Jak podaje portal Wyborcza.biz największe organizacje przedsiębiorców w kraju: BBC, Lewiatan, Pracodawcy RP i Federacja Przedsiębiorców Polskich napisały list do Izabeli Leszczyny z apelem o nowelizację prawa farmaceutycznego. Chodzi o usunięcie z niego tzw. Apteki dla Aptekarza 2.0.
– Omawiana regulacja narusza zasadę ochrony praw nabytych, ochronę własności, dotkliwie ogranicza swobodę prowadzenia działalności gospodarczej i upośledza konkurencję na rynku aptecznym. Przyjęto ją w formie poprawki do ustawy zupełnie niezwiązanej z ochroną zdrowia, wychodząc poza zakres przedłożenia. Takie działanie stanowiło pogwałcenie Konstytucji RP, regulaminu Sejmu czy regulaminu Rady Ministrów – twierdzą organizacje przedsiębiorców.
„Apteka dla Aptekarza 2.0” była także przedmiotem rozmowy przedsiębiorców z Izabelą Leszczyną, podczas jej wizyty – pod koniec styczna – w siedzibie Konfederacji Lewiatan. Wskazywali oni tam na negatywne zmiany na rynku aptecznym, które spowodowała ta nowelizacja Prawa farmaceutycznego.
Krytyka „Apteki dla Aptekarza 2.0”
W artykule autorstwa Piotra Miączyńskiego, opublikowanym na portalu Wyborcza.biz swoją historię opowiedziała mgr farm. Ewa Budzowska. 20 lat temu wraz z mężem stworzyła rodziną firmą „Apteki od Serca”. Obecnie w Warszawie i okolicach maja 10 aptek. Jak twierdzi, od 28 września ubiegłego roku czuje się wywłaszczona. A jej dzieci zostały właściwie ograbione z majątku. Wtedy bowiem w życie weszła „Apteka dla Aptekarza 2.0”.
– Mamy troje dzieci. Żadne z nich nie chce studiować farmacji. Nie interesuje ich to. Widzieli, ile czasu, zdrowia i wysiłku kosztuje zbudowanie firmy naszej skali – mówi Budzowska. – Według prawników moje dzieci jako spadkobiercy mają rok, na to, aby dostosować firmę do obowiązujących przepisów.
- Czytaj również: AdA 2.0 ma więcej minusów niż plusów?
Według obecnego prawa w przypadku śmierci właścicieli firmy spadkobiercy musieliby sprzedać apteki farmaceutom, którzy mają mniej niż cztery apteki.
– Trzeba by wtedy porąbać firmę na kawałki siekierką. 10 aptek to na dzień dzisiejszy towar „niesprzedawalny” – rozkłada ręce Budzowska w rozmowie z Piotrem Miączyńskim.
Wyjaśnia, że w konsekwencji nowych przepisów nie może otworzyć więcej aptek ani nie może sprzedać tych, które ma.
– Nie wiem co zostawię moim spadkobiercom. To ogromnie trudne do przyjęcia. Mam wrażenie, że ustawodawca każe mnie za przedsiębiorczość, chęć rozwoju firmy na której jakość stawiałam „od zawsze”. To jest nie tylko misja – to jest biznes. Aby móc dobrze pomagać pacjentom trzeba prowadzić rentowny biznes. Firma musi mieć możliwość rozwoju, kredytowania. Tego nie ma. AdA 2.0 zburzyła taka możliwość – denerwuje się Budzowska na łamach Wyborcza.biz.
Podzieleni aptekarze
Część środowiska aptekarskiego – szczególnie mali, niezależni farmaceuci – uważają, że nowe przepisy bronią ich przed dużymi sieciami. Z kolei właściciele aptek sieciowych czują się karani za swoją przedsiębiorczość.
– Wartość aptek z dnia na dzień uległa drastycznemu obniżeniu. Wprowadzeniu tej regulacji towarzyszyła narracja o konieczności ochrony polskich aptek przed zagranicznym kapitałem. Tyle tylko, że to oczywista nieprawda. Na rynku aptecznym panuje równowaga i duże rozdrobnienie. Aż 93 proc. tego rynku to apteki z rodzimym kapitałem – przekonuje w Wyborcza.biz Marcin Piskorski, prezes PharmaNETu.
- Czytaj również: Konfederacja Lewiatan: „AdA 2.0” zaszkodzi rynkowi aptecznemu
Mgr farm. Adam Wasilewski, który ze wspólnikiem prowadzi sześć aptek uważa, że niesłusznie wrzucono go do jednego worka z dużymi sieciami aptecznymi.
– W imię tzw. obrony naszych interesów, lobby Izby Aptekarskiej strzeliło nam w kolana pozbawiając możliwości rozporządzania własnym majątkiem. Nie możemy dalej rozwijać własnego biznesu, bo chociażby nie możemy dziś kupić lub otworzyć nowej apteki ale też nie moglibyśmy tego przedsiębiorstwa sprzedać bo nikt wg nowych przepisów nie może kupić firmy tej wielkości – mówi Wasilewski w rozmowie z Piotrem, Miączyńskim.
Przyznaje, że czuje się „złupiony, wywłaszczony i to w sposób bandycki”. Martwi się, że w powodu obniżenia wartości jego przedsiębiorstwa, pojawią się problemy z kredytem obrotowym. Im mniejsza wartość firmy, tym większe ryzyko dla banku.
– Firma jest warta tyle, ile ktoś jest w stanie aktualnie za nią zapłacić. Problem w tym, że aktualnie nikt nie może jej kupić, więc wycena jest znacznie niższa niż rok temu… – mówi aptekarz.
Ukrócenie obchodzenia przepisów
„Apteki dla Aptekarza 2.0” broni Prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej – Marek Tomków. W rozmowie z Wyborcza.biz wyjaśnia, że największe sieci apteczne obchodziły pierwszą „Aptekę dla Aptekarza”. Dlatego konieczne było jej uszczelnienie.
– Część dużych podmiotów, bo nie wolno tutaj ujednolicić wszystkich podmiotów sieciowych, omijała je między innymi w taki sposób, że zakładane były spółki-słupy, najczęściej przez dwójkę farmaceutów, która za pieniądze sieci i absolutnie pod jej kontrolą skupowała kolejne apteki – miało to udawać zgodność z zapisami Apteki dla Aptekarza – relacjonuje prezes NRA.
Młodzi farmaceuci dostawali od sieci kredyt na dwa, trzy czy cztery miliony złotych. Kupowali za to apteki. I podpisywali od razu z siecią umowę franczyzową. Tylko jedna z sieci założyła 46 takich spółek. Takie apteki według prezesa NRA nie są w stanie samodzielnie funkcjonować.
– Żeby ukrócić takie praktyki, potocznie zwane firmanctwem lub słupowaniem, a są to dobrze znane zjawiska takich rynków jak paliwa, leki czy VAT – wprowadzono przepisy uszczelniające – tłumaczy genezę Apteki dla Aptekarza 2.0.
Dlatego Tomkowa nie dziwi obecny lobbing części przedsiębiorców, którzy chcą uchylenia ustawy. Pojawiają się artykuły sponsorowane, stanowiska, listy i apele do Minister Zdrowia.
Źródło: ŁW/Wyborcza.biz










