła ją przeanalizować.

Dotychczas w śledztwie zarzuty przedstawiono łącznie 18 osobom zamieszanym w odwrócony łańcuch dystrybucji (fot. Shutterstock)
Kiedy wprowadzono sztywne ceny urzędowe, skończyło się okradanie NFZ-tu, ale jednocześnie drastycznie obcięto marże hurtowni i aptek (fot. Shutterstock).

Oszustwa zaczęły się od fałszywych recept na „inwalidę wojennego”, dzięki którym można było bezpłatnie nabyć wszystkie zarejestrowane leki bez żadnej opłaty. Po pewnym czasie listę bezpłatnych produktów ograniczono tylko do leków wydawanych na receptę. Ustawa refundacyjna przyjęta za czasów ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego (2001–2003) wprowadziła zapis, że cena urzędowa nie jest ceną stałą, lecz maksymalną. To zalegalizowało wcześniejsze praktyki zaniżania tych cen przez pierwsze sieci aptek. Oprócz tego ustawa dała początek nowej patologii, polegającej na okradaniu NFZ, czyli tzw. lekom za grosz.

Sieci zaczęły rosnąć w siłę…

Większość sieci w Polsce zbudowała swoją potęgę właśnie na tej nieuczciwej praktyce polegającej na raportowaniu innej ceny sprzedaży niż faktyczna. Dzięki temu pacjent dostawał lek za grosz, a nieuczciwa apteka zarabiała krocie podczas, gdy uczciwa sprzedawała lek drożej, ale zgodnie z przepisami – czytamy w serwisie prawy.pl.

REKLAMA

Ci, co chcieli uczciwie zarobić, szukali innych możliwości, takich promocje, punkty oraz rabaty. Inni z kolei poszli w większych odbiorców lub pośredniczyli w sprzedażach dużych ilości leków między producentem a innymi aptekami. Jednak bardzo szybko podcięto im skrzydła. Wprowadzono zakaz reklamy i zakaz sprzedaży leków z apteki do apteki oraz z apteki do hurtowni.

REKLAMA

… a apteki indywidualne – kombinować

Skoro nie można było przyciągnąć pacjenta do apteki za pomocą reklamy, część właścicieli aptek nieuczciwymi metodami postanowiła przekonać lekarzy, by odsyłali ludzi do ich placówek. Apteki rozliczały się za każdą zrealizowaną receptę z jej autorem. Realizowano także recepty wypisane na nieświadomych niczego pacjentów. Z kolei zakaz reklamy bardzo przydał się aptekom sieciowym. Wpadły na pomysł, aby pod nazwą tożsamą z nazwą sieci otwierać drogerie (często w tym samym lokalu), które mogą być reklamowane.

Kiedy wprowadzono sztywne ceny urzędowe, skończyło się okradanie NFZ-tu, ale jednocześnie drastycznie obcięto marże hurtowni i aptek. W przypadku drogich leków z ceną urzędową przy 100% odpłatności dla pacjenta marża jest tak niska, że gdy pacjent płaci kartą płatniczą, apteka dokłada do interesu. Kolejnym przejawem patologii było pojawienie się na rynku całej masy fałszywych recept.

Import równoległy kamieniem węgielnym wywozu leków?

Pojawił się też w końcu import równoległy, który miał służyć przełamaniu monopolu koncernów farmaceutycznych na dowolne ustalanie cen leków w krajach europejskich. Najpierw mali importerzy sprowadzali do Polski leki z rynków, gdzie były dostępne w niższych cenach niż u nas. Jednak okazało się, że w Polsce jest wiele tańszych pozycji, które warto eksportować. Niektóre zaczęły masowo znikać z hurtowni farmaceutycznych.

To właśnie wtedy firmy farmaceutyczne rozpoczęły dystrybucje leków bezpośrednio do aptek lub przez hurtownie, ale tylko pod ścisłym nadzorem. Niektóre firmy wprowadziły tez kontrole stanów i sprzedaży w aptekach. Przez to apteki zostały włączone do łańcuszka wywozu. To zapewniło im lepszy dostęp do leków, a także ratowało wiele z nich przed bankructwem.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
Artykuł sponsorowany
Redakcja mgr.farm

Substancje dodatkowe nie bez znaczenia dla przenikania przez skórę

4 sierpnia 202208:14

Dokonując wyboru produktu leczniczego pacjenta zwykle interesuje zawarta w nim substancja czynna. W kontekście preparatów do stosowania miejscowego na skórę skupianie się tylko i wyłącznie na tej kwestii może nie wystarczyć. Dlaczego? Wynika to z faktu, że efekt terapeutyczny uzależniony jest od tego czy i w jakiej ilości substancja czynna przeniknie przez skórę [1]. Aby […]

Dokonując wyboru produktu leczniczego pacjenta zwykle interesuje zawarta w nim substancja czynna. W kontekście preparatów do stosowania miejscowego na skórę skupianie się tylko i wyłącznie na tej kwestii może nie wystarczyć. Dlaczego? Wynika to z faktu, że efekt terapeutyczny uzależniony jest od tego czy i w jakiej ilości substancja czynna przeniknie przez skórę [1]. Aby jej w tym pomóc stosuje się różnorodne substancje pomocnicze.

NASKÓREK I ROLA, JAKĄ PEŁNI W KONTEKŚCIE PRZENIKANIA SUBSTANCJI WGŁĄB SKÓRY

Naskórek to najbardziej zewnętrzna struktura skóry, złożona z kilku warstw komórek, z których najbardziej powierzchowna to zrogowaciałe korneocyty [2]. Tworzą one barierę trudną do pokonania dla wielu substancji, co ma związek z głównymi funkcjami naskórka, tj. ochroną przed przezskórną utratą wody, a także ochroną przed wnikaniem niebezpiecznych substancji z zewnątrz [2]. Komórki warstwy rogowej, wraz z otaczającym je tzw. cementem międzykomórkowym tworzą barierę naskórkową, która decyduje o tym, czy dana substancja może bez problemu wnikać w głąb skóry.
To, w jakim stopniu dana substancja będzie mogła przenikać przez barierę zależy od:
• właściwości samej substancji, tj. od jej rozpuszczalności, wielkości i kształtu, polarności,
• właściwości bazy/podłoża, tj. od obecności substancji zwiększających przenikanie i od pH [2,3].

REKLAMA

PROMOTORY WCHŁANIANIA – CZYM SĄ I W JAKI SPOSÓB DZIAŁAJĄ?

Wśród metod zwiększania stopnia przenikania substancji leczniczych przez skórę wymienia się:
-modyfikacje cząsteczek leku, dobór odpowiedniej postaci,
-modyfikacje właściwości warstwy rogowej skóry, za pośrednictwem tzw. promotorów wchłaniania [3]
Promotory wchłaniania to związki wspomagające przenikanie i penetrację substancji czynnych przez warstwę rogową naskórka [2]. Ich celem jest zwiększenie przepuszczalności poprzez rozluźnienie zbitej struktury rogowej naskórka [2,3]. Dzieje się tak poprzez zaburzenie struktury zawartych w cemencie międzykomórkowym lipidów [2].
Tym, czym powinien wyróżniać się „idealny” promotor wchłaniania jest:
-szybkie przenikanie do warstwy rogowej
-możliwość odwrócenia zmian, jakich w strukturze naskórka dokonał dany promotor wchłaniania
-brak aktywności farmakologicznej
-brak toksyczności
-niewchodzenie w interakcje z innymi substancjami danego preparatu [2,3].

REKLAMA

Najważniejszą z punktu widzenia bezpieczeństwa farmakoterapii jest kwestia odwracalności zmian, jakie dany promotor wywołuje w obrębie skóry [1,2]. Chodzi o to, aby struktura warstwy rogowej po przeniknięciu substancji czynnej możliwie szybko wróciła do stanu pierwotnego [3]!
Wśród dostępnych i obecnych na rynku farmaceutycznym promotorów wchłaniania wymienia się m.in. sulfotlenki (DMSO), alkohole i kwasy tłuszczowe, pirolidony, terpeny, itp. [2].

ALKOHOL OLEINOWY JAKO PROMOTOR WCHŁANIANIA

Przykładem promotora wchłaniania, który spełnia wymienione powyżej założenia dla substancji tego typu jest alkohol oleinowy [1]. Związek ten wykazuje odwracalne działanie względem struktury warstwy rogowej naskórka, a z racji niewielkiego rozmiaru grupy polarnej ma niski potencjał wchodzenia w interakcje z lipidami skóry, przez co słabiej zaburza obecne tam wiązania wodorowe [1]. Stoi to w opozycji do nierzadko stosowanego kwasu oleinowego jako promotora wchłaniania, który może silnie uszkadzać strukturę lipidową nawet przez dłuższy czas [1]!
Dodatkową zaletą alkoholu, jako promotora wchłaniania jest fakt, że związki o charakterze alkoholi mogą dodatkowo zwiększać rozpuszczalność substancji czynnych w obrębie naskórka, co z kolei zwiększa zdolności absorpcyjne i podnosi stopień przenikania substancji przez skórę [4]. Przykładem produktu leczniczego, w składzie którego jako promotor wchłaniania znajduje się alkohol oleinowy jest żel Voltaren Max [5].

VOLTAREN MAX – DIKLOFENAK W FORMIE MIEJSCOWEGO ŻELU

Mając na uwadze wszystkie powyższe rekomendacje i wyniki badań warto wiedzieć, że produkt leczniczy Voltaren Max:
Posiada wysokie (2,32%) stężenie diklofenaku w formie soli dietyloamoniowej.
W skład żelu wchodzi m.in. alkohol oleinowy, wzmacniający stopień przenikania substancji czynnej w głąb skóry.

Produkt leczniczy Voltaren Max może być stosowany od 14 roku życia.
Wskazaniami do stosowania są:
• pourazowe (powstałe wskutek skręceń, nadwyrężeń lub stłuczeń) stany zapalne ścięgien, więzadeł, mięśni i stawów
• ból pleców, ograniczone stany zapalne tkanek miękkich takich, jak: zapalenie ścięgien, łokieć tenisisty, zapalenie torebki stawowej, zapalenie okołostawowe.

REKLAMA

Osoby powyżej 18 roku życia mogą stosować lek Voltaren MAX także w przypadku łagodnej postaci choroby zwyrodnieniowej stawów. Voltaren MAX działa przeciwbólowo do 12 godzin, należy go stosować dwa razy na dobę. Ilość żelu Voltaren MAX należy dostosować do rozmiarów miejsca zmienionego chorobowo, ilość żelu od 2 g do 4 g (wielkość odpowiadająca owocu wiśni lub rozmiarowi orzecha włoskiego) jest odpowiednia do leczenia obszaru o powierzchni 400 – 800 cm2 [5].

Literatura
1. The importance of penetration enhancers choice in topical products, Jiri Sliva, Klin Farmakol Farm 2021;35(4): 126-129
2. Transport przeznaskórkowy aktywnych składników kosmetycznych, Magdalena Malinowska, Elżbieta Sikora, Jan Ogonowski, Wiadomości chemiczne 2013, 67, 3-4
3. Metody zwiększania przenikania substancji leczniczych przez skórę, Krzysztof Cal, Justyna Stefanowska, Farm Pol, 2010,66(7): 514-520
4. Promotory wchłaniania – substancje wpływające na przenikanie leków przez skórę, Maciej Karolak, Artur Tyburski, Jerzy Krysiński, Farm Pol, 2017,73(1)
5. Charakterystyka Produktu Leczniczego Voltaren Max

VOLTAREN MAX Diklofenak dietyloamoniowy 23,2 mg/g Żel, Wskazania do stosowania Voltaren MAX jest wskazany do stosowania u dorosłych i młodzieży w wieku powyżej 14 lat. Produkt działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie i przeciwobrzękowo. Stosowany jest w miejscowym leczeniu: Dorośli i młodzież powyżej 14 lat: pourazowych stanów zapalnych ścięgien, więzadeł, mięśni i stawów (np. powstałych wskutek skręceń, nadwerężeń lub stłuczeń), bólu pleców, ograniczonych stanów zapalnych tkanek miękkich takich, jak: zapalenie ścięgien, łokieć tenisisty, zapalenie torebki stawowej, zapalenie okołostawowe. Dorośli (powyżej 18 lat) ograniczonych i łagodnych postaci choroby zwyrodnieniowej stawów. Dawkowanie i sposób podawania: Pacjent powinien skontaktować się z lekarzem po 7 dniach stosowania żelu w przypadku braku poprawy lub nasilenia się objawów chorobowych. Dawkowanie Dorośli i młodzież powyżej 14 lat, Voltaren MAX działa przeciwbólowo do 12 godzin, należy stosować dwa razy na dobę. Produkt należy delikatnie wcierać w skórę w miejscu bólu. Ilość żelu należy dostosować do rozmiarów miejsca zmienionego chorobowo: ilość żelu od 2 g do 4 g (ilość odpowiadająca wielkości owocu wiśni do rozmiarów orzecha włoskiego) jest odpowiednia do leczenia obszaru o powierzchni 400 – 800 cm2. Po zastosowaniu produktu należy umyć ręce, chyba, że to właśnie ręce są miejscem leczonym. Czas trwania leczenia: Czas leczenia zależy od wskazań i od reakcji na leczenie. Pourazowe stany zapalne i reumatyzm tkanki miękkiej: nie należy stosować dłużej niż 14 dni, o ile nie zalecono inaczej, zwyrodnienie stawów (powyżej 18 lat): należy stosować do 21 dni, o ile nie zalecono inaczej. Stosowanie u dzieci i młodzieży (poniżej 14 lat): Brak wystarczających danych dotyczących skuteczności i bezpieczeństwa stosowania produktu u dzieci i młodzieży poniżej 14 lat (patrz także punkt 4.3). Stosowanie u młodzieży (powyżej 14 lat): U młodzieży powyżej 14 lat, w razie konieczności stosowania produktu leczniczego przez dłużej niż 7 dni w leczeniu bólu, lub w przypadku pogorszenia się objawów, pacjent powinien skontaktować się z lekarzem. Stosowanie u osób w podeszłym wieku (powyżej 65 lat): W przypadku stosowania produktu Voltaren Max u osób w podeszłym wieku należy stosować dawkowanie jak u osób dorosłych. Przeciwwskazania: znana nadwrażliwość na diklofenak lub na którąkolwiek substancję pomocniczą produktu, u pacjentów, u których astma, obrzęk naczynioruchowy, pokrzywka, czy ostre nieżyty błony śluzowej nosa są wywoływane przez kwas acetylosalicylowy lub inne niesteroidowe leki przeciwzapalne; ostatni trymestr ciąży; u dzieci i młodzieży poniżej 14 lat. Specjalne ostrzeżenia i środki ostrożności dotyczące stosowania: Nie można wykluczyć możliwości wystąpienia ogólnoustrojowych działań niepożądanych w przypadku stosowania produktu Voltaren Max w większej dawce i dłużej niż zalecany okres stosowania. Voltaren MAX należy stosować tylko na nieuszkodzoną powierzchnię skóry. Należy unikać kontaktu żelu z oczami i błonami śluzowymi, nie połykać. Należy zaprzestać stosowania produktu, jeśli po jego użyciu pojawi się wysypka skórna.Voltaren MAX może być stosowany jednocześnie z nieokluzyjnymi bandażami, ale nie należy stosować go pod opatrunki uniemożliwiające dostęp powietrza. Informacje o niektórych składnikach produktu.Voltaren Max zawiera: glikol propylenowy, który, może powodować podrażnienie skóry; butylohydroksytoluen, który może powodować miejscową reakcję skórną (np. kontaktowe zapalenie skóry) lub podrażnienie oczu i błon śluzowych. Działania niepożądane: Działania niepożądane (Tabela 1) zostały zestawione według częstości ich występowania, zaczynając od najczęściej występujących, według następującej konwencji: często (≥ 1/100, < 1/10); niezbyt często (≥ 1/1000, < 1/100); rzadko (≥ 1/10 000, < 1/1000); bardzo rzadko (< 1/10 000), częstość nieznana (nie może być określona na podstawie dostępnych danych). W obrębie każdej grupy o określonej częstości występowania objawy niepożądane są wymienione zgodnie ze zmniejszającym się nasilaniem.
Tabela 1:
Zakażenia i zarażenia pasożytnicze Bardzo rzadko: Wysypka grudkowata
Zaburzenia układu immunologicznego Bardzo rzadko: Nadwrażliwość (w tym pokrzywka), obrzęk naczynioruchowy
Zaburzenia oddechowe, klatki piersiowej i śródpiersia Bardzo rzadko: Astma
Zaburzenia skóry i tkanki podskórnej Często: Wysypka, wyprysk, rumień, zapalenie skóry (w tym kontaktowe zapalenie skóry), świąd Rzadko: Pęcherzykowe zapalenie skóry Bardzo rzadko: Reakcje nadwrażliwości na światło
OTC – Lek wydawany bez recepty. Pozwolenie Prezesa URPL WM i PB nr 20030. Podmiot odpowiedzialny: GlaxoSmithKline Consumer Healthcare Sp. z o.o. v.VIII.2021
PM-PL-VOLT-22-00086

Artykuł sponsorowany

REKLAMA

Jak oceniasz artykuł?

Twoja ocena: Jeszcze nie oceniłeś/aś artykułu

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

23 komentarzy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]

Mieszanina faktów i pseudofaktów.
Co według Ciebie jest niezgodne z prawdą?
@DP. Ot, choćby te cytaty: "Nikt nie weryfikował skarg Izby Aptekarskiej, która alarmowała o rzekomym braku leków dla pacjentów". Lub: "WIF-y zaczęły wyciągać konsekwencje wobec aptek, które sprzedawały leki przychodniom zgodnie z ówczesnym prawem, wspomagając w ten sposób swoją normalną działalność. Jeśli stracą zezwolenie, w myśl nowych przepisów odległościowych, założenie nowej apteki będzie niemożliwe, a ich pacjenci zostaną przejęci przez zagranicznych sieci. To wszystko w niedługim czasie spowoduje wzrost ceny leków, mniejszą konkurencyjność, uboższy asortyment (zwłaszcza produktów polskiego pochodzenia)". Reeksport jako wspomożenie "normalnej działalności" już choćby w ten sposób pokazuje, że nie był NORMALNA działalnością. Wewnętrzna sprzeczność w słowach dziennikarki. Z kolei słowa: "przejęcie pacjentów [tych aptek] przez zagraniczne sieci" sugerują, że lepiej byłoby nie cofać zezwoleń dotychczasowym nielegalnym reeksporterom, łańcuszkowcom. I na koniec fałszywa sugestia, że spadnie konkurencyjność i leki zdrożeją. :-)) Nie wiem czy autorka właściwie nie oceniła konsekwencji swych słów, czy raczej napisała je z rozmysłem. W każdym razie pointa jest dziwnie zbieżna z dotychczasową narracją p-netu.Ciekawe, c`nie?
Zgadzam się temat potraktowany naskórkowo. O samym eksporcie równoległym można by napisać grubą książkę.
W jaki sposób tzw. groszówki okradały NFZ? Z tego co pamiętam, to za dany preparat kwota , którą dokładał ( czyli w praktyce zwracał) NFZ była identyczna przy leku za grosz , co przy cenie urzędowej np. 3,2. Autor liznął temat po łebkach.
Dopłata była taka sama. Problemem był brak kontroli ordynacji, przez co ludzie kupowali dużo więcej leków niż potrzebowali i spora część z tego się marnowała. Gdyby istniały wtedy narzędzia do kontrolowania ile czego lekarze przepisują to na groszu NFZ nic by nie tracił.
No właśnie, więc tak naprawdę nie mozna mówić o okradaniu NFZ. Lekarze pisali hurtowo, a apteka musiała to realizować. Wątpię, żeby kiedykolwiek lekarze to roztrząsali , szukali wśród siebie winnych i wypisywali plugawe tyrady o tym jak drenowany był NFZ. Teraz sporo leków ( w tym drogie insulinu, wziewy) jest za darmo na seniora, a lekarze nie wypisują hurtowych ilości. Z drugiej strony zawsze mówiło się - im częściej cukrzyk mierzy poziom cukru tym lepiej, może dzięki paskom za grosz i lepszemu monitorowaniu uratowano np,. nogę przed amputacją przez co NFZ i ZUS też zaoszczedził.
Rozdawanie czegokolwiek jest błędem. W sprawach ekonomii zdrowia, gdzie mamy do czynienia z publicznymi pieniędzmi liczy się ogólny bilans zysków i strat. Możnaby odbić piłeczkę i zapytać ile w ten sposob zmarnowano pieniędzy, które mogłyby zasilić bardziej potrzebujący sektor medyczny? Twierdzenie o uratowanej nodze dzięki częstszemu pomiarowi glikemii jest bardzo naciągane, a bilans korzysci i strat moim zdaniem na niekorzyść całego systemu.
Ludzie torbami kupowali leki na zapas, a potem bardzo drogie np. leki na astmę walały się po śmietnikach. W końcu jak coś kosztuje 1 grosik, to takie nic, byle co. Leki za grosz i za darmo to jest kolejna patologia. Ludzi powinno być stać na leki. Po prostu. Socjalizm się nie sprawdził. Ale co tam. Rozdawnictwo kwitnie.
Z tego co pamiętam. Szefowa tak jeden z leków "załatwiła" i nagle sprzedaż z pojedynczych opakowań w miesiącu skoczyła do 30-40 szt. A nie mieliśmy za 0,01 tylko kilka złotych cena. A i tak podobnie jak dziś były głosy, że tam i tam( 50-100 km od nas) kupili po 0,01 zł. A jak to w praktyce wyglądało - firma dawała rabat aptece na dany lek. Dlatego "okradanie" NFZ-u to bardzo mocne słowa.
Apteki które współpracowały z ośrodkami zdrowia dalej mogą to robić przykład apteka w Śremie. Tzw ADA to ściema.
A która to że śremskich aptek? Czy może taka "przyjaźnie nastawiona do pacjenta" ;-)
A jest jakaś apteka " wrogo nastawiona do pacjenta" ? Chyba wszystkie określają się mianem przyjaznych.
Masz rację, wszystkie są przyjaźnie nastawione, ale w Śremie jedna jest szczególnie przyjaźnie nastawiona. I jestem po prostu ciekawy czy to ta, o której myślę.
W przeciwieństwie do tych bzdur zafundowanych nam powyżej, gotów jestem napisać rzetelny artykuł o tym jak Izba Aptekarska, do spółki z indywidualnymi aptekarzami i sieciówkami doprowadziły do upadku aptekarstwa w Polsce, oraz do nędzy etatowych farmaceutów. Obawiam się tylko że ten proizbowy portal raczej nie będzie zainteresowany publikacją.
Spróbuj. Artykuł Pana Kamila Bąka przeszedł a też był mocno rewizjonistyczny (i dobrze).
Hehe, ktoś to powinien napisać, ale musiałaby być to ksiązka na 400 stron i uwzględnić kazdy punkt widzenia, różne aspekty i być rozpisana w ramie czasowej powiedzmy 20-30 lat i zobrazować jak to się zmieniało z biegiem czasu.Wszystko najlepiej poprzeć danymi statystycznymi, opisać jak izbowe wunderpomysły faktycznie wpłynęły na branżę, jak wejście do unii europejskiej itp. Najlepiej uderz do katedry historii farmacji , bo to by się nadawało na doktorat. Tak jak w książce I Grillo o sytuacji w Meksyku pt "El Narco" jest próba wielowątkowej genezy wojny domowej tak chętnie bym poczytał coś takiego o aptekarstwie.
Napisz komentarz. Nie spotkałem się z cenzurowaniem.
Doskonale pamiętam za to rozmowy z emerytowanymi paniami magister, które pracowały w tamtych czasach. Jak to lekarze przychodzili wykupować "pliki" recept pacjentom z IB. Na Biovitale, Centrum itd.
Ministrem był chyba wtedy Łapiński, a kto stał personalnie za lobbingiem to się nigdy już nie dowiesz. Aptekarze nie mieli tak naprawdę nic do gadania, a dzisiaj z żalem mówią - pozwoliliśmy prowadzić apteki niefarmaceutom, oddaliśmy rynek itp. Oni nic nie oddali bo nikt ich nie pytał o zdanie, ani nie mieli żadnej możliwości blokady czegokolwiek. Sieci przyszły jak po swoje.
Nie wiem czym to prawda, ale pamiętam wypowiedź jednego z profesorów na mojej uczelni i wtedy wiceministrem zdrowia była dr Ewa Kralkowska, której rodzice byli farmaceutami, a jakby nie patrzeć wtedy magister- właściciel jednej apteki zarabiał dużo więcej od lekarza i fajnie by było jakby mąż, czy dziecko mogli taką aptekę prowadzić. Pamiętam jeszcze wypowiedź o traktowaniu ustawy antykoncentracyjnej (1%), która była egzekwowana jak widzieliśmy, czego powodem było przejęcie Cefarmu bodajże, przez Farmacol, który z dniem przejęcia łamałby tą ustawę i apteki byłyby do zamknięcia.
Nie wiem, ale dla mnie ten artykuł pokazuje jak bardzo podzielone, nieudolne i krótkowzroczne jest środowisko farmaceutyczne w tym kraju. Od 1989, w czasie galopującego rozwoju technologii nie poczyniono praktycznie żadnych kroków w celu zwiększenia znaczenia zawodu, poprzez stopniowe zwiększanie kontaktu z pacjentem i coraz bliższą współpracę z lekarzem, a zajmowano się tylko tym, jak finansowo pogrążyć sieci, które z armią prawników były w stanie obejść każdą teoretycznie uciążliwą restrykcję wymyśloną przez bandę pokemonów na swoją korzyść. A na koniec tego artykułu jeszcze mamy usprawiedliwienie kanalii prowadzących pojedyncze apteki, że oni może i robili źle, ale tak po prostu się robiło, a biedaczki popełniali przestępstwo tylko po to, aby utrzymać miejsce pracy swoich magistrów. Teraz mamy procedowaną Ustawę o Zawodzie Farmaceuty, wydaje się, że super, w końcu po tylu latach, ale co mamy w tej ustawie? Receptę na dojenie funduszu, na co moim zdaniem nikt się nie zgodzi. Wiem, że farmaceuci nie potrafią się bawić w wolny rynek, lecz podniesienie marnego uposażenia przez skok na pieniądze publiczne przez grupę zawodową, postrzeganą przez społeczeństwo jako raczej zbędną i potrafiącą pomóc jedynie w zakupie magnezu i witaminy D3, raczej nikomu trzeźwo myślącemu się nie spodoba. Oprócz tego na jednej z pierwszych stron pojawił się zapis o nadaniu uprawnień osobom spoza UE. Kto wymyślił taki zapis w czasach kiedy rynek aptek jest jawnie przepełniony, a mimo ogromnego zapotrzebowania na magistrów farmacji i ich niedoboru, są oni opłacani najgorzej wśród zawodów medycznych wymagających wykształcenia wyższego, ba, podobne płace mają już pracownicy większych magazynów i dyskontów spożywczych. Czy lekiem na wszelkie zło będzie wprowadzenie nowych magistrów? Czy może receptą na zwiększenie bezrobocia w tej grupie zawodowej? Podejrzewam, że za kilka lat, jak ta ustawa zbierze swoje żniwa, siądę przed komputerem i przeczytam artykuł pt "Jak Polacy udowodnili, że farmaceuta to zawód przeszłości".
Dokładnie tak. Pamiętacie jak kiedyś się zastanawiano czy farmaceuta może mierzyć ciśnienie?