REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
pon. 13 stycznia 2020, 09:33

Pracownice okradały apteki. Każda miała swój sposób…

Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim wydał po koniec grudnia wyrok w sprawie dwóch pracownic aptek, które przez kilka lat ukradły od swojego pracodawcy kilkaset tysięcy złotych. Pomoc apteczna miała wyprowadzić z apteki ponad 300 tys. zł. Druga z kobiet – techniczka farmaceutyczna – ponad 190 tys. zł. Mechanizmy kradzieży w obu przypadkach były różne…

"Oczekujemy, że władze państwa nie będą bezczynne wobec tych faktów i podejmą należyte działania w tej sprawie" – podkreśla Marcin Wiśniewski, prezes ZAPPA (fot. Shutterstock)
Sąd analizując obie kradzieże zwrócił uwagę, że sprzyjał im brak właściwej kontroli pracy poszczególnych pracowników (fot. Shutterstock)

Mając dowód oszustwa, właścicielka apteki postanowiła skonfrontować się z pracownicą, by wyjaśnić sprawę. Ta początkowo zaprzeczała kradzieży, jednak ostatecznie przyznała się do winy. Miała wtedy napisać oświadczenie, w którym zgodziła się spłacać ukradzioną kwotę 190 tys. zł w miesięcznych ratach po 500 zł. Właścicielka zwolniła techniczkę z pracy i nie zgłosiła sprawy na policję, uznając ją za rozwiązaną.

REKLAMA

Okazało się jednak, że była pracownica przez kolejne miesiące nie dokonała ani jednej wpłaty na rzecz właścicielki apteki. Dlatego ta – zgłaszając zawiadomienie o kradzieży przez pomoc apteczną w innej aptece – dokonała też zgłoszenia kradzieży przez techniczkę farmaceutyczną (czytaj również: Monitoring w aptece znów pomógł ująć złodzieja).

Sąd w trakcie postępowania w pierwszej kolejności zbadał czy wspomniane oświadczenie napisane i podpisane przez techniczkę, było prawdziwe. Po potwierdzeniu jego autentyczności, prześledził też mechanizm kradzieży z apteki. W tej sytuacji, nie polegał on bowiem bezpośrednio na zabieraniu z kasy apteki pieniędzy…

Sprzedaż „pod ladą” i zerowa marża

Kradzież pieniędzy przez techniczkę polegała na sprzedawaniu pacjentom leków bez ich fiskalizowania. Klienci apteki nie otrzymywali od niej paragonów, czyli sprzedaż odbywała się „pod ladą“. Jednocześnie techniczka miała uprawnienie, tak jak i pozostali pracownicy, do samodzielnego ustalania cen leków z możliwością ich obniżania. W rezultacie sprzedawała pacjentom leki z marżą zerową lub ujemną, a różnicę w cenie zatrzymywała dla siebie. Na czym to polegało?

W sytuacji gdy nie było wszystkich leków z recepty w aptece, wydawano pacjentowi leki będące na stanie apteki. Ten za nie płacił, przy czym nie dostawał paragonu. Jednocześnie receptę odkładano, ponieważ nie można jej było na tym etapie zafiskalizować. Pozycje te umieszczano w systemie – w tzw. kolejce. Gdy pacjent ponownie przychodził po odbiór pozostałych leków i płacił za nie to techniczka wprowadzała w system leki z kolejki, ale już w niższych cenach niż faktycznie zapłacona. Różnicę pieniędzy zatrzymywała dla siebie.

Łączną kwotę skradzionych w ten sposób pieniędzy wyliczono w oparciu o braki leków w magazynie i fakt wprowadzania sprzedaży leków w system komputerowy w niższych cenach. Techniczka w trakcie procesu nie przyznawała się jednak do winy. Twierdziła, że nie podpisała oświadczenia przedstawione przez właścicielkę. Właścicielka miał je sfałszować, wykorzystując do tego czystą kartkę z jej podpisem (twierdziła, że takie zostawiała w aptece). Sąd uznał jednak jej winę i wymierzył karę pozbawienia wolności na 8 miesięcy, w zawieszeniu na 3 lata. Oprócz kary 2000 zł, ma oddać właścicielce apteki 190 tys. zł.

REKLAMA
REKLAMA

Co ciekawe w trakcie procesu właścicielka apteki miała też zeznać, że techniczka farmaceutyczna przynosiła do jej apteki leki z innych źródeł i sprzedawała je klientom. Taką sytuację zaobserwowała na monitoringu i potwierdził to informatyk. Sąd dał wiarę ich zeznaniom w tym zakresie. Aczkolwiek uznał, że o ile okoliczność ta może przedstawiać oskarżoną w negatywnym świetle, to jednak nie ma znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy w przedmiocie kradzieży pieniędzy z kas apteki.

Brak właściwej kontroli w aptece

Sąd analizując obie kradzieże zwrócił uwagę, że sprzyjał im brak właściwej kontroli pracy poszczególnych pracowników. Kasy w aptekach nie były w żaden sposób zabezpieczone. Co prawda szuflady były zamykane na kluczyk, ale pracownicy mieli do nich swobodny dostęp. W rezultacie np. w przypadku zmiany pracownika przy stanowisku kasowym, pieniądze w szufladzie nie były liczone. Na koniec zmiany pracownicy sami rozliczali kasy, tzn. drukowali raporty dzienne, liczyli gotówkę znajdującą się w kasie i sprawdzali czy jej ilość jest zgodna z kwotą widniejącą na wydruku. Po nikt nikt tego nie sprawdzał (czytaj również: Złodziej w aptece).

Właścicielka przyznała, że nie kontrolowała i nie nadzorowała właściwie swoich aptek, ponieważ miała bardzo trudną sytuację rodzinną. Opiekowała się chorą mamą, która w 2016 roku zmarła, a potem była w ciąży. Później, gdy zaczęła przyglądać się uważniej pracy w aptekach, to odkryła kradzieże. Aptekę okradaną przez techniczkę farmaceutyczną sprzedała pod koniec 2017 roku.

Sygn. akt III K 47/19

Oprac.: ŁW
©MGR.FARM

REKLAMA
REKLAMA
Ikona Google News
mgr.farm na Google News Śledź najnowsze wiadomości
Dołącz do nas
REKLAMA