Oszustwa zaczęły się od fałszywych recept na „inwalidę wojennego”, dzięki którym można było bezpłatnie nabyć wszystkie zarejestrowane leki bez żadnej opłaty. Po pewnym czasie listę bezpłatnych produktów ograniczono tylko do leków wydawanych na receptę. Ustawa refundacyjna przyjęta za czasów ministra zdrowia Mariusza Łapińskiego (2001–2003) wprowadziła zapis, że cena urzędowa nie jest ceną stałą, lecz maksymalną. To zalegalizowało wcześniejsze praktyki zaniżania tych cen przez pierwsze sieci aptek. Oprócz tego ustawa dała początek nowej patologii, polegającej na okradaniu NFZ, czyli tzw. lekom za grosz.
Sieci zaczęły rosnąć w siłę…
Większość sieci w Polsce zbudowała swoją potęgę właśnie na tej nieuczciwej praktyce polegającej na raportowaniu innej ceny sprzedaży niż faktyczna. Dzięki temu pacjent dostawał lek za grosz, a nieuczciwa apteka zarabiała krocie podczas, gdy uczciwa sprzedawała lek drożej, ale zgodnie z przepisami – czytamy w serwisie prawy.pl.
Ci, co chcieli uczciwie zarobić, szukali innych możliwości, takich promocje, punkty oraz rabaty. Inni z kolei poszli w większych odbiorców lub pośredniczyli w sprzedażach dużych ilości leków między producentem a innymi aptekami. Jednak bardzo szybko podcięto im skrzydła. Wprowadzono zakaz reklamy i zakaz sprzedaży leków z apteki do apteki oraz z apteki do hurtowni.
… a apteki indywidualne – kombinować
Skoro nie można było przyciągnąć pacjenta do apteki za pomocą reklamy, część właścicieli aptek nieuczciwymi metodami postanowiła przekonać lekarzy, by odsyłali ludzi do ich placówek. Apteki rozliczały się za każdą zrealizowaną receptę z jej autorem. Realizowano także recepty wypisane na nieświadomych niczego pacjentów. Z kolei zakaz reklamy bardzo przydał się aptekom sieciowym. Wpadły na pomysł, aby pod nazwą tożsamą z nazwą sieci otwierać drogerie (często w tym samym lokalu), które mogą być reklamowane.
Kiedy wprowadzono sztywne ceny urzędowe, skończyło się okradanie NFZ-tu, ale jednocześnie drastycznie obcięto marże hurtowni i aptek. W przypadku drogich leków z ceną urzędową przy 100% odpłatności dla pacjenta marża jest tak niska, że gdy pacjent płaci kartą płatniczą, apteka dokłada do interesu. Kolejnym przejawem patologii było pojawienie się na rynku całej masy fałszywych recept.
Import równoległy kamieniem węgielnym wywozu leków?
Pojawił się też w końcu import równoległy, który miał służyć przełamaniu monopolu koncernów farmaceutycznych na dowolne ustalanie cen leków w krajach europejskich. Najpierw mali importerzy sprowadzali do Polski leki z rynków, gdzie były dostępne w niższych cenach niż u nas. Jednak okazało się, że w Polsce jest wiele tańszych pozycji, które warto eksportować. Niektóre zaczęły masowo znikać z hurtowni farmaceutycznych.
To właśnie wtedy firmy farmaceutyczne rozpoczęły dystrybucje leków bezpośrednio do aptek lub przez hurtownie, ale tylko pod ścisłym nadzorem. Niektóre firmy wprowadziły tez kontrole stanów i sprzedaży w aptekach. Przez to apteki zostały włączone do łańcuszka wywozu. To zapewniło im lepszy dostęp do leków, a także ratowało wiele z nich przed bankructwem.










