Niedawno do Sejmu trafił rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych oraz niektórych innych ustaw. Przez ostatnie miesiące projekt ten był przedmiotem prac Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia. Pod koniec minionego tygodnia projektem zajęła się sejmowa Komisja Zdrowia, która zarekomendowała Sejmowy jego przyjęcie bez zmian. W trakcie posiedzenia komisji głos zabrała przedstawicielka farmaceutów szpitalnych – mgr Ewa Steckiewicz-Bartnicka z Naczelnej Rady Aptekarskiej. Nie ukrywała ona rozgoryczenia całą sytuacją (czytaj również: Ustawa dotycząca wynagrodzeń pracowników medycznych trafiła do Sejmu. Co z farmaceutami?).
– Mnie osobiście, jako farmaceutę, który wykonuje ten zawód od momentu skończenia studiów i nie próbował nigdzie indziej pracować, tylko wyłącznie w aptece szpitalnej (…) boli, że jesteśmy ciągle pomijani. Tutaj wszyscy mówią o tym, że były prowadzone rozmowy. Proszę Państwa, to był monolog – podsumowała prace nad projektem.
Przypomniała, że farmaceuci od 2017 roku zgłaszają swoje postulaty dotyczące wynagrodzeń i wskazują, że są dyskryminowani w stosunku do innych zawodów.
– My kończymy jednolite studia magisterskie na uczelni medycznej. Nie ma możliwości licencjatu i zdobywania tego wykształcenia inaczej. Żeby być specjalistą musieliśmy skończyć albo specjalizację I stopnia i potem II stopnia, albo po wejściu do Unii uzyskiwać tytuł specjalisty w 3-letnim trybie kształcenia, zakończonym egzaminem państwowym. Dlaczego ja to tłumaczę? Nie dlatego, żeby tutaj swój zawód faworyzować, że jest tak wspaniały. Tylko po to, żeby coś wyjaśnić. Wiele osób z tego grona nie wie czym się różni technik farmaceutyczny od magistra farmacji. To jest diametralna różnica. W tej chwili osoba, która skończy studia i nie ma specjalizacji ma o 400 zł większe wynagrodzenie od technika farmaceutycznego. No nie może tak być – mówiła Ewa Steckiewicz-Bartnicka.
Farmaceuci przeźroczyści dla ministerstwa?
Przedstawicielka NRA wskazywała, że na Zachodzie już od dawna wiadomo, że każda złotówka zainwestowana w farmaceutę daje pięciokrotny zysk. Tymczasem w Polsce system zdaje się ciągle tego nie zauważać.
– My jesteśmy odpowiedzialni m.in. za farmakoterapię, za szpitalne listy leków. Za to, żeby lekarz miał czym leczyć. Żeby miał dobrze przygotowany lek cytostatyczny czy lek do żywienia. Powinniśmy sporządzać wszystkie iniekcje w aptece szpitalnej, w warunkach zwalidowanych. Ale jak możemy to robić, skoro we wszystkich aptekach szpitalnych w Polsce jest zatrudnionych 1700 farmaceutów? Proszę mi powiedzieć? Czy dlatego, że jesteśmy nieliczną grupą to mamy być tacy przeźroczyści w systemie? Ja liczę na Państwa mądrość i zrozumienie – mówiła farmaceutka.
Podkreśliła też z żalem i rozgoryczeniem, że farmaceuci szpitalni wielokrotnie zwracali się do ministerstwa zdrowia z prośbami o spotkanie w sprawie płac. Nie spotkali się jednak z żadnym odzewem (czytaj również: Farmaceutów pracujących w szpitalach czekają podwyżki?).
Farmaceuta ma zarabiać jak lekarz
Przypomnijmy, że procedowany projekt zawiera siatkę współczynników pracy, która będzie stanowić podstawę ustalania minimalnych wynagrodzeń dla pracowników medycznych, zatrudnionych w placówkach publicznych. Obecnie projekt zakłada on nieznaczny wzrost tych współczynników. Dla farmaceutów szpitalnych ze specjalizacją wzrośnie on z 1,05 na 1,06 (co da wynagrodzenie 5478 zł brutto), natomiast dla tych bez specjalizacji z 0,73 na 0,81 (4186 zł brutto). Środowisko farmaceutyczne tymczasem postulowało nie o podwyższenie współczynników, a przeniesienie farmaceutów do tych samych grup, w których znajdują się lekarze.
– Współczynnik 1,06 dla osoby, która skończyła 6-letnie studia i 3-letnią specjalizację to nie jest coś, co zatrzyma lub przyciągnie farmaceutów. W tym zawodzie pracują pasjonaci. Ludzie, którzy chcą coś do tego systemu wnieść – mówiła Ewa Steckiewicz-Bartnicka.
Bez podwyżek i bez dodatków covidowych
Przypomniała też, że farmaceuci szpitali zostali już dwukrotnie pominięci, gdy przyznawano pracownikom medycznym i niemedycznym dodatki covidowe.
– Była ustawa covidowa – szpitalnicy nie dostali tych pieniędzy. Jest teraz 5000 zł dla „niemedyków” i oczywiście nie mieścimy się w tej grupie. Ja mam pytanie. Kiedy się zmieścimy i kto z nami rozpocznie konstruktywną rozmowę? Rozmowę, a nie monolog – mówiła farmaceutka.
Ostatecznie sejmowa Komisja Zdrowia nie zmieniła nic w projekcie i zarekomendowała jego przyjęcie w aktualnym kształcie.
©MGR.FARM










